fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Robert Gwiazdowski: Biden do Polaków w sprawie sędziów

Joe Biden
Joe Biden
AFP
Nasi sędziowie powinni czerpać z amerykańskiego przykładu.

„Był zaskoczony, naprawdę zaskoczony, że wyznaczeni przez niego sędziowie nie zastosowali się do jego życzenia i zamiast tego postąpili uczciwie, działając zgodnie z konstytucją i utrzymując rządy prawa (...) w tym ludzie uważani za jego sędziów, sędziów Trumpa" – powiedział Joe Biden.

„Na każdym poziomie sądownictwo podczas tych wyborów wykonywało swoją pracę, działało uczciwie i bezstronnie, z honorem i zasadami. Gdy z perspektywy czasu spojrzymy na tę chwilę, wierzę, że pokaże ona, iż nasza demokracja przetrwała w dużej mierze dzięki tym mężczyznom i kobietom reprezentującym niezawisłe sądownictwo tego kraju. Jesteśmy im winni głęboką wdzięczność" – dodał.

W polskich mediach pojawiły się głosy, że to także przesłanie do Polaków. Osobiście śmiem wątpić, by w tamtej chwili Biden rzeczywiście rozmyślał o Jarosławie Kaczyńskim, ale się w pełni zgadzam, że polscy sędziowie powinni czerpać z amerykańskiego przykładu.

Jest on zresztą ugruntowany historycznie. Gdy w 1800 r. John Adams, który przegrał wybory, powołał na odchodnym nowych sędziów (trochę tak jak PO powołała sędziów Trybunału Konstytucyjnego), jego następca Thomas Jefferson uchylił akt o powołaniu sędziów (jak Sejm zdominowany przez PiS uchwałę Sejmu zdominowanego przez PO) i odmówił wysłania im aktów nominacji (jak prezydent Duda przyjęcia ślubowania). Różnica jest taka, że to ci powołani przez Adamsa doczekali się miana „nocnych sędziów" (midnight judges).

Jeden z nich, William Marbury, zażądał od sekretarza stanu Jamesa Madisona wręczenia mu aktu powołania. Sprawa oparła się o Sąd Najwyższy. Nowy prezes SN, powołany przez Adamsa jego bliski współpracownik John Marshall, stając przed wyborem lojalności wobec ludzi albo wobec sprawy, wybrał sprawę i orzekł, że nie będzie się wtrącał w wojnę polityczną. Nie tylko uratował Sąd Najwyższy przed ewentualną zemstą zwycięskiej formacji, ale przy okazji, w słynnym wyroku Marbury v. Medison z 1803 r., sformułował precedens orzekania przez Sąd Najwyższy o zgodności ustaw i aktów władzy wykonawczej z konstytucją.

Jego współcześni amerykańscy następcy wiedzą, że zajęcie stanowiska w politycznym sporze mogłoby skończyć się próbą przejęcia kontroli nad Sądem Najwyższym – np. przez zwiększenie liczby sędziów, bo konstytucja jej nie określa, i obsadzenia stanowisk sympatykami nowej większości politycznej. Nie wiadomo, czy tak się nie stanie, ale nastroje zostały złagodzone. U nas zabrakło w godzinie próby takiego Marshalla.

Autor jest adwokatem, profesorem Uczelni Łazarskiego i szefem rady WEI

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA