fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Leon Podkaminer: Pusty pieniądz, puste obawy

Fotorzepa, Marta Bogacz
Większość naszych komentatorów (w tym także czołowych ekonomistów) boryka sie z dylematem.

Z jednej strony dostrzega się praktyczną konieczność zdecydowanego działania fiskalnego - zwiększenia pomocy publicznej dla sektora prywatnego (przedsiębiorstw i gospodarstw domowych). Z drugiej wszakże strony wyraża się obawy o negatywne gospodarcze skutki znaczącego poluzowania fiskalnego - w dłuższym okresie. Obawy te dotyczą: (1) wypłacalności państwa obarczonego rosnącym "ponad miarę" długiem publicznym: (2) wysoką inflacją (lub nawet hiperinflacją) uruchomioną przez "druk pustego pieniądza". Obawy te traktuję poważnie -jakkolwiek nie uważam je za zasadne nie tylko ze względów praktycznych, ale także z uwagi na ich wartość merytoryczną.

Suwerenne państwo jest zawsze wypłacalne

Kwestia wypłacalności państwa obciążonego wysokim długiem publicznym jest "papierowym tygrysem". Dług publiczny (denominowany w walucie własnej) nie jest dla gospodarki żadnym ciężarem - a już w szczególności nie jest ciężarem dla sektora prywatnego. W ostatecznej instancji dług ten jest zobowiązaniem sektora publicznego względem sektora prywatnego. A więc reprezentuje on finansowe aktywa (a nie pasywa, jak sie często mylnie sądzi) sektora prywatnego. Sektor prywatny osiąga nawet, pośrednio, korzyści z istnienia długu publicznego - w formie odsetek od obligacji skarbowych (reprezentujących ów dług). Odsetki te trafiają w ostateczności do sektora prywatnego. Oczywiście, rosnący dług publiczny (powstający przy okazji "wypracowywania" na bieżąco deficytu finansów publicznych) oznacza przede wszystkim bezpośrednie korzyści sektora prywatnego. Deficyt ten jest dodatkowym bieżącym zastrzykiem pieniędzy trafiających do gospodarstw domowych i przedsiębiorstw. Z drugiej strony, sektor publiczny (alias "państwo") posiadający własny pieniądz i własny bank centralny ma praktycznie nieograniczone możliwości finansowania tak odsetek od długu publicznego jak i i bieżących deficytów - w razie potrzeby w ostateczności przez emisje pieniądza. Państwo zadłużone we własnej walucie (a już zwłaszcza wobec własnych obywateli) nigdy nie "stoi na krawędzi bankructwa". Jest ono zawsze wypłacalne (tak jak Japonia, której dług publiczny przekroczył 230 proc. poziomu PKB). W pełni wypłacalne są także państwa zadłużone wobec zagranicy we własnej walucie. Dług USA wobec Chin sięga bilionów dolarów. "Uregulowanie" tego długu nie sprawiłoby USA żadnego kłopotu. Amerykański bank centralny (FED) może w każdej chwili wydrukować banknot dolarowy o stosownie wielkim nominale i przesłać go przewodniczącemu Xi.

Oczywiście, sprawy mogą wyglądać inaczej, gdy dług publiczny jest denominowany w walucie zagranicznej (euro, dolar) - zwłaszcza wobec zagranicy. Nie jest to jednak aktualny problem stojący przed Polską (jakkolwiek jest to problem np. Włoch mocno zadłużonych w walucie de facto obcej - w euro, nad którym pieczę suwerennie sprawuje Europejski Bank Centralny, nie Banca d'Italia).

Nie koniecznego związku pomiędzy emisją pieniądza a inflacją

Drugim "papierowym tygrysem" jest kwestia inflacyjnych skutków emisji pieniądza ("pustego") wiązanej z deficytami budżetowymi i rosnącym długiem publicznym. Otóż, po pierwsze, trzeba zdać sobie sprawę z tego, że inflacja - ba nawet hiperinflacja - jest możliwa także przy zrównoważonych finansach publicznych i powszechnym niedobrze gotówki. Wstrzymanie "druku pieniądza" niekoniecznie wstrzymuje inflację. Doświadczyła tego Rosja na w trakcie "terapii szokowej" z początku swojej transformacji. Pod wpływem idei, że inflacja bierze się z nadmiaru pieniądza, Bank Rosji wstrzymywał zaopatrzenie banków (i całej reszty gospodarki) w gotówkę. Skutkiem były gigantyczne zatory płatnicze, fala bankructw (żerowisko przyszłych oligarchii), bezrobocia i recesji. Spadek produkcji i niedobory gotówki nie spowolniły inflacji - pieniądz po prostu zaczął cyrkulować szybciej!

Doświadczenia najnowsze (począwszy od Wielkiej Recesji lat 2008-9) wskazują, że olbrzymie deficyty finansów publicznych (i jeszcze większe przyrosty masy pieniądza, rzekomo "bez pokrycia") nie miały dających się zauważyć skutków inflacyjnych. W latach 2007-2019 dług publiczny Japonii wzrósł z 176 proc. PKB do 237proc., w USA z 64 proc. do 110 proc., W Hiszpanii z 39 do 96, we Francji z 65 do 99, we Włoszech z 106 do 136 itd. Średnioroczne stopy inflacji dla tego okresu były jednak niskie, lub bardzo niskie: od 0,4 proc. w Japonii, ok. 1,3 proc. dla głównych krajów strefy euro, po 1,8 proc. dla USA. (Jest znamienne, ze inflacja w Niemczech też wyniosła 1,3 proc. - chociaż w tym kraju dług publiczny zmniejszył się z poziomu 66 proc. PKB do 59 proc.).

Szczegółowe (skrupulatne!) obliczenia, których dokonałem na podstawie dostępnych danych dla dużej grupy krajów Europy (oraz USA i Japonii) dowodzą, że rosnący dług publiczny nie jest, per se, czynnikiem inflacjogennym. Rosnąca emisja pieniądza i rosnący dług publiczny nie mogą być podstawą wieszczenia nadchodzącej katastrofy inflacyjnej.

"Pusty pieniądz" jest pustym sloganem

W ogólności, samo pojęcie "druk pustego pieniądza" jest teoretycznym kuriozum. Pieniądz współczesny powstaje w gospodarce rynkowej "z niczego". Jest on tworzony w momencie gdy banki komercyjne udzielają kredytu klientom - tworząc, jednocześnie, odpowiadające im depozyty. Pieniądz powstaje "z niczego" - jest więc w chwili powstania "pusty" z definicji. Także wtedy, gdy kredytu udziela się wyłącznie gospodarstwom domowym i przedsiębiorstwom prywatnym!

Leon Podkaminer jest emerytowanym pracownikiem Wiedeńskiego Instytutu Międzynarodowych Porównań Gospodarczych. W latach 2005-2009 był członkiem zespołu doradców d.s. polityki pieniężnej Parlamentu Europejskiego. 

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA