fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Chrabota: Wałęsa jak z Norwida

Fotorzepa, Maciej Zienkiewicz
Wątpliwości w tej sprawie nie opuszczą mnie nigdy, choć wynikają z innych przesłanek niż brak wiary w ustalenia Instytutu im. J. Sehna. Raczej z naturalnego sceptycyzmu wobec rzekomo prostych prawd o tamtych czasach.

Pół wieku później lubujemy się w uproszczeniach. Zbyt łatwo domagamy się bohaterstwa, postaw niepokalanych, tak jak z trudem przypominamy sobie o własnych słabościach. A przecież były to czasy wyjątkowo brutalne. System dopuszczał się zbrodni. Całkiem realnie, a nie tylko metaforycznie, zabijał, łamał kości i sumienia. Niszczył ludzi, preparował dokumenty. Cały był ufundowany na oszustwie. Ile dokumentów zniszczono? Ile wyprodukowano? Nigdy się nie dowiemy i dlatego mam prawo do sceptycyzmu.

A jednak mam też pretensje do Lecha Wałęsy. Nie tylko o to, że wedle potwierdzonych ustaleń świadomie niszczył akta „Bolka". Przede wszystkim o to, że nie umiał zawierzyć historii i zrozumieć, iż prawdziwa wielkość broni się sama, że nie trzeba jej pomagać. Wałęsa i tak ma pomnik, niezależnie od tego, czy wykazał się w przeszłości chwilami słabości czy nie. Bo przecież to on bardziej niż inni przyczynił się do klęski dziedziców Stalina, do wyrwania nas z kleszczy systemu.

Prawda, nie radził sobie z cwaniactwem, arogancją, zadufaniem, ale czy bez tych cech dałby radę wtedy, w roku 1980, pociągnąć za sobą na barykady miliony robotników? Wątpię. Byli przecież inni, szlachetniejsi, uczciwsi, lepiej motywowani. Borusewicz, Frasyniuk, Gwiazda, Świtoń. Ale to nie oni pociągnęli za sobą robotników, nie oni stali się twarzą Solidarności, nie oni doprowadzili do Okrągłego Stołu. To oczywiste, nikt nie może odmówić Wałęsie jego historycznej roli.

Dlaczego więc on sam tak bardzo przeszkadza wszystkim swoim obrońcom? Tym, którzy powtarzają, że nie ma bohaterów nieskalanych. Przypominają Traugutta, Brzozowskiego, Piłsudskiego. Każde życie to plątanina słusznych wyborów i błędów, tym bardziej życie największych. Ale Lech Wałęsa nie chce słuchać. Wydaje się zakładnikiem własnej legendy. Tak obsesyjnym, że odmawia przekazania próbek pisma na potrzeby analiz IPN. Przy tym wciąż cwanym, bo wikła kwestie historycznej prawdy w bieżącą politykę. Czy sądzi, że odwoływanie się do PiS-owskiego spisku uczyni jego wersję bardziej prawdopodobną? To oczywista naiwność.

Co chciałbym osobiście mu powiedzieć? Więcej odwagi i więcej wiary, Panie Przewodniczący, Panie Prezydencie. Niech Pan zaufa Polakom i ich wyczuciu historii. To, co naprawdę wielkie, zawsze się obroni. Dla wielu do końca będzie Pan tym prawdziwym Lechem Wałęsą z rozwichrzoną czupryną, który prowadził nas do wolności, a nasze dzieje zapisywał w annałach historii. Do końca będzie Pan miał również krytyków, ale czyż nie jest inną miarą wielkości zawziętość i złorzeczenie przeciwników?

I jeszcze jedna prośba, do tych ostatnich. Nie włóczcie Wałęsy po sądach, nie szukajcie odwetu. Bo nawet kiedy wyrzucony przez okno fortepian sięga bruku, i tak nie przestaje być ideałem.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA