fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Edwin Góral: Wymierzanie sprawiedliwości - nowe podejście

Adobe Stock
Wymiar sprawiedliwości to więcej niż kodeksy i organizacja sądów.

Największe wyzwanie to nieodzowna zmiana mentalności. Obywateli, którzy muszą się wyzbyć roszczeniowości. Traktowania sądu jako instytucji która „za nich" powinna pełnić rolę ochroniarza i dozorcy prywatnych majątków. Bezpłatnie albo za parę groszy. Niezbędna jest zmiana postawy części zawodowych pełnomocników, dla których kodeks często oznacza: K – jak kłamstwo, P – jak przewlekłość, C – jak cwaniactwo procesowe.

A wreszcie potrzebna jest taka postawa sędziów, aby na co dzień „troszczyli się" o odpowiednie przygotowanie oraz tok postępowania. Według wzorców, jakie utrwalił niemiecki kodeks postępowania cywilnego. Najtrudniejsze to należyte rozróżnienie pomiędzy odpowiednim przygotowaniem się stron – poważnym i szczerym wyjawieniu całej prawdy wszystkich dowodów – poddanie się rygorystycznej dyscyplinie. Równocześnie sędziowie muszą odpowiadać za „rzetelne" i „skuteczne" wykonanie wyłącznie własnych obowiązków i nakazów. Gwarantować sprawne dążenie do uważnego zebrania całego materiału w intencji skutecznego rozwiązania problemu. A nie „mechanicznego" załatwienia sprawy.

Czytaj też: Jak wyjść z chaosu w wymiarze sprawiedliwości

POTRZEBNA NOWA KULTURA PRAWNA

Trzydzieści lat „transformowania" wymiaru sprawiedliwości przyniosło wszystkim problemy. Niektórym realne szkody. A większości nieufność, a często uzasadnioną bezradność wobec rozmaitych przejawów nierzetelnych, a nierzadko zwyczajnie przestępczych zachowań różnych uczestników „obrotu prawnego".

Obywatele mają dzisiaj poczucie zmarnowanych lat i lekceważenia ich racjonalnie pojętych oczekiwań. Konfrontowane z ultra nowoczesnym wystrojem coraz większej liczby świątyń sprawiedliwości – z marmuru i szkła. Ten „kubaturowo dizajnerski" rozwój, jak się zdaje często nader rozrzutny i niepraktyczny podnosi tylko poziom irytacji i zniecierpliwienia. Przełożyło się to na narastającą niechęć. A coraz częściej nieskrywaną wrogość wobec „kasty". Zresztą coraz bardziej hałaśliwym a równocześnie obiektywnie szkodliwym „szumie medialnym". Przekazach obliczonych na emocje – pozbawionych niezwykle deficytowego „pierwiastka edukacyjno-prawnego". Dziennikarskie „wypowiedzi dla gawiedzi" – uproszczone w stopniu karygodnym – powiązane z propagandowymi „skargami kasacyjnymi" Prokuratora Generalnego – dopełniają to fatalne zjawisko. Szczególne powody do uzasadnionego niezadowolenia mają przedsiębiorcy. Prawdą jest, że słabo chronieni – mający uzasadnione przekonanie, że wyrok rzadko bywa „papierem wartościowym". A nader często „dowodem" sędziowskiej niewydolności organizacyjnej, czy niedostatku uważności. Albo też jawnej oraz intensywnej niechęci do „troszczenia się" o przebieg postępowania. Podkreślmy, w takim zakresie, jaki jest niezbywalnym ustawowo nałożonym obowiązkiem na sądy. A później komorników.

Ta wojna wszystkich ze wszystkimi – jest wybitnie szkodliwa. Kulturowo i cywilizacyjnie rujnuje Rzeczpospolitą. Niepotrzebnie wystawia na krytyczne czy wręcz szydercze opinie zamożnych społeczeństw. Przyszedł moment kiedy trzeba głośno powiedzieć – stop!

USŁUGI SĄDOWE

To „szastanie" pojęciem sprawiedliwości jest najważniejszym źródłem dzisiejszego kryzysu. Z jednej strony bowiem stoi wybitnie „roszczeniowe społeczeństwo". Mentalnie ukształtowane w minionym ustroju – pewne, że sąd musi „sprawiedliwie osądzić sprawę" bez względu na to czy rzeczywiście jakiś okruch „niesprawiedliwości" istnieje. A nie jedynie rozwiązać problem majątkowy, który wynikł zwykle z ludzkiej niefrasobliwości, postawy ewidentnie nieuczciwej czy też z jakichś „urojonych pretensji". Obiektywnie „skrzywdzonych" naprawdę jest garstka.

Sądy na co dzień świadczą wyspecjalizowane usługi dla ludności. Takie racjonalne – do bólu praktyczne – podejście prowadzi do następującego wniosku. Sprawiedliwość „wtapia się" w sądową materię tylko od święta. Osobnym zagadnieniem zatem jest jakość, terminowość, cena i dawanie rękojmi za rezultaty sędziowskiego wysiłku. Bezdyskusyjnie wymagającego ponadprzeciętnych „kompetencji" – i umysłowych i moralnych.

Definiowanie – profesjonalne opisywanie realnych problemów SĄDOWNICTWA POWSZECHNEGO – nie ustrojowego. To realne wyzwanie, które stoi przed sędziami. Niestety, w miejsce przemyślanych inicjatyw popartych danymi wyniesionymi z codziennych doświadczeń – sędziowie narzekają. Buntują się. Oskarżają. I to jak demagogicznie. Tak trzeba bowiem odnieść się do fałszywego z gruntu hasła, iż „zawsze jedna strona jest niezadowolona". Prawda jest bowiem taka, że najbardziej niezadowoleni są ci, którzy: sprawę wygrywają. Po sześciu, ośmiu a nawet dwunastu latach. Nie da się słuchać o tym, że sądy mają piętnaście milionów spraw rocznie. Nie piętnaście milionów, ale tak naprawdę najwyżej 10% tej puli wymaga sędziowskich kompetencji, doświadczenia i rozumnego prawniczo podejścia. Reszta to „KKK" komputerowo kopiowane komunikaty – których pierwiastek umysłowy jest śladowy.

Rozumiem tych sędziów, którzy na co dzień muszą dokonywać dramatycznych wyborów: albo „biurówka" albo „obczytanie akt". Do sądzenia trafiają w sposób „losowy" – moim zdaniem wybitnie szkodzący interesom obywateli oraz władzy sądowniczej „surowe" sprawy. Coraz częściej transportowane przy pomocy wózków – jak w supermarkecie.

SELEKCJA, SPECJALIZACJA, SERWIS

Rzeczywista skala trudności części ważnych, majątkowo skomplikowanych, wielowątkowych, dowodowo „kontrowersyjnych" spraw jest taka, że potrzebna jest dzisiaj ich selekcja – podział na sprawy, które powinny trafić do Sądów Pokoju – utworzonych na bazie Sądów Rejonowych. Osobną grupę około 30% dotychczasowego wpływu – powinno trafić do Sądów Okręgowych. Sądy Apelacyjne w swojej dotychczasowej strukturze powinny przejąć około 80% spraw, które dzisiaj trafiają do Sądu Najwyższego – bez szans na ich rozstrzygnięcie.

W Sądach Okręgowych musi się dokonywać bardzo wyraźna selekcja oraz precyzyjne rozdzielanie spraw podłóg specjalizacji, doświadczenia i powiedziałbym sprawności orzeczniczej sędziów. Losowy przydział to jakaś demagogiczna aberracja. Losowy przydział jest zaprzeczeniem zasad łączności skali trudności z sędziowskim doświadczeniem.

W sądach potrzebny jest serwis analityczny. Kategoria skomplikowanych spraw powinna przechodzić przez etap analizy – to jest wstępnej obróbki przez wynajętych specjalistów: księgowych, inżynierów, menadżerów, lekarzy, itp. Ich zadaniem powinno być „wstępne przygotowanie" oraz przeprowadzenie „konfrontacji między stronami". Po prostu trudne sprawy przed – wyznaczeniem sędziego referenta – powinien opracować „analityk sądowy", przeczytać i skonfrontować ze stanowiska swojej wiedzy – w podsumowaniu złożyć sprawozdanie potrzebne Sędziemu do oceny racjonalności argumentów oraz kontrargumentów zaoferowanych przez strony. Taka nowoczesna technologia obsługi trudnych procesów sądowych z jednej strony podniesie „jakość merytoryczną" oraz nada impet poważnym sporom.

Dzisiaj wyjątkowo trudne sprawy nie są poddawane „wstępnej" przemyślanej selekcji – jako „zbiór informacji". W ogromnym zakresie zdatnych do cyfrowej obróbki. Chodzi bowiem o to, aby tradycyjne „zbieranie materiałów" – filtrowanie przez sędziowskie doświadczenie, zdrowy rozsądek oraz przepisy prawa dowodowego – zastępować jego „przetwarzaniem". Brakuje bowiem w obrębie Sądów Okręgowych – „wyspecjalizowanych znawców" – nazwę ich „analitykami". Ich zadaniem powinno być współdziałanie z sędzią – przed nadaniem sprawie biegu. Mam na myśli takie współprzygotowanie sprawy – przed posiedzeniem przygotowawczym – aby sędzia był „merytorycznie przygotowany" do rozwiązania problemu – rzeczowo i stanowczo odnosił się do treści żądania oraz faktycznych przytoczeń. Przygotowania w takim zakresie, aby wyłącznie „merytorycznie" przystępował do rozstrzygania. A raczej zgodnie z nową ideą „rozwiązywania problemów" – do profesjonalnego posiedzenia przygotowawczego. Liczba spraw do osądzenia jest niesprawiedliwie rozłożona. Obiektywnie mierzalna ilość pracy sędziowskiej jest nierozumnie na nich „zrzucana".

DEFINICJE ZAMIAST DEMAGOGII

Prawda jest taka, że duża grupa sędziów zwłaszcza w sądach wielkomiejskich – przede wszystkim w Warszawie – jest zwyczajnie przepracowana. W stopniu, który powinien być przedmiotem postępowań Państwowej Inspekcji Pracy.

Taka chłodna ocena dzisiejszej sytuacji powinna dać do myślenia Ministrowi Sprawiedliwości. Oczywiście błędna na pierwszy rzut oka jest idea „likwidacji sądów apelacyjnych" – równoczesnego pozostawienia niezmienionej liczby Sądów Okręgowych. Uważam, że zachodzi potrzeba zorganizowania około stu Sądów Okręgowych w miastach zbliżonych do stu tysięcy mieszkańców, to po pierwsze. Do tych sądów powinny trafiać sprawy, które obywatele kwalifikują, jako trudne. Siłą rzeczy, połączone z odpowiednio wysoką ceną za bilet wstępu.

Tak zwane „proste sprawy" powinny trafiać do Sądów Pokoju. Ich naturalną bazą powinny być Sądy Rejonowe – z tym zaznaczeniem, że zasadnicza część kadry „przeszłaby" do nowo zorganizowanych Sądów Okręgowych. Sądy Apelacyjne natomiast powinny mieć wyższą rangę niż do tej pory – merytorycznie dokonywać przedsądu w odniesieniu do spraw, które strony kierują w trybie skargi kasacyjnej.

Sąd Najwyższy dzisiaj nazbyt rozbudowany, ociężały i niewydolny, powinien radykalnie ograniczyć liczbę spraw. Skupić się na orzeczeniach, które rzeczywiście poświęcane są „zagadnieniom prawnym" oraz służą ujednoliceniu orzecznictwa. Bez aspiracji do pełnienia roli „skrytego ustawodawcy". Upraktycznienie orzecznictwa w miejsce prezentowania nowych pomysłów, co do „wykładni" niechlujnie zredagowanych bądź nazbyt ogólnikowych norm prawnych – eksperymentowania przez całe lata kolejnych składów, w których zasiadają wybitni profesorowie konkurujący między sobą pod względem oryginalności, głębi i nowatorskiego odczytywania „co prawodawca miał na myśli". Mam na myśli szkodliwy aktywizm sądowy. W to miejsce Sąd Najwyższy powinien pełnić ważną rolę sygnalizacyjną. Pobudzać ustawodawcę do przemyślanych inicjatyw legislacyjnych bądź niezbędnych nowelizacji. Chodzi po prostu o urealnienie praktycznego znaczenia skargi kasacyjnej. Dzisiaj jest ona tak naprawdę „strumieniem spraw", z których tylko kilka na każde sto pracowicie złożonych, jest przedmiotem „zainteresowania" elit czcigodnej instytucji.

KPC: 300 ZAMIAST 1300 ARTYKUŁÓW!

A co z ustawodawstwem? Współczesna procedura bowiem, aby wypełniała należycie swoją rolę, nie powinna być bardziej obszerna niż szwajcarska. To jest, około trzystu przepisów zwartych, esencjonalnych, krótkich. Objętościowo kodeks powinien być co najmniej dziesięciokrotnie mniejszy niż ten, jaki dzisiaj się „ukształtował" w postaci „zlepu" prawa o rodowodzie dziewiętnastowiecznym. Nasyconego archaicznymi instytucjami. Drobiazgowymi procedurami. Oraz niezliczoną liczbą „wyspecjalizowanych postępowań". Konieczna część regulacji powinna przejść do „Regulaminu". Część taka jak postępowanie egzekucyjne należy zebrać w osobną „Ustawę".

Wzbogacona przez 8 czy 14 (różni uczeni różnie się wypowiadają) tak zwanych „postępowań odrębnych". Do tego, kodeks podzielony jest na dwa pola: postępowanie procesowe oraz nieprocesowe. W zupełności nierozróżnialne przez ludzi. Sami sędziowie natomiast stosują „odrębności" nader intuicyjnie. Mamy bowiem do czynienia z gigantycznym objętościowo zbiorem nazbyt szczegółowo uregulowanych procedur. Znamiennych silnym pierwiastkiem „instruowania", jaki charakteryzował socjalistyczną potrzebę „krępowania" i „dyrygowania" sędziami. Jak pokonać lęki sędziów – zmęczonych nieustannym eksperymentowaniem ciągle nowymi przeróbkami, poprawkami, „nieustannym doskonaleniem procedury"? To osobny temat. Nie najtrudniejszy, choć stanowi wyjątkowe wyzwanie. Jak przełamać wątpliwości wybitnych znawców procesualistyki – autorów niezliczonych monografii, analiz i preferencji? Nie chodzi o bariery merytoryczne, ale intelektualno-prestiżowe.

KONKURS NA... WYMIERZANIE SPRAWIEDLIWOŚCI

Pilnie Rzeczpospolitej potrzebny jest oryginalny, nowoczesny, społecznie wyczekiwany model sądownictwa powszechnego. Dzisiaj ukształtowana procedura jest mieszanką archaicznych dziewiętnastowiecznych rozwiązań. A co najgorsze, gomułkowski kodeks przez 30 lat jest nieustannie „doskonalony". Zawsze przez „sędziów urzędników" wykonawców ćwierć tysiąca pomysłów kolejnych Ministrów.

Apel do Premiera. Bez wahania powinno się ogłosić konkurs. Chodzi o to, aby uchronić przyszłe rozwiązania od „tunelowego" myślenia, jakie nieustannie jest dziełem sędziów urzędników, którzy „uszyli" do tej pory dwieście poprawek. A wszystko na darmo. Najlepsze koncepcje – zgłoszone nie później niż do połowy roku – powinny otwierać prace ekspertów – pod przewodnictwem wybitnych – uznanych w Europie – cywilistów. Z tym zaznaczeniem, że kompleksowy model powstawałby przy udziale różnych fachowców – w oparciu o rzetelne, profesjonalnie przeprowadzone badania. Jedynie przy opiniującym GŁOSIE SAMYCH SĘDZIÓW. Takie podejście daje nam niebywałą szansę na wzorcowe rozwiązania. Oparta na wykorzystaniu dobrych doświadczeń posocjalistycznego ustawodawstwa. Bo takie są również. Z drugiej strony, ostrożnym i rozumnym „przetworzeniu" i adaptacji najlepszych wzorców europejskiej kultury prawnej.

* * *

Oddzielam w tym miejscu zagadnienia ustrojowe trójpodziału władzy. Stanowi on absolutny warunek powodzenia wszystkich reform i organizacyjnych, legislacyjnych. A także przemian dotyczących codziennych postaw oraz postrzegania roli sądów w naszym życiu.

Edwin Góral, radca prawny

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA