fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Klauzula sumienia: Trybunałowi konstytucyjnemu zabrakło wyobraźni

Fotorzepa
Przepisy dotyczące klauzuli sumienia lekarzy po wyroku Trybunału Konstytucyjnego są jeszcze bardziej niekonstytucyjne niż przed – zauważa prawnik.

Trybunał Konstytucyjny 7 października 2015 r. orzekł o niekonstytucyjności przepisów o zawodzie lekarza ustanawiających klauzulę sumienia, a właściwie określających jej granice. Uznał, że art. 39 ustawy jest niekonstytucyjny w zakresie, w jakim wymaga, aby lekarz powołujący się na klauzulę sumienia przekazał pacjentowi informację, gdzie faktycznie może skorzystać ze świadczenia. Ta część przepisu została uznana za niezgodną z art. 53 ust. 1 konstytucji i wynikającą z niego wolnością sumienia. Ponadto wskazał, że nie można żądać od lekarza, aby działał niezgodnie ze swym sumieniem w „innych przypadkach niecierpiących zwłoki". W ocenie Trybunału sformułowanie to narusza zasady prawidłowej legislacji jako zbyt niedookreślone.

Poszkodowani pacjenci

Jak brzmią zatem przepisy o klauzuli sumienia po ingerencji trybunalskiej? Lekarz nie może powołać się na klauzulę sumienia i odmówić udzielenia świadczenia tylko w dwóch przypadkach – gdy zwłoka w jej udzieleniu mogłaby spowodować niebezpieczeństwo utraty życia albo gdy zwłoka w jej udzieleniu mogłaby spowodować niebezpieczeństwo ciężkiego uszkodzenia ciała lub ciężkiego rozstroju zdrowia. Ponadto lekarz ma obowiązek pisemnego powiadomienia przełożonego o powołaniu się na klauzulę, a także odnotowania tego w dokumentacji medycznej pacjenta. Te dwa ostatnie ograniczenia były również zaskarżone przez Naczelną Radę Lekarską i zostały uznane za zgodne z konstytucją.

Co się zatem zmieni? W dniu opublikowania wyroku trybunalskiego w Dzienniku Ustaw pacjent nie będzie mógł oczekiwać, iż otrzyma świadczenie medyczne w każdym przypadku, gdy jego stan zdrowia nie zagraża bezpośrednio utracie życia albo nie naraża go na ciężkie uszkodzenie ciała albo ciężki rozstrój zdrowia. W przypadkach „zwykłej" choroby, która jedynie naraża stan zdrowia pacjenta, ale nie jest „ciężka", lekarz nie może być zmuszony do leczenia pacjenta, gdy sprzeciwia się to jego sumieniu. Podobnie może być w przypadkach, gdy choroba pacjenta nie naraża go na utratę życia lub ciężki uszczerbek, ale zagraża innym dobrom prawnie chronionym, takim jak np. zdrowie publiczne w przypadku zagrożenia zakażeniami lub epidemią. W końcu przestanie istnieć jakikolwiek system informowania pacjenta o możliwości uzyskania świadczenia w innym miejscu, nawet tak szczątkowy i wadliwy jak dotychczas.

Moim zdaniem taka sytuacja narusza konstytucyjne prawo do ochrony zdrowia wynikające z art. 68 ust. 1 konstytucji oraz prawo do równego dostępu do świadczeń opieki zdrowotnej finansowanej ze środków publicznych wynikające z art. 68 ust. 2 konstytucji, ale może naruszać również prawo do bezpiecznych i higienicznych warunków pracy (wywodzone z art. 66 konstytucji, np. w przypadku choroby zakaźnej pracownika), prawa do opieki dla weteranów walk (wynikające z art. 19 ustawy zasadniczej) czy konsumentów (o czym mowa w art. 76).

Dlatego uważam, że wyrok, który zapadł w tej sprawie, jest przykładem, jak niedoskonałym narzędziem dla przywracania stanu konstytucyjności jest orzeczenie trybunalskie. Taka decyzja działa jak wycinający nowotwór nóż chirurgiczny, który jednak musi również naruszyć zdrowe tkanki.

Tylko parlament może naprawić błąd sędziów

Jednak Trybunał Konstytucyjny dysponuje narzędziem, które umożliwia złagodzenie tak drastycznej ingerencji. Zgodnie z art. 190 ust. 3 konstytucji TK może odroczyć termin utraty mocy obowiązującej przepisu nawet o 18 miesięcy. Korzysta z tego narzędzia bardzo często. W 2013 r. 41 proc., a w 2014 r. aż 45 proc. wyroków o niekonstytucyjności zawierało klauzulę o odroczeniu. Dotyczyło to nawet tak prozaicznych regulacji, jak opłaty za czynności dozoru technicznego, mandaty karne czy zasady organizowania imprez masowych, ale również spraw o wielkiej wadze dla wolności obywatelskich, jak uprawnienia służb specjalnych do posługiwania się środkami niejawnego pozyskiwania informacji.

To właśnie instytucja odroczenia terminu utraty mocy ma zapobiegać sytuacjom, w których Trybunał usunie niekonstytucyjne prawo, ale spowoduje jednocześnie skutki, które są trudne do pogodzenia z innymi przepisami ustawy zasadniczej. Odroczenie terminu utraty mocy obowiązującej ma spowodować, iż ustawodawca otrzyma czas, aby naprawić system prawa. Ta naprawa nie zawsze sprowadza się do usunięcia lub zmiany niekonstytucyjnego przepisu, ale może wymagać powstania nowych mechanizmów czy nawet całych aktów prawnych. Tak jest również w przypadku klauzuli sumienia – ustawodawca musi dodać i sprecyzować warunki, gdy lekarz musi udzielić świadczenia wbrew klauzuli sumienia, a nadto musi skonstruować cały system informacyjny dla pacjenta pozbawionego świadczenia z tego powodu, zwłaszcza w ośrodku finansowanym ze środków publicznych. Dodatkowo musi zapewnić, by ten system był skuteczny, co może wymagać wyposażenia go nie tylko w regulacje i gwarancje, ale też środki finansowe.

Z tych wszystkich względów uważam, iż błędem jest brak odroczenia terminu utraty mocy obowiązującej przepisów o zawodzie lekarza w tak istotnej dla pacjentów sprawie. Uważam również, iż nowy parlament powinien w bardzo szybkim trybie uchwalić prawo naprawiające system prawny. W innym przypadku Skarb Państwa będzie narażony na wysokie odszkodowania spowodowane oczywistym zaniechaniem ustawodawczym.

Dr Michał Jackowski, Poznań, Grzybkowski Guzek Jackowski Adwokacka Spółka Partnerska

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA

WIDEO KOMENTARZ

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA