fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Nieruchomości

Legalizacja samowoli budowlanej za darmo - pomysł nie wszystkim się podoba

Adobe Stock
Nie wszystkim podoba się pomysł, by dom nielegalnie rozbudowany można było zalegalizować za darmo.

Ministerstwo Inwestycji i Rozwoju rozważa wprowadzenie abolicji dla starych samowoli budowlanych. I choć pomysł ten zebrał wiele pozytywnych opinii, jest też sporo negatywnych.

Czytaj o rządowym planie abolicji:

Samowole budowlane do darmowej legalizacji

Czytaj także:

Skąd się biorą najbrzydsze budynki świata

Nie taka zła

Z wstępnej propozycji ministerstwa wynika, że abolicja obejmie samowole popełnione przed 1999 r., które mają najmniej 20 lat. Resort stawia jednak warunek: nigdy nie mogło toczyć się w ich sprawie postępowanie przed nadzorem budowlanym ani w sądzie.

Abolicja będzie darmowa. Wniosek będzie się składało do powiatowego inspektoratu nadzoru budowlanego razem z niezbędnymi dokumentami, w tym ekspertyzą techniczną. Z tego ostatniego dokumentu ma wynikać, w jakim stanie jest nielegalny budynek. Taka samowola będzie mogła być sprzeczna z miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego.

– Abolicje i amnestie to nic nowego. Raz na jakiś czas się je wprowadza, a to zacierając kary, a to darowując przedsiębiorcom część składek ZUS. Jeżeli od 20 lat stoi budynek, który został nielegalnie np. rozbudowany, nic się z nim złego nie dzieje, nadzór budowlany się nim nie interesuje, nie rozpoczęto żadnych procedur – to spokojnie można go zalegalizować. A nie utrzymywać fikcję – uważa Krzysztof Lewandowski, wiceprezydent Zabrza.

Propozycję abolicji w pełni aprobuje również czytelnik „Rzeczpospolitej" z Krakowa.

– Od dawna czekam na takie przepisy. Przed laty w budynku usługowym nadbudowałem jedno piętro. Zrobiłem to, ponieważ szkoła językowa, którą prowadzę, miała coraz więcej słuchaczy, a brakowało miejsca na sale lekcyjne. Później okazało się, że przekroczyłem wskaźniki z miejscowego planu. Nie mam więc obecnie żadnych szans na legalizację tego piętra. Tymczasem budynek stoi od wielu lat i nic się złego z nim nie dzieje – tłumaczy Tomasz P.

Podobnego zdania jest Marek Poddany, deweloper oraz członek byłego zespołu doradczego ds. opracowania reformy procesu inwestycyjno-budowlanego do niedawna funkcjonującego przy Ministerstwie Inwestycji i Rozwoju. Jednak jego zdaniem problem jest bardziej złożony, bo samowola samowoli nierówna.

Pomoc – tak, ale nie dla każdego

– Nie wszystkie samowole budowlane popełniono rozmyślnie, z rażącym naruszeniem prawa. I w takim wypadku trzeba pomóc wyprostować sytuację prawną, nawet poprzez abolicję, ale nie tylko – podkreśla Marek Poddany.

– Zespół doradczy, w którym brałem udział, przygotował założenia zmian do prawa budowlanego. Przekazaliśmy je ministerstwu. Zaproponowaliśmy w nich wprowadzenie „żółtej kartki" . Ma polegać na tym, że jeśli powiatowy inspektor nadzoru dopatrzy się nieprawidłowości, najpierw wezwie inwestora do usunięcia naruszeń, wyznaczając mu jednocześnie termin. A dopiero później będzie karał. Dzięki temu naruszeń powinno być mniej – mówi Poddany. Dodaje jednak, że są również  takie przypadki jak te w Błotach Karwieńskich nad Bałtykiem, niedaleko wydm. W  pasie chronionym zostały wybudowane domy letniskowe z naruszeniem miejscowego planu.

– Takie przypadki trzeba zdecydowanie piętnować – uważa Poddany. I podkreśla: – Dziś trudno rozebrać budynek postawiony niezgodnie z prawem. Właściciele wykorzystują wszelkie możliwe kruczki prawne. Przykładem jest m.in. słynny warszawski hotel Czarny Kot. Wyjściem byłoby wprowadzenie opłaty towarzyszącej wydaniu nakazu rozbiórki oraz obciążenie hipoteki nieruchomości wybudowanej z naruszeniem prawa. Płaciłby ją za każdy rok nielegalnego korzystania z nieruchomości jej właściciel. Po 20, 30 latach wartość takiej opłaty przekroczyłaby wartość nieruchomości, która przeszłaby na własność państwa, a ono mogłoby ją zlicytować. Wówczas nikomu nie opłacałoby się naruszać prawa.

Pomysł wprowadzenia abolicji aprobuje Piotr Kłodziński, prezes Spółdzielni Mieszkaniowej Energetyka w Warszawie.

– Jeżeli osoba, która popełnił samowolę budowlaną, przedstawi ekspertyzę, że nie zagraża ona życiu ani zdrowiu ludzi, nie widzę powodu, by nie wyprostować sytuacji prawnej danej nieruchomości. Sporo mieliśmy np. problemów z samowolnie zabudowywanymi korytarzami przez lokatorów. W większości wypadków udało się je zalegalizować – wyjaśnia Kłodziński.

Innego zdania jest Wojciech Gwizdak, architekt.

– Jestem przeciwnikiem abolicji. Nie powinno się budować wbrew miejscowym planom zagospodarowania przestrzennego oraz przepisom powszechnie obowiązującym – mówi Gwizdak.

Zła nauka i zły przykład dla społeczeństwa

– Rząd raczej powinien rozważyć zmianę zasad legalizacji samowoli budowlanych. Obniżyć opłatę legalizacyjną albo zmienić zasady jej ustalania. A nie uczyć społeczeństwo, że naruszanie przepisów nie jest niczym złym. Po co załatwiać formalności, budować na podstawie projektu budowlanego, skoro za kilka lat będzie abolicja i wszystkie naruszenia pójdą w niepamięć – twierdzi Gwizdak.

Podobnego zdania jest Bogdan Dąbrowski, radca prawny w Urzędzie Miasta w Poznaniu.

– Nie popieram abolicji, ponieważ jest niebezpieczna. Podam przykład. W Poznaniu dużym problemem jest nielegalna rozbudowa altan stojących na terenie ogrodów działkowych. Powinny mieć one maksymalnie 35 mkw. I nie wolno w nich na stałe mieszkać. Tymczasem wiele osób zwiększa ich powierzchnię do 55 mkw. Co więcej, na stałe w nich mieszka, choć to zabronione. Gdyby abolicja weszła w życie, doszłoby do legalizacji tych domów. W efekcie ogrody działkowe straciłyby swój dotychczasowy charakter. Stałyby się działkami budowlanymi. Czy o to właśnie chodzi pomysłodawcom? – pyta radca prawny i odpowiada: – Chyba nie.

Uwag pod adresem abolicji jest więcej.

– Przecież całkiem niedawno była abolicja. Wprowadziła ją nowelizacja prawa budowlanego z 10 maja 2007 r. Dotyczyła ona samowoli popełnionych między 31 grudnia 1994 r. a 11 lipca 1998 r . Warunek był jeden: nadzór budowlany nie rozpoczął żadnego postępowania w sprawie tej samowoli przed 11 lipca 2003 r. Okres abolicji był bardzo krótki, niewiele osób o niej wiedziało. Dlatego tylko nieliczni z niej skorzystali. Jaka tym razem będzie skala abolicji, nie wiem. W dużych miastach na pewno niewielka, bo trudniej w nich ukryć naruszenie prawa. Inaczej to wygląda w mniejszych miejscowościach, czyli tam, gdzie stosunki sąsiedzkie są poprawne i nie wypada donosić na sąsiada – mówi mecenas Dąbrowski.

Dodaje, że abolicja sprzed kilku lat szanowała prawo.

– Pozwalała na bezpłatną legalizację tylko wtedy, gdy nie doszło do złamania przepisów oraz miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego. W wypadku ostatniej propozycji ministerstwa tak nie będzie. A tego rodzaju praktyk nie powinno się pochwalać – uważa Dąbrowski.

A gdzie ład przestrzenny

Propozycja resortu nie podoba się też samorządom, zwłaszcza to, że będzie można wyprostować sytuację prawną budynku wybudowanego wbrew miejscowym planom zagospodarowania przestrzennego, czyli przepisom prawa miejscowego. – Konstytucja przyznaje gminom władztwo planistyczne. Dzięki niemu mają prawo kształtować swoją przestrzeń. Tymczasem dzięki abolicji tak nie będzie. Będzie można naruszać postanowienia planu. Nie powinno się tego aprobować – tłumaczy Bogdan Dąbrowski.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA