fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Łętowska o wyroku TK ws. RPO: Tu nie było żadnego problemu konstytucyjnego

Prof. Ewa Łętowska
Prof. Ewa Łętowska
tv.rp.pl
Chodzi o delegitymizację Adama Bodnara. Im bardziej wytykał psucie prawa, tym bardziej władza ma go dość - mówi prof. Ewa Łętowska, Rzecznik Praw Obywatelskich I kadencji i sędzia TK w stanie spoczynku.

Przewidywała pani taki wyrok Trybunału Konstytucyjnego?

Prof. Ewa Łętowska: Był przewidywalny od dawna, a już na pewno od serii pytań zadanych rzecznikowi w czasie rozprawy.

Orzekał niepełny, pięcioosobowy skład Trybunału. To ma znaczenie?

Jeśli prawidłowo odczytuję co się tam dzieje, to po początkowych perturbacjach taki kształt ukształtowano, by był „bezpieczny". Tak się tam teraz robi, że tak długo się skład dobiera, aż się dobierze.

Mają tu znaczenie znane już zastrzeżenia do prawidłowości powołania przez prezydenta niektórych osób ze składu?

Owszem, może, ale raczej w przyszłości – dalekiej i niepewnej. A dla samego orzeczenia, które będzie oznaczać opuszczenie urzędu przez Rzecznika, znaczenia to nie ma.

A w ogóle, czy kwestia okresu przejściowego między kadencjami rzecznika to autentyczny problem konstytucyjny, czy raczej wydumany?

Tu nie ma żadnego prawdziwego problemu konstytucyjnego. Został on sztucznie wykreowany. Podstawa prawna działania rzecznika składa się z dwóch oddzielnych kawałków tworzących jednak całość: formalnej kadencji oraz sytuacji pełnienia obowiązków po jej upływie, do wyboru następcy przez dwie izby parlamentu. Teraz to formalnie rozdzielono. Pytanie tylko, po co.

Więc po co ten wyrok zapadł?

Najbardziej interesujące były spływające z ust sędziego sprawozdawcy piękne frazy o zaufaniu między obywatelami a państwem i stanowionym przez nie prawem, o systemie prawnym, który powinien umacniać to zaufanie... Brzmią szyderczo, bo system prawny jest już tak zepsuty, że trudno o dziedzinę, w której nie mielibyśmy paskudnego upadku. A chodzi tu dokładnie o to, by zdelegitymizować konkretną osobę. Te fałszywe etykiety, rozbieżność między słowami a czynami, są szczególnie uderzające.

Adam Bodnar tak zaszedł za skórę władzy, że trzeba go usuwać zamiast wybrać w Sejmie i Senacie legalnego następcę?

Im bardziej postępował proces przejmowania niezależnych instytucji, im bardziej osamotniony trwał rzecznik, tym wyraźniej było więc go widać. Tym więcej też miał do roboty w miarę postępu kreowania państwa podwójnego, w którym się znajdujemy. Spójrzmy na jego działalność w ostatnim czasie, choćby w związku z przepisami covidowymi – ustawodawstwem i mandatami, których legalność RPO skutecznie kwestionuje w sądach. Im więcej zepsucia w systemie, tym wyraźniej widać, kto je wytyka. A im bardziej je wytyka, tym bardziej ci, którzy psują, mają go dosyć.

Nie znamy jeszcze kształtu ustawy, której powstanie nakazał TK. Ale prawdopodobnie znajdzie się w niej przepis o powołaniu „p.o. rzecznika" wiążącą mocą decyzji Sejmu. Co pani o tym myśli?

To obejście konstytucyjnej zasady współdziałania organów państwa. W tym celu Trybunał miał rozerwać więź między statusami Rzecznika w ramach kadencji od jego działalności po kadencji. Gdy są dwie izby parlamentu o różnym składzie politycznym i sobie przeszkadzają, to trudniej o zgodę. U genezy zakwestionowanego właśnie przez TK rozwiązania (o pełnieniu urzędu po upływie kadencji RPO – red.) leżało właśnie to, aby zgodę obu izb wymusić. Dla mnie ta sprawa to kolejny dowód, że zasada harmonijnego współdziałania władz – ujęta zarówno w preambule jak i w art. 10 Konstytucji – po prostu się u nas nie przyjęła. Nie tylko tu. Także w sądach, czy nawet na linii współdziałania państwa i Kościoła. Teraz silniejszy narzuca i żąda.

Może być tak, że powołany do pełnienia obowiązków rzecznika będzie na dłużej, a nie tylko „awaryjnie"?

Nie od dziś wiadomo, że najtrwalsze są prowizorki.

Czytaj też:

Adam Bodnar już po 9 września 2020 r. gdy upłynęła jego kadencja, złożył wiele pism, skarg i wniosków w różnych organach, także w sądach. Czy p.o. rzecznik będzie mógł je legalnie wycofać?

Chyba o to właśnie chodzi, nieprawdaż? Aby ów p.o. rzecznik mógł selektywnie decydować, co wycofać, a czego nie.

Czy jest przesądzone, że sąd – np. w sprawie przejęcia przez Orlen koncernu medialnego Polska Press – musi uznać, że wniosek został skutecznie wycofany?

Można sobie wyobrazić różne scenariusze. I zawsze można niestety liczyć na oportunizm sędziowsko-urzędowy. Jeśli można liczyć na to, że wnioskodawca wycofa wniosek, to rozpatrujący go organ zazwyczaj przyjmuje z ulgą, że nie musi go rozpoznać i dalej się zajmować.

A prawa obywateli, obrona których jest misją rzecznika? Ucierpią, gdy jego następcą okaże się osoba o słabszej legitymacji?

Obywatele mocniej odczują zmienność i kapryśność postępowania władzy. Rzeczywistość będzie kształtować potrzeba chwili, ale na to wpływ ma tylko polityka, a nie stabilny standard prawny, który powinien rozświetlać te ścieżki. Ja te światła próbowałam zapalić. Szkoda, że właśnie gasną.

rozmawiał Wojciech Tumidalski

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA