fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Marek Chochowski, Mateusz Leźnicki: O grzechu nieproporcjonalności i prawie do obywatelskiego oporu w świetle projektu nowelizacji Kodeksu postępowania w sprawach o wykroczenia

Adobe Stock
W 1814 roku, Friedrich Carl von Savigny pisał, że „zdrowy stan każdego bytu organicznego, wiec także państwa polega na tym, że zachodzi równowaga pomiędzy całością i każdą jej częścią, że każdemu służy jego własne prawo ”.

Zaproponowana ostatnio nowelizacja Kodeksu postępowania w sprawach o wykroczenia („KPW"), choć formalnie zmierza do poprawienia tzw. ekonomiki procesowej, czyli przyspieszenia postępowań, to de facto przedmiotem sporu czyni prawo do oporu obywatelskiego, manifestowania swoich poglądów, prawo do zgromadzeń i innych form oporu w sensie, w jakim w naukach politycznych oporem staje się już obecność jednostki w przestrzeni, a więc choćby bierne, pokojowe upieranie się przy swojej prawdzie, swojej tożsamości i swoim prawie w jakimś kontekście, miejscu i czasie szerszej sceny społeczno-politycznej.

Do takiego twierdzenia skłania nas fakt, że w świetle omawianego tu projektu nowelizacji KPW obywatel utraci m.in. możliwość odmowy przyjęcia mandatu karnego a o jego winie i karze nie będzie decydował niezależny sąd, ale funkcjonariusz policji. Choć odwołanie do sądu ma formalnie przysługiwać, to jednak obywatel będzie musiał udowodnić (i to w terminie 7 dni), że działał legalnie, bądź że zgromadzenie w którym brał udział nie naruszało porządku publicznego. W wielu przypadkach obywatel nie będzie jednak w stanie takich dowodów przedstawić, a nawet jeśli, to ich zgromadzenie i opracowanie w tak krótkim czasie może okazać się trudne do wykonanie. Nie trudno bowiem sobie wyobrazić sytuację, gdy organ ścigania zarzuci obywatelowi naruszenie porządku publicznego, jednak w chwili zdarzenia nie było świadków lub nie zgodzili się oni zeznawać w sądzie na prośbę obwinionego, zaś miejsce zdarzenie nie było objęte monitoringiem. W takich i podobnych przypadkach obywatel zostanie pozbawiony jakiejkolwiek realnej możliwości obrony swoich praw, zaś domniemanie niewinności stanie się de facto domniemaniem winy obywatela.

Czytaj też: Jarosław Gwizdak: Emocje, impulsy, mandaty

Na domiar złego natychmiastowa wykonalność mandatu, którą przewiduje nowelizacja, spowoduje, że niezależnie od tego czy zgadzamy się z jego nałożeniem, i tego co uda nam się wykazać przed sądem, to najpierw będziemy mieli obowiązek nałożoną grzywnę zapłacić, bądź jej egzekucją zajmie się komornik.

Zarzuty formułowane w kierunku projektowanej ustawy z perspektywy dogmatycznoprawnej, a więc wskazujące na niezgodność projektu z konkretnymi przepisami Konstytucji czy prawem europejskim były już przedstawiane przez wielu komentatorów i ekspertów, dlatego w naszej analizie przytaczamy jedynie wnioski wynikające z tych analiz.

Uważamy jednak za istotne wykazanie, że oprócz naruszenia poszczególnych konkretnych praw i wolności obywatelskich i zasad ustrojowych, komentowany projekt narusza również zasady o charakterze metanormatywnym, jak zawarta w art. 31 ust. 3 Konstytucji - zasada proporcjonalności.

To właśnie z tej perspektywy odwołując się bezpośrednio do dwóch zdań powołanego wyżej przepisu Konstytucji, a poczynając od spostrzeżeń natury ogólnej - warto wskazać, że każda ustawa, zwłaszcza taka której skutkiem jest ograniczenie wolności i praw jednostek, musi brać pod uwagę „wyważenie" dóbr i wartości chronionych oraz dóbr i wartości poświęcanych.

Po pierwsze więc problem analizowanej ustawy polega na tym, że ustawodawca na szali dóbr poświęcanych postawił długą listę fundamentalnych zasad ustrojowych oraz praw i wolności obywatelskich m.in.:

1) zasadę domniemania niewinności,

2) prawo do rzetelnego procesu,

3) prawo do sądu,

4) zasadę podziału i równoważenia władz,

5) w tym niezależności władzy sądowniczej,

6) naruszenie zasady prawdy materialnej w postępowaniu karnym,

7) zakaz reformationis in peius, czy

8) zasadę zaufania obywateli do państwa i stanowionego przezeń prawa.

Kiedy jednak przeanalizowaliśmy projekt ustawy i jego uzasadnienie, poszukując w nich wartości, których ochronę deklaruje ustawodawca, to okazało się, że jedynym dobrem chronionym jest tzw. ekonomika procesowa, czyli chęć przyspieszenia postępowań oraz odciążenia sądów i policji.

Dla każdego racjonalnego ustawodawcy oczywiste powinno było być w tej sytuacji, że już proste zważenie (porównanie) dóbr poświęcanych i dóbr chronionych - unicestwia jakiekolwiek podstawy dla dalszego procedowania ustawy w takim kształcie. Tak skrajna nieproporcjonalność dóbr chronionych i poświęcanych przekreśla bowiem wszelkie pragmatyczne i aksjologiczne zamierzenia ustawodawcy.

Wymaga jednak podkreślenia, że owo ważenie wartości znajduje swoje normatywne odbicie w konstytucyjnej zasadzie proporcjonalności wyrażonej w art. 31 ust. 3 zdanie pierwsze Konstytucji. Zgodnie z tą zasadą, ograniczenia wolności i praw jednostek muszą być:

1) konieczne,

2) proporcjonalne w sensie ścisłym,

3) muszą być uzasadnione ochroną innych wolności i praw wskazanych w tym przepisie, takich jak porządek publiczny, bezpieczeństwo publiczne, ochrona środowiska, czy zdrowia publicznego.

Nie jest to zatem ani zasada abstrakcyjna ani martwa. Zasada ta służy wyważeniu i zachowaniu równowagi pomiędzy całością i każdą jej częścią, o której już w XIX w. pisał von Savigny, a która już od II poł. XX wieku stała się trwałym elementem orzecznictwa konstytucyjnego wszystkich państw demokratycznych.

Pomimo to projektowana regulacja nie spełnia żadnego z wyżej wymienionych warunków, ponieważ:

1) ograniczenia praw i wolności nie są w świetle celów deklarowanych przez ustawodawcę konieczne, gdyż poprawienie ekonomiki procesowej można osiągnąć za pomocą innych narzędzi, całkowicie nieingerujących w wolność jednostki, jak choćby zwiększenie liczby asystentów sędziów;

2) nie są proporcjonalne, co widać już gdy zestawi się listę i charakter wartości chronionych i poświęcanych;

3) w projektowanym akcie ustawodawca nawet nie usiłował wskazać, żadnej z wartości przewidzianych w art. 31 ust. 3 Konstytucji, które są w ogóle przesłanką dla ograniczenia konstytucyjnych wolności i praw jednostki.

W naszej ocenie jasnym jest zatem, że deklarowany cel ustawy - nawet z perspektywy jedynej chronionej przez projektowaną ustawę wartości jaką jest tzw. ekonomika procesowa - ma charakter jedynie iluzoryczny. Co gorsza analiza projektowanych przepisów, jak i doświadczenie praktyczne wskazują, że środki proponowane przez ustawodawcę w ramach komentowanej nowelizacji nie nadają się nawet do tego, aby prowadzone postępowania przyspieszyć - wręcz przeciwnie. W tym zakresie uważamy za stosowne wskazać na dwa zasadnicze problemy, które sprzęgają się wzajemnie.

Z jednej bowiem strony, organy ścigania były dotychczas obciążone koniecznością przygotowania wniosku o ukaranie do sądu i zgromadzenia materiału dowodowego tylko w tych przypadkach, w których obywatel odmówił przyjęcia mandatu karnego (co było sytuacją statystycznie dość rzadką). Tymczasem po wejściu w życie projektowanej ustawy, funkcjonariusze Policji byliby zobowiązani do gromadzenia materiału dowodowego, zakładania akt sprawy i prowadzenia dokumentacji związanej ze sprawą praktycznie w każdym przypadku nałożenia na obywatela mandatu karnego (w chwili ukarania mandatem, nigdy nie byłoby bowiem wiadomo, czy obywatel skieruje sprawę do sądu).

Z drugiej natomiast strony, w wielu sprawach, w których obywatel nie dysponowałby żadnymi „wytworzonymi" przez siebie dowodami (a takie przypadki mogą okazać się dość częste), jedynym wnioskiem dowodowym jakim dysponowałby obywatel, byłby wniosek o zobowiązanie Policji przez sąd do udostępnienia dowodów znajdujących się w jej posiadaniu (nagrań z kamery policyjnej, protokołu z badania alkomatem, czy nawet protokołu kontroli prędkości za pomocą radaru). Potencjalna możliwość złożenia przez obywatela takiego wniosku do sądu powoduje zatem, że tego typu dowody, przynajmniej do czasu „uprawomocnienia" się mandatu nałożonego przez funkcjonariusza policji, powinny być przez organ ścigania gromadzone i archiwizowane. Oba zarysowane wyżej aspekty praktyczne pozwalają przewidzieć z wysokim stopniem prawdopodobieństwa, że obciążenie organów ściągania nie tylko nie ulegnie ograniczeniu, ale wręcz wyraźnie wzrośnie.

Na koniec pozostała jeszcze druga kwestia, o której należy powiedzieć. W myśl art. 31 ust. 3 zdanie drugie Konstytucji ograniczenia praw i wolności nie mogą ograniczać ich istoty. Koncepcja istoty zakłada bowiem pewien nienaruszalny rdzeń każdego prawa lub wolności, który musi pozostać wolny od ingerencji prawodawcy, nawet gdy działa on w celu ochrony wartości z art. 31 ust. 3 zdanie pierwsze Konstytucji.

W naszym przekonaniu spór o praworządność, który obserwujemy w przestrzeni publicznej i na ulicach toczył się i będzie się toczył o prawo do równowagi pomiędzy całością i każdą jej częścią, o której pisał von Savigny. I choć spór ten podnieśli członkowie konkretnej wspólnoty politycznej – obywatele Rzeczypospolitej, to obywatele ci (wbrew pewnym błędnym przekonaniom) są zarazem obywatelami wszechświata , który w postaci armii ruchomych metafor, memów, czy internetowego contentu wyszedł na ulice naszej konkretnej wspólnoty politycznej, aby swą fizyczną obecnością zająć miejsce po jednej ze stron tego sporu o własną tożsamość społeczno-polityczną.

Nie mamy na tym tle wątpliwości, że projektowana nowelizacja godzi w istotę prawa jednostki do biernego oporu obywatelskiego polegającego na pokojowym uczestnictwie jednostki w zgromadzeniu i manifestowaniu swoją obecnością określonych przekonań.

Prawo to stanowi przejaw wolności zgromadzeń oraz prawa jednostki do swobody ekspresji, prawa do pokojowego uobecnienia się w przestrzeni publicznej, z którym związana jest tożsamość jednostki niezależnie od potencjalnej strony sporu . Jak bowiem pisał Isaiah Berlin "Pragnę być zrozumiany i uznawany choćby wzbudzało to niechęć i niepopularność. A jedynymi osobami, które mogą mnie w ten sposób uznać i tym samym dać mi poczucie bycia kimś, są członkowie społeczeństwa, do którego czuję się przynależny historycznie, moralnie, ekonomicznie, a może i etnicznie ". Dlatego znakiem cywilizowanej społeczności jest to, że potrafi ona przyjąć protesty i demonstracje , nawet wówczas gdy w konkretnym układzie politycznym nie są dla przedstawicieli władzy komfortowe.

Wyrażamy zatem nadzieję, że ustawodawca pochyli się na problemami zgłaszanymi tak przez środowiska ekspertów, jak i przez obywateli oraz reprezentujące ich organizacje i zrezygnuje z forsowania tak rażąco niekonstytucyjnej, a przede wszystkim antyobywatelskiej ustawy, która przyczyni się do pogłębiania napięć społecznych oraz dalszego rozpadu wspólnoty politycznej.

Marek Chochowski , Instytut Nauk Prawnych PAN,

Mateusz Leźnicki, niezależny ekspert

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA