fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Dłużej w więzieniu, a co potem? - Tomasz Pietryga o zaostrzeniu kar po zabójstwie prezydenta Adamowicza

Fotorzepa, Piotr Nowak
Proste zaostrzanie kar po zabójstwie prezydenta Gdańska to działanie pod publiczkę. Wyraźny znak, że nic się nie zmieni.

Historia nożownika z Gdańska, który targnął się na życie prezydenta Pawła Adamowicza, drastycznie pokazała, że w nadzorze nad przestępcami i osobami potencjalnie niebezpiecznymi jest duża systemowa luka. Trudno racjonalnie wytłumaczyć bezczynność służb w sytuacji, kiedy matka przyszłego zabójcy tuż przed jego wyjściem na wolność ostrzega, że może być groźny. Informacja przechodzi przez policję, Służbę Więzienną i jak bumerang wraca do gdańskiego komisariatu. Wszyscy po kolei rozkładają ręce, że niewiele się w tej sprawie da zrobić, bo formalizmy, procedury, brak przepisów i nie wiadomo co jeszcze. W efekcie bandyta przez nikogo nieniepokojony wbija nóż w serce Pawła Adamowicza.

Czytaj także: Zabójstwo prezydenta Adamowicza: Ziobro obiecuje zaostrzyć kary

Na reakcje w postaci zmian w prawie pod hasłem zapobiegania takim sytuacjom w przyszłości nie trzeba było długo czekać. I dobrze, bo systemowa luka bezsprzecznie istnieje, tyle że część propozycji to zmiany na pokaz, z daleka pachnące populizmem.

Zbigniew Ziobro zareagował tak, jak wszyscy się spodziewali, i jak to on potrafi najlepiej: zapowiedział zaostrzenie kary za napad z bronią w ręku oraz wprowadzenie tej najbardziej efektownej więziennej kary śmierci, czyli bezwzględnego dożywocia. Pytanie tylko, czy gdyby taka kara funkcjonowała już w kodeksie, zniechęciłaby Stefana W. do ataku na Adamowicza? Mam poważne wątpliwości. Od czasów państwa Hammurabiego i słynnej zasady „oko za oko" wiadomo, że nawet najostrzejsze prawo nie zniechęci przestępców.

Tragedia w Gdańsku pokazała też, jak źle funkcjonuje system oceny zagrożenia ze strony skazanych, którzy odbyli kary i wychodzą na wolność. Pomysł, tym razem ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego, aby testom psychologicznym poddawani byli wszyscy kończący wyroki, w konsekwencji nawet najdrobniejsi przestępcy typu alimenciarze, wydaje się iść za daleko. Bo badać wszystkich to tak, jakby nie badać nikogo, zwłaszcza kiedy państwo dysponuje zbyt małym zasobem lekarzy psychiatrów i pieniędzy na nich. Lepiej skupić się na badaniach sprawców poważniejszych przestępstw, jednak badaniach bardziej wnikliwych. Inaczej system okaże się nieszczelny.

Warto również, aby w decyzji o zatrzymaniu skazanego po odbyciu kary w zakładzie zamkniętym uczestniczył sąd, a nie tylko biegli psychiatrzy. Gwarancje procesowe w takich sprawach są niezbędne.

Zabójstwo Adamowicza powinno też rozpocząć poważną dyskusję o polskim systemie resocjalizacyjnym, tak aby zerwać z peerelowskim modelem więzienia, które służy tylko izolacji, a nie również próbie przywracania skazanych społeczeństwu. To wcale nie oznacza, że nagle zakłady karne staną się wygodnymi hotelami. Odbywanie kary musi być dotkliwe, nie może być jednak tak, że mali przestępcy przez pobyt w więzieniu stają się dużymi przestępcami – już na wolności. Sprawa Stefana W. jest tego najlepszą ilustracją.

Warto więc do dyskusji o koniecznych zmianach podejść spokojnie. Unikać zgubnego populizmu, patrzeć na problem kompleksowo. Zaostrzenie kar sprawi, że więcej przestępców i na dłużej trafi do więzień. A co dalej, kiedy w końcu wyjdą na wolność?

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA