fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Wojciech Warski: małym firmom naprawdę trzeba pomóc

Adobe Stock
Kiedy gospodarka zderza się z polityką, prawie zawsze ofiarą tego starcia jest gospodarka. Tak dzieje się obecnie.

Jak inaczej wytłumaczyć minimalistyczne dotychczasowe zapisy ustawy, szumnie nazywanej tarczą antykryzysową, z bezrefleksyjnym kontynuowaniem w czasie zarazy dotychczasowych, kosztownych polityk społecznych? Z tygodnia na tydzień zmieniły się totalnie priorytety podejmowania decyzji zarządzania państwem, jednak oczywiste racje ekonomiczne przegrywają z chciejstwem politycznym, każącym za każdą cenę przeprowadzić wybory.

Zakup kiełbasy wyborczej, jaką ewidentnie jest wypłacana właśnie 13. emerytura, wymaga wydatkowania 12 mld zł z budżetu. W zestawieniu z 4,3 mld zł, jakie w tym roku chciał dotychczas wydać budżet na bezpośrednie dofinansowanie poszkodowanych przedsiębiorstw z tarczy, to suma niebotyczna, która pozwoliłaby utrzymać – jak wyliczył to Sławomir Dudek, główny ekonomista Pracodawców RP – 2 mln pracowników tych firm przez kolejne trzy miesiące lub powiększyć dotychczasowe plany dofinasowania prawie czterokrotnie.

500+ się broni

Paradoksalnie, inny kosztowny element polityki społecznej rządu broni się w obecnej sytuacji. Program 500+ nie sprawdził się w stymulowaniu prokreacji, czyli głównego celu propagandowego, ale w warunkach kryzysu przybiera inną rolę – dochodu gwarantowanego dla rodzin tych osób, które w wyniku kryzysu stracą pracę. Wprawdzie to najkosztowniejszy sposób dofinansowania w kryzysie, bo premiuje też rodziny zamożne, ale trudno – taki jest i działa. Natomiast jego rozszerzanie jest niesprawiedliwe.

Główną przyczyną dotychczasowej skromności pomocy dla firm jest brak środków w „zrównoważonym" budżecie. Trudno się nie zgodzić z opinią prof. Orłowskiego (wp.pl 5 kwietnia 2020), że przez ostatnie lata prowadzono skandaliczną politykę przejadania wszelkich możliwych rezerw. Budżet wydrenowano na tyle, że nawet owe skromne dofinasowania dla przedsiębiorstw idą z istniejących już funduszy celowych, na które przedtem pracodawcy sami się latami składali!

Niech nikogo nie zwiodą rządowe wyliczanki 200+ miliardów wartości pomocy: znakomita większość z tego dotychczasowego pakietu – jak celnie rozebrał to na czynniki pierwsze Janusz Jankowiak („Rzeczpospolita" 24 marzec 2020 r.; „Za tą tarczą się nie schowamy") – to gwarancje, nadzieja na altruistyczną akcję kredytową banków, iluzoryczne na razie inwestycje publiczne i w ochronę zdrowia. Czyli rozwiązania adresowane głównie do większego biznesu i na czas wychodzenia z kryzysu.

A kasa potrzebna jest tu i teraz, przede wszystkim dla 150 tys. firm małych i średnich, które są podstawą gospodarki. Słowem magicznym jest „płynność" i nawet ratunkowe zwalnianie pracowników może dla wielu dać efekt za późno. O ile bowiem duże firmy stoją na ogół na kilku „nogach", z których tylko część okulała, to firmy sektora MSP są najczęściej biznesami skoncentrowanymi na jednym typie działalności, do tego firmami o niewielkich zasobach kapitałowych.

Jeżeli rzecz dotyczy piekarni, wywozu śmieci czy wszelkiej infrastruktury krytycznej – to ich byt jest bezpieczny. Co jednak mają powiedzieć szefowie przedsiębiorstw, których biznes nie zmalał o 15 czy 25 proc. (progi wsparcia w dotychczasowej tarczy), ale w ogóle przestał funkcjonować? A takich firm w sektorze MSP jest ponad 80 proc. Dla nich zwolnienie z ZUS czy dofinansowanie 40 proc. obniżonej pensji pracowników to tylko fragment rachunku kosztów. Kto bowiem pokryje pozostałe 60 proc., kto zapłaci koszty stałe funkcjonowania, czynsze, energię, podatki? Tu opinia jest jedna i zgodna: rząd polski chce na firmy przerzucić koszty kryzysu, nawet jeżeli oznaczać to będzie bankructwa i masowe zwolnienia.

Zasadne roszczenia

Żądanie bezpośredniego wsparcia tych firm jest żądaniem sprawiedliwym: to na skutek decyzji władz publicznych (zakładamy, że racjonalnych i adekwatnych) firmy z dnia na dzień straciły rynek, a byt pracowników jest zagrożony. Te roszczenia wobec państwa są zasadne, a nawet konkretniejsze niż w stanie klęski żywiołowej, lecz o ich uwzględnieniu w tzw. tarczy 2.0 nie słychać. Proponowane zmiany w prawie upadłościowym oznaczają wprawdzie legalne podtrzymanie bytu firm bankrutujących bez własnej winy, ale zastanówmy się, na czyj koszt? Swoich pracowników i kontrahentów, którym nie zapłacą? Jakim zbójeckim prawem państwo przerzuca te koszty na inne podmioty, a w imię oszczędności budżetowych nie bierze ich na siebie?

Dziewięć największych organizacji biznesowych wystosowało apel do rządu z 19 postulatami. To m.in. rozszerzenie zwolnienia ze składek płaconych do ZUS na wszystkie poszkodowane firmy bez względu na wielkość; zwolnienie tych firm także z podatków CIT, PIT, VAT przez II kwartał 2020 r.; uwolnienie środków z kont split payment VAT i przyspieszony zwrot VAT (14 dni); umożliwienie wszystkim firmom do tego zmuszonym wprowadzenia dofinansowanego przestoju ekonomicznego.

Jednak dla firm sektora MSP i ich pracowników to za mało. Tym firmom, którym przychody spadły o więcej niż 50 proc., sfinansować należy dwukrotnie więcej (80 proc.) kosztu obniżonych wynagrodzeń, a przy spadku ponad 80–100 proc., lecz nie więcej niż do poziomu przeciętnego wynagrodzenia i oczywiście przy utrzymaniu zatrudnienia. Ponadto tam, gdzie decyzje władz spowodowały udokumentowane straty w chwili wprowadzania stanu epidemii, roszczenie powinno przejmować państwo. Ten postulat dotyczy też podmiotów dużych, takich jak PLL LOT czy niektóre floty transportowe.

Gadanie propagandzistów partyjnych, że budżet nie jest z gumy, jest oczywistą oczywistością, bo o jego płynność trzeba dbać zawsze. Jak więc to uczynić teraz? Obok dyskutowanej konieczności zadłużania jedną z metod są oszczędności. Wycofanie się lub opóźnienie zakupu samolotów F35, niewnoszącego nic do polskiej gospodarki, lecz do amerykańskiej. Rezygnacja z inwestycji celowanych politycznie, takich jak przekop Mierzei Wiślanej. Przeskalowanie w dół projektu CPK w kontekście interoperacyjności z Okęciem, a nie Radomiem. To tylko niektóre, najbardziej oczywiste przykłady.

Czas trwogi to nie jest czas na rozdawanie przez odpowiedzialny rząd prezentów dla emerytów i górników. Decyzje muszą być daleko idące i szybkie, bo stawką nie są najbliższe wybory, lecz byt tysięcy firm i setek tysięcy ich pracowników po wyborach.

Dr Wojciech Warski jest przedsiębiorcą, ekspertem Team Europe, w latach 2011–2019 był wiceprzewodniczącym Trójstronnej Komisji i Rady Dialogu Społecznego oraz wiceprezesem BCC

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA