fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Sędzia Łączewski zachował się tak, jak powinien

123RF
Postępowanie sędziego Wojciecha Łączewskiego nie było ani karygodne, ani nietypowe, ani też w żaden sposób niewłaściwe w realiach polskiego procesu cywilnego – uważa prawnik Piotr Paduszyński.

Media wskazały na historię rzekomej odmowy honorowania przez sędziego Łączewskiego pełnomocnictwa podpisanego w imieniu Trybunału Konstytucyjnego przez panią Julię Przyłębską. Patrząc na to z doświadczenia adwokackiego, to pan sędzia przede wszystkim niczego nie zakwestionował, ale i niczego nie zaakceptował. Po prostu powiedział, że nie wie i że poczeka aż się dowie w wyniku odpowiedzi na pytanie prawne, jakie jeden z Sądów Apelacyjnych przesłał do Sądu Najwyższego. Dla przypomnienia cytat z informacji RMF FM: „Sąd musi mieć pewność, że Trybunał Konstytucyjny jest właściwie reprezentowany  – tłumaczy reporterowi RMF FM sędzia Wojciech Łączewski".

Zachowanie sędziego nie było ani karygodne, ani nietypowe, ani też w żaden sposób niewłaściwe w realiach polskiego procesu cywilnego, rzekłbym (z perspektywy 25 lat pracy w adwokaturze) aż do bólu typowe. Podejrzewam, że to samo zrobiłby każdy inny sędzia. Moim zdaniem wręcz miałby taki obowiązek. Gdyby jednak to był ktokolwiek inny, to i larum by się takie nie podniosło. Pech chciał, że padło na sędziego wręcz znienawidzonego przez PiS i bliskie mu media. Z tego pecha wyrosła krzykliwa i bezrefleksyjna awantura skupiająca się na buntach, puczach, badaniach psychiatrycznych etc., a nie na rzeczywistej istocie problemu.

Problem w systemie

Problem zaś nie polega na takim czy innym zachowaniu konkretnego sędziego, a na dwoistości systemu sądowniczego w Polsce, a w szczególności oderwaniu sądownictwa konstytucyjnego od sądownictwa powszechnego. Nieprawdę bowiem piszą (acz moim zdaniem z braku kompetencji, a nie ze złej woli) ci, którzy mówią, że sędzia Łączewski jako sędzia Sądu Rejonowego stoi niżej niż sędziowie Trybunału Konstytucyjnego. Może i on jest na stanowisku mniej eksponowanym, może i mniej zarabia niż sędziowie Trybunału Konstytucyjnego, ale w hierarchii sadownictwa Polskiego stoi nie tyle niżej niż sędziowie Trybunalscy, ile na uboczu w stosunku do tych sędziów.

Autorzy konstytucji, tworząc odrębne od powszechnego sądownictwo konstytucyjne, zapewne obawiali się nadmiaru władzy sądów, gdyby były ze sobą połączone, no i w efekcie zafundowali nam nielekki bałagan na wypadek sytuacji podobnej do obecnej. Jakkolwiek Trybunał Konstytucyjny jest sądem nad prawem, to jednak w żaden sposób nie jest sądem dla indywidualnych sporów sądowych, czy to ludzi pomiędzy sobą, czy też ludzi z państwem polskim.

Organ państwa

Trybunał Konstytucyjny, zresztą tak jak i każdy inny sąd, oprócz władzy sądzenia ma to do siebie, że jest organem państwa i tak zwanym statio fisci, czyli jednostką organizacyjną reprezentującą Skarb Państwa w sporach sądowych. Takimi samymi statio fisci są np. wojewodowie, policja, straż pożarna, ministerstwa i tym podobne instytucje. Teraz wyobraźmy sobie, że jest proces pomiędzy zwykłym obywatelem a sądem, np. Okręgowym w Łodzi, Trybunałem Konstytucyjnym czy też ministrem (czyli Skarbem Państwa reprezentowanym przez jedną z owych instytucji) o równie zwykłe jak ów obywatel pieniądze. Jeżeli by się okazało, że Skarb Państwa był niewłaściwie reprezentowany, bo ten czy inny człowiek nie mógł go reprezentować, to ów indywidualny proces skończyłby się powtórką z uwagi na nieważność postępowania. Sąd w takiej indywidualnej sprawie ma zatem obowiązek zbadać zarówno to, czy dana osoba jest rzeczywiście prezesem sądu np. okręgowego, jak i Trybunału Konstytucyjnego, czy też prezesem spółki, którą jak twierdzi reprezentuje. I niestety, nie może tego zrobić Trybunał Konstytucyjny, a musi to zrobić zwykły sąd powszechny. Dlatego sędzia badający jakąkolwiek sprawę po prostu musi te okoliczności ustalić, co więcej nie może się z tym zwrócić do Trybunału Konstytucyjnego, bo nie chodzi o konstytucyjność ustawy czy też innego aktu prawnego, a o prawidłowość indywidualnego aktu stosowania prawa, jakim jest np. powołanie lub wybór na określone stanowisko. W efekcie w indywidualnym procesie badanie tego, czy pani Julia Przyłębska może reprezentować Skarb Państwa jako prezes Trybunału Konstytucyjnego, musi przeprowadzić właśnie sędzia sądu powszechnego i to każdej z instancji, nawet z sądu rejonowego. Co więcej, ów sędzia będzie musiał wyrokować w sprawie opisanej przez RMF FM, której głównym problemem jest czy pan prof. Muszyński jest uprawniony do orzekania w Trybunale Konstytucyjnym. I od tego nie ucieknie, bowiem taka jest istota owego procesu cywilnego, przynajmniej wg doniesień RMF FM.

Gdyby nie pechowe przydzielenie owej sprawy panu Wojciechowi Łączewskiemu, to przy tej byłaby szansa na refleksję nad sensownością oddzielenia sądownictwa konstytucyjnego od powszechnego. W obecnie obowiązującej konstrukcji istnieje duże ryzyko, że orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego w nieakceptowanym przez sądownictwo powszechne składzie po prostu nie będą miały sankcji w orzeczeniach zwykłych sędziów sądów rejonowych, a jednocześnie Trybunał Konstytucyjny nie będzie w stanie, z uwagi na brak uprawnień, mieć wpływu na treść wyroków wydawanych przez sędziów sądów nawet najniższego szczebla w sądach powszechnych.

Oddzielenie sądownictwa

Dyskusja prasowa we tej sprawie sprowadza się do inwektyw lub obrony konkretnego sędziego i ma charakter dość jarmarczny, a pomija kluczowy jej aspekt, którym nie są personalia i to czy sędzia lubi, czy nie lubi PiS, a jest nim oddzielenie sądownictwa konstytucyjnego od powszechnego, przez co konstytucja nie dała i nie daje Trybunałowi Konstytucyjnemu jakiegokolwiek bezpośredniego wpływu na stosowanie prawa w indywidualnych sprawach.

Jeżeli się postawi retoryczne pytanie o to, czym będą wyroki Trybunału Konstytucyjnego, jeżeli sądy powszechne odmówią ich honorowania, to sympatyk PiS być może zakrzyknie, że to nawoływanie do puczu sędziów. Jednocześnie przeoczy, że tak naprawdę to nie żaden bunt, a naturalna konsekwencja wykonywania przez zwykłych sędziów ich konstytucyjnych i ustawowych obowiązków oraz rozdzielenia obu rodzajów sądownictwa. Podobnie przeoczy to oponent PiS, który w owej niezależności sądów powszechnych dostrzeże szansę na obronę przed całkowitym zawłaszczeniem Polski przez PiS, a jednocześnie przeoczy zwykłą słabość konstytucji i państwa. Każdy z nich skoncentruje się zapewne na personaliach i na tym co go boli lub czego się boi, a nie na tym co rzeczywiście jest istotne. Przez co obaj stracą z pola widzenia możliwość sensownej dyskusji nad sprawami ustrojowymi. ?

Autor jest łódzkim adwokatem

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA