Nieruchomości TV

Płochocki: Rachunek otwarty lepiej chroni, gdy dochodzi do upadku banku

materiały prasowe
W razie upadłości banku za wypłatę środków zgromadzonych na rachunkach odpowiada Bankowy Fundusz Gwarancyjny. Gwarancja sięga kwoty 100 tys. euro - mówi Konrad Płochocki, dyrektor generalny Polskiego Związku Firm Deweloperskich.

Nie cichną komentarze związane z tzw. taśmami Czarneckiego. Jak na te rewelacje zareagowała branża deweloperska, biorąc pod uwagę, że należący do Leszka Czarneckiego Getin Nobel Bank to podmiot, z którym bardzo często współpracuje, realizując inwestycje?

Konrad Płochocki, dyrektor generalny Polskiego Związku Firm Deweloperskich: Rzeczywiście, pozycja Getin Noble Banku od wielu lat była bardzo wyraźna na rynku deweloperskim, zarówno jeżeli chodzi o prowadzenie rachunków powierniczych, jak i o finansowanie samych deweloperów. Polski Związek Firm Deweloperskich od 13 lat prowadzi regularne badania, tzw. ranking banków. Od pięciu lat Getin Bank co roku wygrywał zestawienie jako bank najbardziej przyjazny inwestorom. Co ciekawe, od dwóch lat jego udział w rynku wśród ankietowanych deweloperów był także najwyższy.

Było zatem nerwowo?

Podchodzimy do sprawy ze spokojem. Natomiast faktycznie pewne zaniepokojenie dało się zauważyć przede wszystkim u klientów, którzy wpłacali pieniądze na rachunek powierniczy prowadzony przez ten bank. Pytano, czy ich środki są bezpieczne. Co stanie się z pieniędzmi, gdy zrealizuje się najczarniejszy ze scenariuszy i bank upadnie.

A odpowiedź pewnie wcale nie jest taka prosta i zależy od sposobu przechowywania pieniędzy.

Zgadza się. Od 2012 roku, czyli od momentu wejścia w życia tzw. ustawy deweloperskiej, jeżeli klient kupuje od dewelopera mieszkanie, które jest jeszcze w budowie, a firma chce pobierać jakieś zaliczki od klienta na jego poczet, musi stosować rachunek powierniczy otwarty bądź zamknięty. Różnią się one momentem, w którym pieniądze za mieszkanie trafiają do dewelopera. W przypadku rachunku otwartego deweloper na bieżąco otrzymuje zapłatę za część wykonanych prac – po przeprowadzonej kontroli przez bank. Natomiast w przypadku rachunku zamkniętego, klient wpłaca środki do banku, a te są wypłacane dopiero po wybudowaniu i przeniesieniu mieszkania na docelowego kupującego. Na szczęście na rynku zdecydowana większość rachunków to rachunki otwarte.

Dlaczego na szczęście?

Ponieważ w razie upadłości banku za wypłatę środków zgromadzonych na rachunkach odpowiada Bankowy Fundusz Gwarancyjny. Gwarancja sięga kwoty 100 tys. euro.

To żadna rewelacja, jeśli wziąć pod uwagę ceny mieszkań w Warszawie...

Oczywiście. Warto jednak zauważyć, że na rachunku otwartym praktycznie nigdy nie znajdują się tak duże kwoty, bo środki są na bieżąco „wbudowywane" w nieruchomość. W związku z czym ryzyko, że w momencie upadłości na rachunku otwartym byłaby zgromadzona kwota powyżej 100 tys. euro, jest bliskie zera. W przypadku rachunku zamkniętego sytuacja jest trudniejsza. Jeżeli jesteśmy już na końcowym etapie budowy, a bank upadnie, BFG gwarantuje wypłatę tylko do pierwszych 100 tys. euro. Cała nadwyżka niestety będzie przepadać.

Wynika z tego, że dla konsumentów bezpieczniejszy paradoksalnie jest rachunek otwarty. Co kłóci się z tym, o czym od ponad roku mówi prezes UOKiK, który dąży do tego, by rachunki otwarte bez zabezpieczeń zniknęły z obrotu.

Tak. Ten przykład pokazuje, że rachunek otwarty równoważy w większym stopniu bezpieczeństwo nabywcy, jeśli chodzi o ewentualną upadłości tak dewelopera, jak i banku.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL