fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Legia: Zwycięstwo mądrej stabilizacji

Mateusz Kostrzewa / Legia.com
Legia została po raz czternasty mistrzem Polski. W tym sezonie, pomimo zadyszki w końcówce, biła konkurencję pod każdym względem.

Najprościej powiedzieć, że Legia wygrała ligę, bo miała najlepszych piłkarzy. To częściowa prawda. Zdarzało się, że mając kadrę równie silną jak teraz Legia przegrywała. Tym razem jest inaczej. W klubie przestano wreszcie wykonywać gwałtowne ruchy kadrowe i postawiono na odpowiedniego trenera.

Aleksandar Vuković był symbolem Legii jako zawodnik i staje się nim jako trener. Jest dopiero trzecim w historii Legii mistrzem Polski, który wywalczył tytuł jako piłkarz i trener -po Edmundzie Zientarze i Jacku Magierze. Był zresztą asystentem Magiery, przeszedł podobną drogę jak on. Grał przy Łazienkowskiej przez osiem lat, od roku 2015 pracuje tam jako trener.

Przeszedł wszystkie szczeble, zna wszystkie drogi, pokoje i szatnie - od grup młodzieżowych, zespół rezerw, po pierwszą drużynę. Był zawsze pod ręką, więc nim po blamażu jednego trenera znaleziono następnego, Vuković łatał dziury, robił kurs UEFA Pro w szkole PZPN w Białej-Podlaskiej i nie narzekał.

Koniec egzotycznych trenerów

W wyniku niekompetencji działaczy, braku rozeznania i cierpliwości Legia w ciągu kilku ostatnich lat więcej straciła niż zyskała. Nawet kiedy zdobywała tytuł, trwoniła potencjał. Zajmując przez lata pierwsze miejsce w Polsce we wszelkich klasyfikacjach sportowych i biznesowych nie osiągała sukcesów w Europie i nie pomnażała stanu posiadania.

Legia zatrudniała egzotycznych trenerów, tylko dlatego, że byli cudzoziemcami. Tacy trenerzy jak Albańczyk Besnik Hasi, Chorwat Romeo Jozak czy Portugalczyk Ricardo Sa Pinto do niczego się nie nadawali i nie czuli specyfiki warszawskiego klubu. Rosjanin Stanisław Czerczesow był zbyt wymagający więc go pożegnano, a Jacka Magierę, który oddałby Legii ostatnią koszulę, też potraktowano nieelegancko.

Ale władze Legii też się uczą. Już wiedzą, że zbyt częste zmiany trenerów, a wraz z nimi rotacja w kadrze zawodników nie prowadzą do niczego dobrego. Aleksandar Vuković jest pierwszym szkoleniowcem od czasów Norwega Henninga Berga (2013-2015), pracującym w klubie dłużej niż rok. Pracował z Czerczesowem, Hasim, Magierą, Jozakiem i Deanem Klafuriciem. Nauczył się tego, co dobre i wyciągnął wnioski z ich błędów.
Prawie dwa lata temu, kiedy przez chwilę pełnił funkcję pierwszego trenera Legii w jej kompromitującym meczu z luksemburskim FC Dudelange (1:2 przy Łazienkowskiej), wydawało się, że to jego koniec w klubie. Ale Dariusz Mioduski podjął wtedy dwie decyzje. Jedną złą - zatrudniając Portugalczyka Ricardo Sa Pinto i jedną dobrą - zostawiając przy nim Vukovicia jako asystenta.

Upłynęły od tamtej pory prawie dwa lata. Sa Pinto szczęśliwie po paru miesiącach opuścił Warszawę. Z drużyny, która w dwumeczu przegrała z Luksemburczykami 3:4 pozostali tylko Mateusz Wieteska, Jose Kante i właśnie Vuković. Kiedy w kwietniu 2019 roku „Vuko” oficjalnie objął pierwszą drużynę, wreszcie zaczęła się normalność. Nowy trener mógł robić to, czego nie doczekał Magiera.

Odejście symboli

Latem 2019 roku Vuković rozpoczynał sezon jako pełnoprawny trener z kontraktem na rok i opcją przedłużenia na dwa lata. Zaczął budować swoją drużynę, dobrze wiedząc, że ma w kadrze zawodników, którzy nie są mu potrzebni, ale muszą być, bo ktoś nieroztropnie ich kupił. Tak było z serbskim obrońcą Ivanem Obradoviciem czy portugalskim pomocnikiem Salvadorem Agrą. 

Doszło też do rewolucji kadrowej. Klub wykorzystał fakt, że kilku zawodnikom kończyły się kontrakty i ich nie przedłużył. Odeszli z Łazienkowskiej ci, którzy byli symbolami przywiązania do klubu: bramkarz Arkadiusz Malarz, skrzydłowy Michał Kucharczyk, pomocnik Miroslav Radović. Czyli Arek, Kuchy i Rado - piłkarze, z którymi identyfikują się kibice.

Malarz chciał jeszcze grać, więc przeniósł się do Łodzi. Kucharczyk, „dziecko Twierdzy Modlin”, jeden z niewielu mazowszan w klubie, nie zatrzymywany przez nikogo wyjechał do Rosji. Radović przyjął polskie obywatelstwo i kupił mieszkanie w Warszawie, bo zamierzał tu się osiedlić. Ale nie było mu dane. Fina Kaspera Hamalainena ortodoksyjni kibice pożegnali bez żalu, bo wprawdzie wbijał bramki Lechowi, ale wcześniej dla Lecha, a tego Żyleta nie zapomina. Odszedł też czeski obrońca Adam Hlousek, a Sebastiana Szymańskiego - najlepszego Polaka i nadzieję reprezentacji Legia sprzedała do Dynama Moskwa, bo musiała szukać pieniędzy, których nie zarobiła na europejskich rozgrywkach pucharowych.

Autorska drużyna

To wszystko działo się niecały rok temu. Vuković zaczynał więc nowy sezon bez ikon, a musiał budować nowy zespół, mający walczyć o tytuł mistrza, bo na Łazienkowskiej drugie miejsce jest porażką. Tam się gra bez przerwy pod presją - władz, liczących każdą złotówkę, dziennikarzy - zakochanych w klubie, którzy są bezlitośni, kiedy się ich zawiedzie oraz kibiców, którzy mogą być niebezpieczni, jeśli uznają, że któryś piłkarz nie za bardzo się stara. 

Vuković zrobił to najlepiej jak mógł. W bramce postawił na Radosława Majeckiego (rocznik 1999). Dowhań, który wychował kilku reprezentantów Polski uważa, że Majecki ma wyjątkowy talent. Chłopak trafił do Legii w wieku piętnastu lat i przeszedł tam szkołę najlepszą z możliwych. Trenował z Arkadiuszem Malarzem, Radosławem Cierzniakiem, na jeden sezon został wypożyczony do pierwszoligowej Stali Mielec. Od początku sezonu nie wychodził z bramki, Jerzy Brzęczek powołał go już do kadry, a w styczniu Legia wytransferowała do AS Monaco za duże pieniądze. Mało który bramkarz robi karierę w tak wczesnym wieku. W Legii kimś takim był Władysław Grotyński, ale ponad pół wieku temu.

W obronie Vuković miał m.in. Artura Jędrzejczyka, Inakiego Astiza, Williama Remy’ego, Pawła Stolarskiego, w pomocy Domagoja Antolicia, Marko Vesovicia, Dominika Nagy,a, Andre Martinsa, Michała Kopczyńskiego - wracającego z Nowej Zelandii, Tomasza Jodłowca, zaś w ataku Carlitosa, Jarosława Niezgodę, Sandro Kulenovicia, a z wypożyczenia powrócił Jose Kante.

Od początku trener zaczął budować swoją autorską jedenastkę. Sprowadził środkowego obrońcę Igora Lewczuka, co wzbudziło wątpliwości: po co brać 29-letniego stopera, choćby po doświadczeniach z Bordeaux, ale znanego wcześniej z Legii jako gracz przeciętny?

Vuković wiedział co robi. Kiedyś podobne wątpliwości dotyczyły sprowadzanego z Lechii bocznego obrońcy Pawła Stolarskiego. Lewczuk jest w tym sezonie jednym z najlepszych stoperów ligi, a meczach ze Śląskiem i Jagiellonią grał jak profesor. Kiedy kontuzji doznał Marko Vesović Paweł Stolarski skutecznie zajął jego miejsce. 

Linia obrony Legii, najczęściej w składzie: Marko Vesović (przeniesiony z pomocy), Artur Jędrzejczyk, Mateusz Wieteska lub Igor Lewczuk i Michał Karbownik jest jedną z najlepszych w lidze. Inaki Astiz, mimo 36 lat przedłużył kontrakt, bo do Legii pasuje pod względem sportowym i kulturowym. Kończy się już czas Williama Remy’go, wiosną Luis Rocha już nie wyszedł na boisko. Przyszłością Legii (i, miejmy nadzieję - reprezentacji) jest Michał Karbownik. W marcu skończył 19 lat, do pierwszego zespołu wprowadził go Vuković, a dziś, po zaledwie kilku miesiącach Karbownik stał się jednym z największych odkryć sezonu. Może wkrótce będziemy go chwalić jako pomocnika (grał na tej pozycji w końcówce meczu z Piastem).

Profesor Antolić

W drugiej linii Vuković zastał przed rokiem jeszcze Cafu i Agrę, których już dziś nie ma. Jodłowiec odszedł do Piasta, Kopczyński do Arki, Węgier Nagy ma talent, ale w Warszawie wolał się bawić niż grać i też odszedł. Przyszło natomiast trzech zawodników, bez których teraz trudno sobie wyobrazić linię pomocy Legii: Gruzin Walerian Gwilia (z Górnika Zabrze), Brazylijczyk Luquinhas z Portugalii i Litwin Arvydas Novikovas z Jagiellonii. 

Jesienią Legię wzmocnił Paweł Wszołek, który grał we Włoszech, a dwa ostatnie lata spędził w londyńskim QPR. Dzięki temu pod względem fizycznym jest znakomicie przygotowany i ma siły jeszcze w doliczonym czasie. To właśnie Wszołek zastąpił Michała Kucharczyka na tyle dobrze, że kibice nie wypominają mu polonijnej przeszłości. 

Gwilia jest jeszcze lepszy niż w Górniku. Nabrał pewności siebie, rozgrywa, strzela bramki. Luquinhas jest jednym z najlepszych dryblerów w ekstraklasie. Można go zatrzymać tylko faulem (jest najczęściej faulowanym graczem ligi), ale jakoś dziwnie nie zdarza się to w polu karnym. 

Rządzi tą formacją Chorwat Domagoj Antolić i to dla Legii dobre przywództwo. Czasami zastępuje go Portugalczyk Andre Martins i wtedy już tak dobrze nie jest.

W porównaniu z rundą jesienną w Legii nie gra już ośmiu zawodników, a czterej z nich to napastnicy: Jarosław Niezgoda, Sandro Kulenović, Carlitos, który był wprawdzie czołowym strzelcem ligi, ale Vukoviciowi nie pasował i młodzieżowiec Kacper Kostorz (wypożyczony do Miedzi Legnica). To problem, bo jesienią Niezgoda strzelił 14 bramek, a Kulenović jedną. Jego odejście nie jest akurat stratą, ale Niezgodę zastąpić trudno. Tym bardziej, że Vamara Sanogo, który wrócił z wypożyczenia do Zagłębia Sosnowiec, odniósł kontuzję. 

Zimą Legia sprowadziła więc Czecha Tomasa Pekharta, który zazwyczaj wchodzi z ławki, ale zdobył już cztery bramki. Coś złego jednak się dzieje, bo Pekhart odniósł kontuzję na rozgrzewce przed meczem z Jagiellonią, Sanogo podczas treningu wyrównawczego, a Kante w czasie gry. Za dużo tych kontuzji. Sztab medyczny Legii składa się z dwóch lekarzy, czterech fizjoterapeutów, a do tego dwóch trenerów przygotowania fizycznego. Mają nad czym myśleć. 

Vuković więc sztukował W ataku występował Mateusz Cholewiak, jeszcze jeden dyskusyjny transfer, bo piłkarz ten ma już 30 lat i w Śląsku, skąd przyszedł się nie wyróżniał. Wiosną strzelił dla Legii dwie bramki, a w spotkaniu z Jagiellonią zmarnował trzy bardzo dobre okazje. Nie mniej - gra w Legii „niesie” każdego. 
Maciej Rosołek ma 19 lat, rzadko wchodzi na boisko, a strzelił już trzy bramki, w tym bardzo ważną, bo ratującą remis z Piastem.

Mistrz bez lidera

Z Legią jest tak, że albo gryziesz ziemię, albo cię nie ma. A nie zawsze tak w ostatnich sezonach było. To jest też zasada Aleksandara Vukovicia. Legia bardzo dobrze gra z kontry, ale nieźle radzi sobie w ataku pozycyjnym. Na tytuł zapracowało 32 zawodników, ale nie ma wśród nich lidera. Gole zdobywało aż piętnastu piłkarzy, nikt w tym sezonie nie strzelił bramki z rzutu wolnego. Można powiedzieć jakim systemem i stylem gra Legia, ale to się zmienia w zależności od przeciwnika i sytuacji na boisku, gdzie każdy wie co ma robić. Zdarza się, chociaż rzadko, ale czasami nawet przy Łazienkowskiej, że przeciwnik spycha legionistów do obrony i wtedy jest problem, bo z braku przywódcy trudno wyjść z tarapatów. 

To jest jednak dobrze zorganizowana drużyna, w Polsce najlepsza.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA