fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Witold M. Orłowski: Kilka nieporozumień

Dolary
AdobeStock
Zanim się zacznie polemizować, warto sprawdzić, co oznaczają krytykowane określenia.

Prof. Podkaminer znów zaszczycił poważną polemiką mój skromny felieton ekonomiczny. Autora zawsze cieszy, kiedy okazuje się, że ktoś czyta jego teksty. Pragnę jednak krótko wyjaśnić kilka nieporozumień.

1. W tekście nie „wyrażam zdumienia", że druk pieniądza w USA nie spowodował inflacji. Odwrotnie, pokazuję, że nastąpił silny wzrost cen, tyle że nie w obszarze dóbr konsumpcyjnych (co mierzy inflacja), ale cen aktywów (warto więc przeczytać tekst, zanim zacznie się pisać polemikę).

2. Mój Polemista ma oczywiście prawo uważać, że „inflacja w ogóle nie stoi w jakiejkolwiek relacji do ilości pieniądza", większość ekonomistów sądzi jednak, że jest inaczej, choć oczywiście długookresowo. Przeciwstawiany przez niego tej teorii z „lamusa ekonomii", rzekomo „dominujący w mainstreamie tzw. DSGE" to nie alternatywna teoria ekonomiczna, jak wydaje się sądzić Polemista, tylko popularny dziś typ modelu symulacyjnego (Dynamiczny Stochastyczny Model Równowagi Ogólnej). Model ten opisuje sferę realną gospodarki, więc w ogóle nie zawiera w jawnej formie pieniądza, a decyzje banku centralnego objaśnia krótkookresowym mechanizmem oczekiwań inflacyjnych (zanim się użyje jakiegoś mądrze brzmiącego skrótu, warto sprawdzić, co on oznacza).

3. Jak większość ekonomistów, używam tradycyjnego określenia „drukowanie pieniądza" dla określenia gwałtownego zwiększenia podaży pieniądza przez banki centralne (np. w formie operacji pośredniego finansowania deficytów budżetowych). Oczywiście dzisiaj nie oznacza to już fizycznego dostarczania rządowi wagonów świeżo wydrukowanych banknotów, ale otwarcie przez bank centralny linii kredytowej i nie dotyczy zwiększania ilości gotówki, skupywania z rynku aktywów o niepewnej wartości (zanim się zacznie polemizować, warto sprawdzić, co oznaczają krytykowane określenia).

4. Fakt, że depozyty sektora prywatnego stanowią 75 proc. ilości pieniądza, nie oznacza wcale, że Polacy dużo oszczędzają. Podaż pieniądza M3 to po prostu suma depozytów sektora prywatnego i gotówki (plus niewielka ilość innych pasywów sektora bankowego zbliżonych do pieniądza). Z definicji więc depozyty sektora prywatnego stanowią jej większość, niezależnie od tego, czy kraj oszczędza dużo, czy mało (warto sprawdzić znaczenie pewnych danych, zanim się ich użyje).

główny doradca ekonomiczny PwC w Polsce, Akademia Finansów i Biznesu Vistula

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA