fbTrack

Opinie

Marek Domagalski: Prawnicze obiecanki i asekuracje

123RF
Każdy prawnik, także sędzia, może się pomylić, a bywa, że upiera się przy swoim dla własnych interesów, choćby dobrego samopoczucia. Powinni o tym pamiętać ci, którzy wybierają się do sądu, najlepiej zawczasu.

Ogłaszanie wyroków, zwłaszcza w sprawach cieszących się zainteresowaniem opinii publicznej, bywa nieraz trudne dla prawników. Ideałem byłoby, do czego zmierzają brytyjscy sędziowie (którzy tworzą autentyczną elitę prawniczą), aby sędzia przekonał do wydanego wyroku nie tylko tego, który wygrał – bo to łatwe, ale także przegranego. By ten wychodził z sądu z przekonaniem, że został potraktowany sprawiedliwie.

Czytaj także: Sąd: 40 tys. zł zadośćuczynienia dla żołnierza wyklętego

Mam nadzieję, że podobną troską kierowała się sędzia krakowskiego Sądu Okręgowego, która w uzasadnieniu wyroku o zadośćuczynienie, którego domagał się były żołnierz wyklęty, napisała, że jego prawnik nie zachował się wobec klienta lojalnie, domagając się 200 tys. zł (za trzy miesiące aresztu w stalinowskim więzieniu), tj. kwoty stanowczo wygórowanej. Dodajmy, że sąd zasądził mu 40 tys. zł.

Adwokat jest zbulwersowany taką „laurką" sądu, i to na papierze, tym bardziej że stalinowskie więzienie było tylko częścią represji, a sam poszkodowany w dniu wyroku powiedział „Rzeczpospolitej", że przez 40 lat, aż do 1989 r., musiał ukrywać się ze swoją niepodległościową przeszłością. Po tym wyroku czuje się zaś dodatkowo pokrzywdzony.

Tego rodzaju krytyczne uwagi sądu pod adresem prawników nie należą do rzadkości. Kilka miesięcy temu, odrzucając głośny pozew zbiorowy poszkodowanych przez dieselgate, sędzia nie szczędziła krytyki prawnikom – autorom pozwu, określając go jako niechlujny i narażający poszkodowanych na kolejne straty.

Ryzyko finansowe związane jest nieuchronnie z zainicjowaniem sprawy sądowej i nawet ci, którzy wygrają, nieraz nie bardzo wiedzą, czy im się opłaciła. Składa się na to kilka czynników: częsta nieprzewidywalność prawa i wyroków, ale też niska sprawność części prawników – sędziów i oczywiście pełnomocników.

Obok podsądnych mają oni na myśli nieraz własne interesy, ot, choćby ten, by dobrze wypaść w oczach opinii publicznej. Dla podsądnego wypływa z tego wniosek, że niezależnie od tego, co mówią prawnicy (zawsze radzę zapytać dwóch niezależnych), każdy może się pomylić i zwykle myli się na koszt podsądnego. Dobrze o tym pomyśleć, zanim trafimy do sądu, ale warto też zastanowić się nad tym po wyroku. W sądowym postępowaniu bywa sporo gry: obiecanek i asekuracji po stronie jej aktorów. Im szybciej ją rozpoznamy, tym mniej narażamy się na rozczarowanie. ©?

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL