fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Koniec ery węgla w Polsce

Adobe Stock
Na świecie zaczęła się era obywatelskiej, inteligentnej, efektywnej i odnawialnej energii: wiatru, słońca, wody, biomasy i geotermii. Z tej listy różnych źródeł każdy może ułożyć sobie własny miks energetyczny.

Węgiel przez wiele dekad był podstawą dobrobytu w Polsce. Od lat 70. ubiegłego wieku zapewniał dzięki wówczas nowoczesnym elektrowniom i sieciom jakość życia Polek i Polaków: światło, ciepło, transport publiczny i rozwój przemysłu. Jednak w 2018 r. trzeba sobie jasno powiedzieć: era węgla i innych paliw kopalnych na świecie się kończy. Nie tylko z powodu zmian klimatycznych: powodzi, huraganów i fal upałów związanych ze zmianami klimatu. Także dlatego, że mamy alternatywę: oszczędne, efektywne i z miesiąca na miesiąc taniejące technologie wytwarzania energii ze źródeł odnawialnych. Tak, możemy odchodzić od węgla, likwidować smog, a jednocześnie tworzyć setki tysięcy miejsc pracy w całym kraju w sektorze efektywności energetycznej i energetyki odnawialnej.

Power to the People – moc w rękach ludzi

Na świecie zaczęła się era obywatelskiej, inteligentnej, efektywnej i odnawialnej energii: wiatru, słońca, wody, biomasy i geotermii. Z tej listy różnych źródeł każdy kraj, region, miasto, obywatel i obywatelka może ułożyć sobie własny, odpowiedni do lokalnych warunków i potrzeb tzw. miks energetyczny.

Zanim jednak osiągniemy w 2050 r. wyznaczony przez UE cel 100 proc. odnawialnej energii w Polsce, kluczowe jest efektywne wykorzystywanie energii. Prof. Jan Popczyk, były prezes Polskich Sieci Energetycznych, wyliczył, że wymiana wszystkich 240 mln źródeł światła w Polsce na LED-owe da w sumie 15 terawatogodzin oszczędności. To 10 proc. mniejsze zużycie energii elektrycznej i 10 mld zł rocznych oszczędności oraz ograniczenie emisji CO2 o 12 mln t.

Zaoszczędzone pieniądze można inwestować w rozwiązania obniżające rachunki za energię oraz ograniczające zanieczyszczenia powietrza. Powstanie takiego miejskiego funduszu odnawialnego obniżającego koszty energii zainicjowaliśmy w Słupsku. Każde miasto w Polsce może to zrobić. Inne obszary energooszczędności w Polsce to m.in.: budownictwo, elektromobilność, przemysł i rolnictwo.

Niestety, do dziś rząd nie przedstawił analizy potencjału podnoszenia efektywności energetycznej w Polsce, choć, jak wskazuje raport firmy Rockwool „Szóste paliwo": „Gdyby remontowane budynki były modernizowane zgodnie z dzisiejszymi standardami efektywności energetycznej, w całej Europie można by każdego roku zredukować łącznie zużycie energii o ponad 20 proc., a także ograniczyć emisję CO2 o 460 mln ton oraz zaoszczędzić 270 mld euro". Należy tu dodać: w Polsce dodatkowo znacząco ograniczylibyśmy smog z palenia węgla, szczególnie zimą.

Podnoszenie efektywności energetycznej i inteligentne zarządzanie energią przyniesie też inne pozytywne efekty: zwiększenie bezpieczeństwa i ograniczenie ubóstwa energetycznego, poprawę konkurencyjności przemysłu, wzrost popytu na urządzenia energooszczędne (jesteśmy liderem ich produkcji w UE), rozwój budownictwa energooszczędnego.

Innym filarem progresywnej, obywatelskiej polityki energetycznej są odnawialne źródła energii. Na świecie obserwujemy rewolucję technologiczną w tym obszarze: podnosi się ich wydajność i spadają koszty, np. panele słoneczne od lat 70. staniały 30-krotnie! Urządzenia do pozyskiwania energii ze źródeł odnawialnych, szczególnie z wiatru i słońca, coraz częściej pojawiają się na dachach naszych domów i w naszych ogródkach. Pompy ciepła zasilane energią odnawialną ogrzewają w zimie i chłodzą w lecie coraz więcej budynków.

Słońce codziennie dostarcza Ziemi około 3000 razy więcej energii niż w sumie potrzebujemy. Przykładowo do wyprodukowania całej energii elektrycznej (ok. 170 terawatogodzin w 2017 r.) tylko ze słońca w Polsce za pomocą dostępnych dziś na rynku technologii fotowoltaicznych, wystarczyłby panel fotowoltaiczny o rozmiarach 33x33 km, czyli powierzchni dwukrotnie większej niż powierzchnia Warszawy. Dachów w Polsce nie brakuje.

Oczywiście podajemy tę informację tylko w celu pokazania rozwoju i dostępności zielonych technologii, bo dopóki nie będziemy mieli tanich magazynów energii (pamiętajmy, tu także dokonuje się rewolucja technologiczna), przestawienie Polski na 100 proc. energii słonecznej nie ma sensu. Trendy technologiczne i cenowe wskazują, że już w przyszłej dekadzie, np. samochody elektryczne mogą się stać magazynami energii ze słońca i ważnym elementem nowego, rozproszonego systemu energetycznego bez zanieczyszczeń i spalin. Wróćmy jednak do 2018 r.

Unia wprowadziła w 2007 r. tzw. pakiet 3x20 do 2020 r.: udział 20 proc. odnawialnych źródeł energii, obniżenie emisji gazów cieplarnianych o 20 proc. oraz 20-proc. podniesienie efektywności energetycznej w całej UE. Polska, jako kraj członkowski UE, także zobowiązał się do realizacji tych celów: przy czym ze względu na mocne uzależnienie Polski od węgla, w naszym wypadku poziom OZE wynegocjowaliśmy niższy – 15 proc. Jednak nawet tego celu w 2020 r. możemy nie spełnić.

Skandalem jest to, że polski rząd nie realizuje unijnej polityki energetyczno-klimatycznej, narażając wszystkich podatników na kary za niewypełnienie zobowiązań. Z raportu NIK wynika, że kary te mogą wynieść nawet 8 mld zł. Obecny rząd robi zatem wszystko, by wyprowadzić Polskę także z energetycznej Unii, jednocześnie dopłacając do trującego i coraz droższego węgla. A przecież efektywność energetyczna i OZE są bardziej polskie niż węgiel, którego coraz więcej importujemy z Rosji.

Dodajmy jeszcze, że podnoszenie efektywności energetycznej automatycznie zwiększa udział OZE w całym miksie energetycznym kraju – w Polsce musimy w najbliższych latach zamknąć najstarsze, nieefektywne elektrownie węglowe. Zatem realizując jeden z celów polityki energetycznej UE, jednocześnie poprawiamy nasze wyniki w drugim celu – ta sama moc zainstalowanych OZE będzie stanowić wyższy odsetek w całej produkcji i konsumpcji energii w Polsce. Taniej i czyściej dla wszystkich: konsumentów, przedsiębiorców i samorządów.

Wysokie rachunki za prąd i smog

Zamiast wdrażać tę korzystną transformację energetyczną, rząd pcha polską gospodarkę na ścianę. Ścianę węgla, którego wydobycie w Polsce jest z roku na rok bardziej kosztowne, wywołuje protesty lokalnych społeczności, które nie chcą szkód górniczych niszczących ich domostwa czy rolników, którym odkrywki węgla brunatnego zużywają wodę. Konsumenci i podatnicy buntują się przeciwko ponoszeniu coraz wyższych kosztów węglowego monopolu. Wszystkie wyniki badań opinii publicznej wskazują na preferowanie przez Polaków rozwoju źródeł odnawialnych.

Jak oszacował think tank WiseEuropa, co roku dopłacamy 8,5 mld zł, a jeśli dalej pójdziemy tą węglową drogą, ta kwota wzrośnie do 11 mld zł w kolejnych latach. Na ostatnim posiedzeniu parlamentu w 2018 r., posłowie i senatorowie zdecydowali, by wpompować drugie tyle – ok. 9 mld zł w 2019 r. – w energetykę węglową z naszych kieszeni, zamiast pracować nad obniżeniem rachunków dzięki stałemu podnoszeniu efektywności energetycznej i rozwojowi własnych, lokalnych OZE. Rząd więc niby „obniża" wysokie ceny prądu dla konsumentów, dotując z naszej drugiej kieszeni monopol koncernów węglowych. Według rządu dwa plus dwa, równa się dwa.

Za utopione w węglu 9 mld zł można byłoby zrealizować program „Polska 100 proc. LED", obniżając rocznie rachunki za prąd o 10 mld zł – wszystkim, na zawsze. Można byłoby także uruchomić program likwidacji ubóstwa elektrycznego w Polsce oraz wesprzeć wszystkie osoby o najniższych dochodach bonami np. na zakup energooszczędnego sprzętu AGD (nazwijmy go „lodówka++", wskazując na wysoką energooszczędność urządzenia). Zamiast tego z ust ministra energii Tchórzewskiego usłyszeliśmy przed końcem 2018 r. kolejną absurdalną wypowiedź, że za 15 lat wszystkie wiatraki w Polsce produkujące tańszy i czysty prąd pójdą na złom. Wolelibyśmy, raczej zrezygnować z tego niekompetentnego ministra.

Kolejnym absurdem polityki energetycznej rządu jest to, że jesteśmy jednym z ostatnich krajów w UE, który w XXI wieku masowo pali węglem w domowych piecach. Wynika to z topienia przez kolejne rządy w latach 1990–2016 prawie 230 mld zł w „tani węgiel". To głównie palenie węgla w domowych piecach przyczynia się do powstawania zabójczego smogu w Polsce. Według raportu WHO, aż 36 z 50 najbardziej zatrutych zanieczyszczonym powietrzem miast UE jest w Polsce. Co roku umiera przedwcześnie z tego powodu ok. 45 tys. z nas. To tak, jakby w dwa lata umarli wszyscy mieszkańcy Słupska! Ludzie umierają z powodu smogu, ludzie umierają z powodu klimatycznych katastrof, a prezydent Duda podczas ceremonii otwarcia Szczytu Klimatycznego COP24 w Katowicach bez zażenowania plecie androny o tym, że można palić węglem i chronić klimat.

Szczyt węglowej hipokryzji rządu

Ta i inne wypowiedzi, np. ministra środowiska Henryka Kowalczyka o gnijących drzewach i wulkanach powodujących zmiany klimatu, spowodowały, że Polska (a raczej polski rząd i prezydent) dostała od globalnych organizacji zajmujących się ochroną klimatu dwie antynagrody: kopalinę dnia i kopalinę roku 2018. Kompromitacja!

Przypomnijmy, że podczas wystąpienia prezydenta na sali plenarnej szczytu klimatycznego siedzieli szefowie państw, które wkrótce znikną z powierzchni Ziemi zalane przez podnoszące się oceany; ministrowie, których resorty ponoszą wielomiliardowe koszty odbudowy przemysłu, miast czy ochrony przyrody niszczonej przez żywioły. Siedzieli tam politycy, którzy na co dzień widzą miliony twarzy uchodźców klimatycznych, uciekających z piekła, w którym brak czystego powietrza, wody i żywności. Jednocześnie jesteśmy raczeni zwyczajowymi bajkami rządu o pomocy „tam, na miejscu" (czego i tak nie robi). Gość w dom?

Okłamywanie górników

W tym kontekście wypowiedź prezydenta Dudy, że mamy zapasy węgla na 200 lat, jest skandalicznie nieodpowiedzialna i nieprawdziwa z ekonomicznego i społecznego punktu widzenia. To, że węgiel jest pod ziemią, nie znaczy, że jego wydobycie będzie miało w najbliższej przyszłości jakikolwiek sens. Epoka kamienia łupanego nie skończyła się z powodu braku kamieni...

Mamy alternatywę w postaci podnoszenia efektywności energetycznej i oszczędzania energii, mamy taniejące odnawialne źródła energii i jej magazyny. Rozmawiamy także z górnikami o odejściu od węgla i wielu z nich wie, że ta zmiana jest nieunikniona. W kuluarach po spotkaniach mówią, że nie chcą, by ich dzieci oddychały smogiem, pytają o możliwości pracy w nowych sektorach efektywności i odnawialnej energetyki. Są tacy, którzy odeszli z kopalni i stali się „zielonymi" elektrykami, montującymi panele fotowoltaiczne na dachach.

W szkołach zawodowych tysiące młodych ludzi zdobywa wiedzę nt. energetyki odnawialnej. Proces ten jednak jest bardzo chaotyczny, budzi negatywne emocje i konflikty społeczne, gdyż rząd, wbrew rynkowym, społecznym i ekologicznym faktom, woli okłamywać górników, że nic się nie stało. Otóż stało się i będzie jeszcze gorzej, jeśli do 2050 r. nie skończymy z wydobyciem i spalaniem węgla, a następnie innych paliw kopalnych. Musimy przejść na energetykę efektywną i odnawialną, energetykę w rękach milionów obywatelek i obywateli. Na martwej planecie nie będzie miejsc pracy...

Polska w Europejskiej Unii Energetycznej

W latach 50. ubiegłego wieku podwaliny pod dzisiejszą Unię Europejską dały Europejska Wspólnota Węgla i Stali oraz Europejska Wspólnota Energii Atomowej. Dzięki nim Europa bez wojny rozwijała się przez prawie 70 lat. Obecnie czas na nową Unię, opartą na nowych gwarancjach rozwoju – efektywności energetycznej i odnawialnych źródłach energii. Stoimy przed wyborem: albo będziemy jej częścią, albo zostaniemy z tyłu.

Robert Biedroń był w latach 2011–2014 posłem na Sejm, w 2014–2018 zaś prezydentem Słupska. Obecnie lider – jak to sam nazywa – nowego, progresywnego ruchu społecznego. Dariusz Szwed jest doradcą Roberta Biedronia, w latach 2004–2011 był współprzewodniczącym Partii Zieloni.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA