fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Krzysztof Oppenheim, Michał Paprocki: Bezczynność siłowni to widmo możliwej plajty

Zamknięta siłownia w trakcie epidemii koronawirusa
Adobe Stock
Zakaz prowadzenia klubów fitness, gdzie wokół, szczególnie w czasie weekendów, widzimy masę działających oficjalnie, zatłoczonych miejsc z branży handlowej (które wręcz można nazwać „kowidownią") jest ewidentną dyskryminacją. Z taką całkiem przypadkową metodyką wprowadzania ograniczeń w prowadzeniu biznesu wiązać się muszą ludzkie tragedie.

Rzecznik małych i średnich przedsiębiorców Adam Abramowicz 11 stycznia br. napisał do premiera Mateusza Morawieckiego: „Szanowny Panie Premierze, 27 listopada 2020 ogłosił Pan, że rząd zaplanował optymalny plan rozwoju do normalności po epidemii koronawirusa. Od 28 listopada do 28 grudnia miał to być etap odpowiedzialności, a od 28 grudnia etap stabilizacji, gdzie poziom obostrzeń miał być zależny od liczby zachorowań. Następnie Minister Zdrowia Adam Niedzielski ogłosił porzucenie tego planu i zamiast niego – kwarantannę narodową od 28 grudnia 2020 do 17 stycznia 2021. Te decyzje skutkowały zamknięciem wielu firm z sektora MŚP".

Rzecznik Adam Abramowicz zwrócił uwagę również na to, że: „Nie wszystkie z nich mogą otrzymać rekompensaty, ponieważ przyjęty sposób dystrybucji po kodach PKD jest dziurawy i nie obejmuje wszystkich, którzy – decyzją rządu – nie mogą mieć przychodów".

W cytowanych fragmentach listu Adam Abramowicz odnosi się do największych bolączek działania rządu w walce z pandemią, tj. braku planu, chaosu organizacyjnego oraz nieprzewidywalności kolejnych rozporządzeń. Oczywiste jest, że w każdym przypadku zamknięcia danej branży poszkodowanymi są dziesiątki – a czasem setki – tysięcy osób: w pierwszej kolejności przedsiębiorcy, którym zakazano prowadzenia ich firmy, oraz pracownicy tychże. Pamiętajmy, że po drugiej stronie mamy także odbiorców danej usługi (towaru), których pozbawiono doń dostępu.

Szlaban na ćwiczenia

Jednym z najbardziej absurdalnych ograniczeń jest zakaz prowadzenia klubów fitness i siłowni. Dlaczego? Bo właśnie dzięki tej formie aktywności fizycznej buduje się odporność organizmu, przez co znacząco zmniejsza się ryzyko „złapania wirusa". W szczególności, jeśli połączymy zajęcia na siłowni z prawidłowym sposobem odżywiania się. Nie jest to wiedza tajemna, więc musi budzić zdziwienie, że „w obronie" naszego zdrowia rząd pozbawia nas możliwości obrony naturalnej. Dodajmy, że wedle statystyk z początku ubiegłego roku, czyli w okresie przed pierwszym lockdownem, z siłowni regularnie korzystało blisko 3 mln Polaków.

Od przypadku do tragedii

Kluby fitness i siłownie, które zatrudniają ponad 100 tys. osób, stały się jakby jedną z „branż wybranych", oprócz hotelarstwa, gastronomii, branży eventowej czy weselnej. Nie widać jednak żadnych jasnych kryteriów, dlaczego jedna firma może działać, a inna nie. Choćby wedle ostatnich rozporządzeń, które dotyczą handlu w galeriach handlowych. Dlaczego możemy tam nabyć książkę czy perfumy, a sklepy z odzieżą pozostają zamknięte? Dlaczego w galerii kupić możemy szafkę pod telewizor, ale telewizora już nie?

Z tak wybiórczą i – jak widać z powyższego – niemal całkiem przypadkową metodyką wprowadzania kolejnych ograniczeń, szczególnie tych w zakresie prowadzenia biznesu, wiązać się muszą ludzkie tragedie. Nie odnosimy jednak wrażenia, że w jakikolwiek sposób takowe sprawy rząd interesują. W każdym razie poważnie brzmiący – z nazwy – Rządowy Zespół Zarządzania Kryzysowego jakby w ogóle tychże problemów nie dostrzegał: idzie w zaparte, utrzymując obostrzenia i strasząc Polaków kolejnymi.

Warto wskazać za prezesem Krajowej Izby Gospodarczej: z długoterminowego badania firmy MXM na amerykańskim rynku wynika, że na 49,2 mln wejść do klubów – odnotowano jedynie 0,0023 proc. zakażeń.

Przedsiębiorco, broń się sam

Przy takim podejściu naszych władz do problemów przedsiębiorców rzeczą naturalną jest postawa obywatelskiego buntu. Rodzą się w różnych rejonach kraju lokalne ośrodki oporu wobec nakładanych obostrzeń. Ostatnio najbardziej głośno jest o „Góralskim Veto", ale mamy także ruch pod nazwą „Mapa Wolnego Biznesu" czy też „Stolik Wolności".

Czy taka forma „obywatelskiego sprzeciwu" posiada podstawy prawne?

Sprzeciw obywatelski czy nieposłuszeństwo obywatelskie – zasadniczo polega na manifestacyjnym, potwierdzonym zapowiedzią, nierespektowaniu przepisu prawa, złamaniu go, jako wyraz obywatelskiego sprzeciwu wobec określonej normy. Osoby, które dokonują sprzeciwu, mają świadomość możliwych prawnych konsekwencji i są gotowi je ponieść – w ramach tego sprzeciwu.

W zaistniałej sytuacji sprawa wydaje się niemal oczywista. Czołowe autorytety prawa konstytucyjnego wyraźnie wskazują, że:

? Rada Ministrów wprowadza w drodze rozporządzeń zakazy, które godzą w istotę praw i wolności (wolność działalności gospodarczej) w sposób sprzeczny z Konstytucją RP. Rozporządzenia pozostają w rażącej sprzeczności z zasadą wprowadzania ograniczeń praw i wolności jedynie w drodze ustawy oraz z zakazem wprowadzania określonych ograniczeń poza stanami nadzwyczajnymi, w tym stanem klęski żywiołowej;

? ustawa o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi (którą wskazuje Rada Ministrów) nie może być podstawą prawną do wprowadzania ograniczeń (zakazów), gdyż nie zawiera właściwej podstawy (delegacji) dla rozporządzeń regulujących ten zakres. Takie regulacje zawsze muszą znajdować się w ustawie.

Co z tego wynika? Wprowadzone ograniczenia (zakazy) rażąco naruszają istotę wolności gospodarczej oraz konstytucyjne zasady wprowadzania takich zakazów. Naruszenie tych zakazów nie może rodzić w stosunku do osób wykonujących te prawa i wolności negatywnych skutków prawnych, sankcji. Właśnie po to uchwaliliśmy konstytucję, aby w czasie burzy stanowiła bezpieczny fundament.

Przedsiębiorca, na którego zostanie nałożona kara, powinien odwołać się do sądu, i ma bardzo mocne argumenty, żeby taki spór wygrać.

W pewnym sensie rząd sam wskazuje przedsiębiorcom jedyną drogę działania, tj. świadome łamanie narzuconych ograniczeń. Jeśli bowiem poprzez kolejne rozporządzenia zakazuje prowadzenia działalności gospodarczej, a jednocześnie nie udziela koniecznego wsparcia, nie pozostawia poszkodowanym wyboru. Konkluzja jest oczywista – radźcie sobie sami. Cytując klasyka: „bezczynność jest matką wszelkiego zła".

Odwoływanie się przez rząd do odpowiedzialności i solidarności społecznej, celowości, do przestrzegania wprowadzonego przez nią prawa – to socjotechnika, która ma odwrócić naszą uwagę od faktu, że uchwalone przepisy są wprowadzone w sposób sprzeczny z Konstytucją RP. Wszelkie zakazy prowadzenia działalności gospodarczej (czy też ograniczenia stanowiące w praktyce zakazy) są sprzeczne z konstytucją. Ich naruszanie nie może spotykać się z sankcją w postaci kar administracyjnych.

Niemiecki prawnik i filozof Gustaw Radbruch zatytułował jeden ze swoich artykułów „Ustawowe bezprawie i ponadustawowe prawo". To sformułowanie świetnie oddaje aktualną sytuację.

Problem w izolacji

W znacząco trudniejszej sytuacji od przedsiębiorców, którzy planują otwarcie biznesów gremialnie pod hasłem „Góralskiego Veta", są właściciele siłowni i klubów fitness. Dlaczego? Bo są to podmioty „izolowane", szczególnie te w dużych miastach. Łatwiej nałożyć surowe kary, które sięgają do 30 tys. zł, w przypadku pojedynczej firmy, która zakaz ten złamie, niż wobec podmiotów działających w licznej grupie – lokalnie i za pełnym przyzwoleniem okolicznych mieszkańców i usługobiorców.

Trzeba też zwrócić uwagę na jeden niezwykle ważny fakt. Prowadzenie klubu fitness to działalność bardzo wysokokosztowa. W niewielkim stopniu są to koszty osobowe, więc ewentualna pomoc z PFR-u, niewiele przedsiębiorcom z tej branży pomoże. Nie ma też w tej branży „sprzedaży na wynos", więc opisane koszty nawet w części nie będą pokryte, z powodu braku przychodów. Kolejne miesiące zakazu prowadzenia tego biznesu to pewnie w ponad 90 proc. gwarantowana plajta danej firmy. Bezczynność to pogodzenie się z takim scenariuszem.

Prawo do pracy czy też obrona przed niechybną plajtą jest naturalnym przywilejem obywatelskim każdego mieszkańca każdego cywilizowanego kraju. Zakaz prowadzenia klubów fitness, gdzie wokół, szczególnie w czasie weekendów, widzimy masę działających oficjalnie, zatłoczonych miejsc z branży handlowej (które wręcz można nazwać „kowidownią"), jest ewidentną dyskryminacją.

Zakaz ten został wydany albo z przypadku, albo z niechlujstwa urzędników. Wystarczy zresztą przytoczyć uzasadnienie w tej kwestii. Przypomnijmy zatem tę wypowiedź i jej autora: „Zazwyczaj siłownie mają niski sufit i nie są gabarytów hal sportowych" – stwierdził w październiku ub.r. Marcin Horała, wiceminister infrastruktury. Nie określono przy tym, jaka wysokość sufitów jest wystarczająca, aby dana siłownia mogła działalność prowadzić (bez ryzyka zakażenia się tamże wirusem).

Krzysztof OPPENHEIM jest ekspertem finansowym, wiceprzewodniczącym Zespołu Roboczego ds. Upadłości i Restrukturyzacji, działającego w ramach Rady Przedsiębiorców przy rzeczniku małych i średnich przedsiębiorców

Michał Paprocki jest radcą prawnym i szefem departamentu projektów biznesowych oraz rozwiązywania sporów, wspólnik w Chmaj i Wspólnicy sp.k.

Zagraj z rządem w PKD

Pomysłów na możliwość prowadzenia obecnie biznesu w branży fitness pojawiło się w naszym kraju kilka. Jedna z opcji to wybór pokrewnej działalności, ale posiadającej inny kod PKD.

Oto dwie możliwości:

– szkolenie trenerów fitness. Każda osoba, która chce w sposób oficjalny uczęszczać na siłownię (czy na zajęcia fitness), zapisuje się na kurs zawodowy, którego przedmiotem będą podstawy z dziedziny fitness;

– usługi zdrowotne i paramedyczne – tu prawdopodobnie może wystarczyć stosowne zalecenie od lekarza. Tymi usługami mogą być np. leczenie nadwagi, wad kręgosłupa czy też niewydolności stawu skokowego.

Siłownie i fitness kluby próbują znaleźć też inne rozwiązanie. Otóż siłownie mogą pozostać otwarte, jeśli prowadzą zajęcia (cytując fragment stosownego rozporządzenia): „dla członków kadry narodowej polskich związków sportowych".

Przedsiębiorca prowadzący klub fitness powołuje więc do życia nową dyscyplinę sportową i tworzy stosowny związek. Będzie to na przykład: Polski Związek Halowych Sportów Nieolimpijskich lub Polski Związek Boksowania Prawą Ręką. Wszystkich członków tegoż klubu powołuje do kadry narodowej (a kto mu zabroni?), a więc wszystko jest w pełni zgodne z treścią rozporządzenia.

Aby zupełnie wyeliminować ryzyko ewentualnych grzywien, trzeba powołać na czas „niepewny" zupełnie nowy podmiot, który obdarzymy w specjalne, bardzo cenne w obecnych czasach przymioty. Będzie to spółka, która w żaden sposób nie może zostać skutecznie pociągnięta do odpowiedzialności finansowej. Są to rozwiązania znane z dziedziny antywindykacji.

A może branżowy pozew

„Branża fitness domaga się odszkodowań. Szykuje pozew zbiorowy" – czytamy w publikacji na rp.pl z 10 stycznia 2021 r. Nie należy rekomendować jednak tej metody działania, zalecając zainteresowanym daleko posuniętą ostrożność.

Z jednej strony – skierowanie pozwu przeciwko Skarbowi Państwa jest wyraźnym sygnałem dla rządzących, wskazującym potencjalną możliwą odpowiedzialność cywilnoprawną. W sytuacji, gdy kolejne grupy przedsiębiorców zaczną dochodzić swoich roszczeń, władze będą musiały ocenić, czy ich działanie nie jest działaniem na szkodę państwa. W kategoriach komunikacji może to być silny wyraz determinacji i sprzeciwu. Może współczesna solidarność to właśnie wspólne nieposłuszeństwo i manifestacja sprzeciwu?

Z drugiej jednak strony tego rodzaju postępowania są przewlekłe, sformalizowane, kosztowne, a ich prawomocne zakończenie może mieć wymiar symboliczny, moralny. Do czasu ich zakończenia poszkodowane podmioty mogą już nie istnieć, a uzyskane odszkodowanie może istotnie różnić się od rzeczywistej szkody. Poza tym: po drodze jest szereg mielizn. Droga do prawomocnego rozstrzygnięcia jest długa i kręta, a potencjalny spór prawdopodobnie zakończy się przed Sądem Najwyższym.

Najbardziej racjonalnym i pilnym działaniem jest ratowanie prowadzonego biznesu, a nie wchodzenie w spór o moralną rację.

Walka z pandemią czy wyniszczenie?

Warto na koniec raz jeszcze oddać głos rzecznikowi MŚP. „Każdy dzień »zamknięcia« gospodarki to olbrzymi koszt, który ogranicza dalszy rozwój kraju i może spowodować wielowymiarowe i długotrwałe konsekwencje w systemie społeczno-gospodarczym. Przedłużanie takiego stanu grozi nieodwracalnymi skutkami dla sektora MŚP, może doprowadzić do (...) całkowitej zmiany struktury naszej gospodarki, z dominacją korporacji z obcym kapitałem, bez firm rodzinnych, za cenę osobistych tragedii polskich przedsiębiorców, którzy od transformacji w 1989 r. ciężko pracowali na to, aby sektor małych i średnich przedsiębiorstw stał się filarem naszej gospodarki".

Nie udałoby się trafniej podsumować obecnej sytuacji, niż zrobił to rzecznik MŚP Adam Abramowicz. Być może niektóre rozporządzenia i zakazy wydają nam się śmieszne, jak na przykład czasowe „wyłączenie" lasów. Jeśli jednak dany zakaz dotyczy danej branży, konkretnej firmy – nikomu nie jest do śmiechu. Metodyka przyjęta przez rząd pod hasłem walki z pandemią nic nie ma obecnie w sobie ani z komedii, ani nawet z tragikomedii. Działania te zamieniły się w brutalną, zupełnie bezsensowną rzeź. Ofiarami tejże stały się setki tysięcy polskich przedsiębiorców, ich rodziny, a także ich pracownicy. W sumie – miliony Polaków.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA