fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Hubert A. Janiszewski: Co zrobić z 500+ dla nauczycieli

Pexels
Zamiast zabierać się za podstawę programową i zwiększanie dawki „patriotyzmu” w programach nauczania historii i literatury, niech pan minister edukacji zajmie się wreszcie cyfryzacją szkół.

Pan minister edukacji Przemysław Czarnek niedawno poinformował opinię publiczną, że przeznaczył 300 mln zł na zakup przez nauczycieli sprzętu do zdalnego nauczania. Ma to w zamyśle usprawnić możliwości zdalnego nauczania wielomilionowej rzeszy uczniów. Sprawa jest ważna, bo z powodu pandemii zdalne nauczanie może trwać aż do wiosny, do rozpoczęcia masowych szczepień przeciwko temu wirusowi.

Jakie wyposażenie można zakupić za 500 zł, które teoretycznie przysługuje każdemu z prawie 600 tys. nauczycieli? Oto lista dozwolonych zakupów: komputery stacjonarne, monitory, laptopy lub tablety i/lub tablety graficzne, podzespoły komputerowe, kamerki internetowe, statywy, mikrofony, słuchawki, drukarki i skanery, myszki, klawiatura, pamięci, zewnętrzne, baterie do laptopów, powerbanki, adaptery, mikroskopy cyfrowe, oprogramowanie, smartfony.

Aż 86,6 proc. nauczycieli zatrudnionych jest w placówkach publicznych, a 13,4 proc. w prywatnych. W szkołach podstawowych pracuje 223 tys., a w średnich 184 tys. Ponad 55 tys. nauczycieli pracuje w więcej niż jednej placówce. Ich przeciętne średnie zarobki wynoszą (stan na 1.09.2020) od 3338 do 6141 zł miesięcznie brutto, przy czym suma zależy od zaszeregowania – od stażysty do nauczyciela dyplomowanego. Inwestowanie przez nauczyciela w wyposażenie niezbędne do zdalnego nauczania znaczne więc uszczupla jego domowy budżet.

Podstawą jest tu internet. Problem w tym, że wielu miejscach w kraju wciąż brak dostępu do sieci. Operatorzy sieci komórkowych wprawdzie deklarują, że obejmują zasięgiem 95-99 proc. populacji, ale na bardziej szczegółowych mapach zasięgu widać, że zasięg LTE jest mniejszy i ciągle widać białe plamy, co w konsekwencji wyłącza te obszary z możliwości pobierania zdalnej nauki.

Jednak jeśli nawet nauczyciel nie mieszka na terenie którejś z białych plam, ale nie posiada stacjonarnego komputera (1200-2699 zł) lub laptopa (1700-4199 zł), to wsparcie państwa równe 500 zł niewiele mu pomoże. Gross kosztów zakupu komputera trzeba pokryć z własnej kieszeni. Można wtedy spróbować kombinacji w postaci smartfona oraz monitora. Wówczas wydamy: na smartfon 449-2000/3000 zł, na monitor 310-409 zł, statyw 100 zł, mikrofon 59,9-349 zł, na klawiaturę 69,9-229 zł, kamerkę 249-399 zł i głośniki 82-300 zł. Najtańsza wersja to koszt to 1319 zł, a więc ponad dwukrotnie więcej niż proponowane wsparcie! Często trzeba też zakupić router WiFi, aby wzmocnić sygnał, a to dodatkowy koszt 70-800 zł. Oczywiście, zakładając iż nauczyciel dysponuje już jakimś sprzętem – czy to własnym czy szkolnym – owe 500 zł może posłużyć do uzupełnienia posiadanego wyposażenia, ale w nader ograniczonym zakresie.

Skargi jakie napływały po wiosennych doświadczeniach ze zdalnym nauczaniem dotyczyły:
- dostępu do internetu w domach uczniów lub zbyt niskiej jego szybkości;
- braku dostatecznej ilości laptopów/tabletów w domach uczniów, co szczególnie dotkliwe jest w rodzinach wielodzietnych;
- zbyt wielu systemów stosowanych w nauczaniu zdalnym;
- braku wyposażenia w nowoczesne laptopy/tablety/monitory w niektórych szkołach;
- niedostatecznych umiejętności nauczycieli w obsługiwaniu zdalnego nauczania;
- braku gotowych pakietów do nauczania zdalnego różnych przedmiotów.

Wyraźnie widać, że dofinansowanie zdalnego nauczania powinno raczej być nakierowane na doposażenie szkół (m.in. sprzętu do wypożyczania nauczycielom i uczniom), na sprzęt dla uczniów (szczególnie w rodzinach wielodzietnych) oraz na przeszkolenie nauczycieli w celu istotnego zwiększenia efektywności takiego nauczania. To MEN powinien zadbać o pełne wyposażenie szkół w sprzęt niezbędny dla zdalnego nauczania w warunkach pandemii, a nie nauczyciele. Przez trzy letnie miesiące nie zrobił jednak nic albo niewiele dla rozwiązania tych problemów i nowemu ministrowi wydaje się, że rzucenie ochłapu w postaci 300 mln zł załatwi sprawę. Otóż nie załatwi. Zamiast zabierać się za podstawę programową i zwiększanie dawki „patriotyzmu” w programach nauczania historii i literatury, niech pan minister edukacji zajmie się wreszcie cyfryzacją szkół.

Dr Hubert A. Janiszewski jest ekonomistą, członkiem Polskiej Rady Biznesu i rad nadzorczych spółek notowanych na GPW. Ma wnuki uczące się w szkołach.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA