Opinie

Wybory samorządowe 2018: szkoły mogłyby być zakładami budżetowymi na rozrachunku własnym

123RF
Szkoły mogłyby być zakładami budżetowymi na rozrachunku własnym.

Żeby uzyskać właściwe efekty gospodarcze i społeczne należy tworzyć taki system, który by powodował aktywność obywateli. Taką aktywność można uzyskać, udzielając większej samodzielności, która uczy odpowiedzialności, a jednocześnie wyzwala inicjatywy własne. Do tego trzeba dodać elementy motywacyjne, tak by dobre inicjatywy i włożona w nie praca dawały profity osobiste w postaci stosownego wynagrodzenia, bo liczenie tylko na dobra wolę, zaangażowanie, odpowiedzialność, patriotyzm i uczciwość to za mało.

Czytaj także:

Nasze oczy i uszy w lokalach do głosowania

Życie ma swoje prawa i do michy trzeba coś włożyć, a jak się więcej i lepiej pracuje, to i lepsze wynagrodzenie się należy.

Samorząd terytorialny ma wiele sfer działalności, w których może uaktywnić zarządzanie zadaniami, które ma do wykonania.

Przykładem są szkoły.

To są obiekty, które stanowią ogromny, często niewykorzystany majątek trwały i intelektualny. Szkoły popołudniami świecą pustkami, szczególnie żal patrzeć na puste boiska i sale gimnastyczne. W salach lekcyjnych też nic się nie dzieje. A chociażby za ogrzewanie i pilnowanie trzeba płacić 24 h na dobę.

Brak bowiem systemu organizacyjnego i motywacyjnego by tam się coś działo po lekcjach.

Szkoła jest jednostką budżetową. Jej dochody z wynajmu są dochodami jednostki samorządu terytorialnego. Ponadto na każdy najem jest potrzebna zgoda właściciela, czyli burmistrza. To utrudnia działanie i demotywuje.

Gdyby szkoła była zakładem budżetowym, a nieruchomość szkolna byłaby jej dana w trwały zarząd, to mogłaby zarabiać na wynajmie i nikogo się nie pytać o zgodę, np. by wynająć salę gimnastyczną na godzinę czy dwie. Mogłaby odpłatnie prowadzić wszelkiego rodzaju zajęcia sportowe, edukacyjne, kulturalne. Byłyby środki na posprzątanie szkoły, a nauczyciele mogliby sobie dorobić, organizując zajęcia edukacyjne. Wszyscy byliby zadowoleni, a szczególnie obywatele, bo mogliby korzystać z tych dobrodziejstw. Piszę, że dobrze by tak było, ale prawo nie pozwala prowadzić szkół i przedszkoli w formie zakładów budżetowych. Czyż nie jest paradoksem, gdy obok szkoły buduje się dom kultury czy ośrodek sportu zamknięty rano a działający po południu, a jednocześnie szkołę popołudniu się zamyka?

Ja nie chcę oczywiście rezygnować z domów kultury, ale te instytucje powinny współpracować i się uzupełniać, a nie zastępować.

Przecież w szkole, a raczej w obiekcie szkolnym można realizować wiele działań z zakresu kultury, tylko wszystkim musi się to opłacać.

Trudno się dziwić, że w Warszawie w szkołach popołudniami nic się nie dzieje, jeśli muszą one odprowadzić 50 proc. przychodu z najmu do budżetu miasta, a z pozostałych 50 proc. pokryć koszty mediów całej szkoły i jak im coś zostanie, to mogą przeznaczyć na potrzeby własne szkoły. Ale najczęściej jest to papier toaletowy i środki czystości, których brakuje, a nie coś ekstra dla dzieci i nauczycieli. Nie można też z tych pieniędzy opłacać nauczycieli czy instruktorów.

To jest system dalece demotywujący, a zatem niegospodarny. On nie wykorzystuje majątku i potencjału społecznego, dlatego należy dać możliwość, by szkoły, ew. zespoły szkół mogły być zakładami budżetowymi na rozrachunku własnym.

Podobnie mogłoby być z przedszkolami, a nawet żłobkami. Ale ustawodawstwo nie pozwala prowadzić żłobków w formie zakładów budżetowych, tylko jednostek budżetowych, czyli nieposiadających żadnej samodzielności.

Paradoksem jest, że przychody tych jednostek budżetowych w postaci dochodów z najmu, wpłat rodziców za przedszkole, żłobek czy wyżywienie dzieci są dochodem gminy, które są opodatkowane tak zwanym podatkiem janosikowym do Skarbu Państwa za dochody ponadnormatywne. Absurd zatem goni absurd. Czyli lepiej nie zarabiać, żeby nie płacić tego podatku.

Natomiast dochody zakładu budżetowego nie są tym podatkiem obciążone.

Problem nie dotyczy tylko szkół, przedszkoli i żłobków. Ale też innych instytucji takich jak domy opieki, ośrodki sportu, domy kultury.

Wszędzie można by wprowadzić menedżerskie sposoby zarządzania, gdyby prawo pozwalało.

Poza kwestiami prawnymi problem polega też na mentalności władzy, która chce ogarnąć swoim władztwem wszystko i władzą nie dzielić się z innymi.

Autor jest działaczem samorządowym z Warszawy

Artykuł powstał we współpracy ze Stowarzyszeniem Rzeczpospolita Samorządna

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL