fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

O korupcji wyborczej - inaczej

Fotorzepa, Jerzy Dudek
Partie prowadzą kampanię wyborczą za pomocą celu transakcyjnego, bo to po pierwsze, dozwolone - w przeciwieństwie do korupcji niepolitycznej podpadającej pod kodeks karny. A po drugie, skuteczne.

W zależności od kalendarza wyborczego korupcja polityczna może przybierać różną formę. Nas interesować będzie to zjawisko występujące w trakcie kampanii wyborczej. Wówczas mamy do czynienia z korupcją wyborczą. Inny rodzaj korupcji politycznej może wystąpić w okresie powyborczym w postaci oferty intratnego stanowiska państwowego w zamian za przejście do innej partii.

Ten pejoratywny termin wyrażać ma dezaprobatę wobec praktykowanych przez rywalizujące ze sobą partie sposobów mobilizacji elektoratu za pomocą programu gospodarczego. W Polsce ta dezaprobata nasiliła się w kampanii wyborczej do Sejmu RP (2015 i 2019) i do Parlamentu europejskiego (2019). Dotyczyła ona nie tylko praktyk stosowanych przez PiS, ale także przez niektóre partie opozycyjne, np. PO.

Ale zanim wyrażać będziemy swój stosunek negatywny do tych praktyk, spróbujmy podejść do nich analitycznie i zastanowić się nad ich rodowodem. Nie chodzi tu o to, by je usprawiedliwiać, lecz by zrozumieć ich naturę. W tym celu rozróżnijmy źródła dwóch możliwych kategorii deklarowanego w kampanii wyborczej głównego celu programu gospodarczego. Źródła te oznaczmy odpowiednio cyfrą 1 i 2.

Źródłem nr 1 są poglądy ekonomistów na temat „jak być powinno w gospodarce”. Podstawą tych poglądów jest kategoria dobra wspólnego, która z kolei ma uzasadnienie w przyjętej aksjologii. W zależności od niej dobrem wspólnym może być np. wysoka dynamika potencjału gospodarki, niska inflacja, wysoka aktywność zawodowa, niskie rozpiętości dochodowo-majątkowe i regionalne, czyste środowisko (ostatnio najczęściej eksponowane), czy też wysoka jakość usług edukacyjnych i zdrowotnych.

Następnie zgodnie z wyznawaną aksjologią oraz wiedzą o przewidywanym w gospodarce stanie dobra wspólnego ekonomiści mogą wyznaczać alternatywnie następujący główny cel wyborczego programu gospodarczego danej partii, który określimy jako normatywny: przyspieszenie dynamiki potencjału gospodarki, redukcja inflacji, zwiększenie aktywności zawodowej, zmniejszenie rozpiętości dochodowo-majątkowych i regionalnych, redukcja zanieczyszczenia środowiska, poprawa jakości usług edukacyjnych i zdrowotnych.

Podane tu przykładowo cele normatywne są określone kierunkowo i jakościowo. Mają one charakter makroekonomiczny lub strukturalny. Można je znaleźć w każdym podręczniku do polityki gospodarczej. Z naszego punktu widzenia kluczowe jest to, że są to cele:

a) zdepersonalizowane, a więc takie, które nie są ustalone pod kątem preferencji partyjnych elektoratu,

b) ich osiągnięcie może wykraczać poza najbliższą kadencję parlamentu.

Na wyznaczeniu celów normatywnych kończy się w kampanii wyborczej rola ekonomistów, a zaczyna wynajętych przez partię specjalistów od marketingu politycznego. Ich zadaniem jest znalezienie skutecznych sposobów przekonania odpowiednio dużej liczby wyborców, że owe cele są zgodne z ich długofalowym interesem.

Marketingowa popularyzacja tych celów ma swą analogię na rynku ekonomicznym, na którym rywalizujące ze sobą firmy prowadzą kampanię reklamową produktów i usług o określonych już własnościach użytkowych.

Przejdźmy teraz do źródła nr 2. Źródłem tym nie są aksjologiczne i poznawcze poglądy ekonomistów, lecz preferencje partyjne elektoratu. W konsekwencji cel główny programu gospodarczego jest spersonalizowany, gdyż bierze się w nim pod uwagę tzw. wyborców docelowych (targeted), a następnie identyfikuje się ich konkretne oczekiwania finansowe. Oczekiwania te obiecuje się spełnić w najbliższej kadencji parlamentu. W przypadku partii rządzącej obietnice te może ona spełnić jeszcze w trakcie bieżącej kampanii wyborczej.

W zależności od tych oczekiwań partia może w swym programie obiecać przykładowo:

• transfery gotówkowe (typu 500+ lub 13. emerytura – w kampanii PiS w 2015 r.),

• selektywne zwiększenie stopnia waloryzacji emerytur i rent,

• poprawę opłacalności skupu określonych produktów rolnych,

• ochronę wybranych miejsc pracy,

• obniżkę wieku emerytalnego (w kampanii Andrzeja Dudy w 2015 r., wykorzystaną przez PiS),

• selektywną obniżkę PIT i CIT (w kampanii PiS w 2015).

Tworzenie tego rodzaju celu programu gospodarczego jest analogiczne do przypadku na rynku ekonomicznym, kiedy to własności użytkowe produktów są określane w umowie między firmą a nabywcą.

Tak więc, o ile źródło nr 1 jest jak ustaliliśmy, odpowiedzialne za cel normatywny, to źródło nr 2 – za cel, który określamy jako transakcyjny. To właśnie tego typu cel utożsamiamy z korupcją wyborczą spotyka się z krytyką ekonomistów zatroskanych zagrożonym wówczas stanem dobra wspólnego (dotyczy to np. przypadku usług edukacyjnych i zdrowotnych). Krytyka ta koncentruje się wtedy na partiach które nie oferują celu normatywnego, lecz licytują się, kto obieca więcej wybranym wyborcom, w mniejszym natomiast stopniu na tych wyborcach za głosowanie przez nich „portfelem”, czyli za akceptację korumpowania ich za ich własne pieniądze.

Jeśli określone partie prowadzą kampanię wyborczą za pomocą celu transakcyjnego, to pojawia się pytanie dlaczego to robią? Otóż dlatego, że po pierwsze jest to dozwolone z punktu widzenia legislacyjnego, w każdym razie w Polsce, w przeciwieństwie do korupcji niepolitycznej zagrożonej kodeksem karnym. Po drugie, co dla nas jest kluczowe, cel ten jest uważany za bardziej skuteczny, aniżeli cel normatywny.

Obiektywnym sprawdzianem tego, jaka kategoria celu jest bardziej skuteczna, są wyniki wyborów. W Polsce okazało się, że wyniki trzech ostatnich wyborów dowiodły, iż dotyczy to celu transakcyjnego. I można tu wyrazić zdziwienie, że partie nie wpadły na pomysł tego rodzaju celu w poprzednich kampaniach wyborczych. Okazało się więc, że znalezienie sposobu na skuteczną popularyzację „abstrakcyjnego” celu normatywnego jest wiele trudniejsze niż identyfikacja oczekiwań finansowych docelowych wyborców. Zwłaszcza, jeśli wśród nich panuje przekonanie, że termin osiągnięcia celu normatywnego jest odległy w przeciwieństwie do celu transakcyjnego. Jeśli bowiem ten termin wykracza poza najbliższą kadencję parlamentu, to jaką wyborcy ci mają gwarancję, że w przyszłości inna partia rządząca nie zmieni celu normatywnego na inny?

Tak więc, niezależnie od krytyki (uzasadnionej) celu transakcyjnego, należy liczyć się z tym, że tak długo będzie on wykorzystywany przez poszczególne partie w kampanii wyborczej, jak długo dla wyborców będzie on bardziej atrakcyjny aniżeli cel normatywny. Apelowanie do wszystkich partii o rywalizację za pomocą celu normatywnego jest moralnie słuszne, tyle że w powyższych warunkach może być skazane na niepowodzenie.

Nie znaczy to oczywiście, że obiecany w kampanii wyborczej cel transakcyjny zawsze musi być realizowany przez zwycięską partię w okresie powyborczym. Zależy to głównie od możliwości finansowych państwa w tym zakresie, o czym w kampanii wyborczej partia ta się na ogół nie wypowiada. Ale z drugiej strony, jeśli będzie ona chciała wykazać się wobec swych wyborców wiarygodnością, to będzie usiłowała za wszelką cenę nie rezygnować z tego celu. Przykładem jest tu PiS w latach 2016–2019 ze swoimi programami 500+ i 13. emerytury. Jest to jednak temat na inną dyskusję.

Ograniczę się tylko do stwierdzenia, że na losy celu transakcyjnego w okresie powyborczym, jak również na ewentualną decyzję partii rządzącej dotyczącą pozaprogramowego podjęcia celu normatywnego (np. redukcji zanieczyszczenia środowiska), będą miały wpływ sondaże tej partii, stanowiące wówczas substytut wyborów.

Prof. Adam Lipowski jest emerytowanym profesorem zwyczajnym Instytutu Nauk Ekonomicznych PAN. Artykuł został przygotowany na podstawie referatu „O celu polityki gospodarczej – inaczej” zgłoszonego na X Kongres Ekonomistów Polskich.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA