fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Pracownicze plany kapitałowe: przyszły emeryt dorzuci do biznesu - komentuje Mateusz Rzemek

123RF
Komu mają bardziej służyć pracownicze plany kapitałowe, które ruszą 1 stycznia 2019. Szacunki przedstawiane przez ministrów, choć bardzo atrakcyjne, wprowadzają przyszłych emerytów w błąd i stawiają pod znakiem zapytania intencje ustawodawcy.

Mateusz Rzemek

Półtora roku temu Mateusz Morawiecki zapowiedział powstanie systemu dodatkowego oszczędzania na emeryturę. Od początku prac nad pracowniczymi planami kapitałowymi zderzają się jednak dwie wartości. Z jednej strony troska o los przyszłych emerytów, którym ZUS wypłaca z powszechnego systemu coraz niższe świadczenia. Z drugiej zaś chęć zapewnienia polskiemu biznesowi dopływu pieniędzy z oszczędności przyszłych emerytów, które mają rozruszać naszą gospodarkę.

Pytanie, komu mają bardziej służyć pracownicze plany kapitałowe, które ruszą 1 stycznia 2019. Minister finansów Teresa Czerwińska zapewnia, że nowy system będzie dobrowolny, bezpieczny i zapewni dobrobyt polskim rodzinom. Minister rodziny, pracy i polityki społecznej Elżbieta Rafalska nie pozostawia wątpliwości, że emerytury wypłacane w przyszłości przez ZUS będą bardzo niskie, dlatego trzeba dodatkowo oszczędzać. Paweł Borys, prezes Polskiego Funduszu Rozwoju, zachęca miliony Polaków do ograniczenia konsumpcji i przekazania do systemu od 2 do 4 proc. comiesięcznej pensji, co w przyszłości przełoży się na dodatkowe świadczenie w wysokości od 2,7 tys. do 5,9 tys. zł.

Te szacunki, choć bardzo atrakcyjne, wprowadzają przyszłych emerytów w błąd i stawiają pod znakiem zapytania intencje ustawodawcy. Jak to bowiem możliwe, że pracownik, który przez całe życie odkłada w ZUS 19,52 proc. swojej pensji, może liczyć na 2,5 tys. zł państwowej emerytury, a w nowym systemie za 3,5 proc. składki do PPK dostanie aż 2,7 tys. zł świadczenia?

Odpowiedź jest bardzo prosta. ZUS jako jedyna instytucja w Polsce wypłaca emerytury dożywotnio. A te 2,7 tys. zł dodatkowego świadczenia z PPK będzie się należało emerytowi tylko przez dziesięć lat. Oczywiście można się umówić z funduszem na dłuższy okres wypłaty. Tyle że świadczenie będzie wtedy znacznie niższe. A co ma zrobić emeryt, gdy skończą mu się pieniądze z PPK?

Zachęcanie do zaciskania pasa i płacenia dodatkowych składek przypomina miraż emerytur na Karaibach roztaczany przez rząd Jerzego Buzka i wdrożony za czasów Donalda Tuska. Tyle że OFE były zasilane częścią składki emerytalnej płaconej do ZUS. Na PPK trzeba będzie dołożyć z własnej kieszeni.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA