fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Motobiznes

Unia wymieni tiry z dieslem na elektryki

Adobe Stock
Za dziesięć lat w krajach UE będzie jeździć 526 tys. elektrycznych ciężarówek, z tego 43 tys. z polską rejestracją – prognozuje Transport & Environment.

W przyszłym roku Unia Europejska powinna narzucić największym aglomeracjom budowę infrastruktury do ładowania elektrycznych ciężarówek. Dzięki temu dałoby się ograniczyć emisję CO2 pochodzącą z transportu drogowego nawet o jedną piątą – wynika z analiz brukselskiej organizacji Transport & Environment. Inwestycja miałaby kosztować 28 mld euro.

40 tys. ładowarek

W raporcie, do którego dotarła „Rzeczpospolita", przedstawiono analizę dróg najczęściej używanych do transportowania towarów oraz wyznaczono 173 miejsca na terenie krajów członkowskich, gdzie powinny znaleźć się stacje ładowania. W Polsce to Gdańsk, Katowice, Kraków, Łódź, Poznań, Szczecin, Wrocław i Warszawa, a także mniejsze miasta na terenie Śląska: Rybnik, Sosnowiec, Tychy i Bytom.

– Przed tymi miastami stoi ogromne wyzwanie, bo do planów elektryfikacji transportu publicznego i rozwijania sieci ładowarek dla samochodów osobowych powinny jak najszybciej dodać także infrastrukturę do ładowania pojazdów ciężkich – mówi Urszula Stefanowicz z Polskiego Klubu Ekologicznego Okręgu Mazowieckiego.

Według T&E nowelizacja dyrektywy w sprawie rozwoju infrastruktury paliw alternatywnych (AFID), zaplanowana na I kw. 2021 r., powinna skoncentrować się na elektryczności. Dyrektywa powinna zostać przekształcona w rozporządzenie w sprawie infrastruktury zeroemisyjnej, skupiające się na energii elektrycznej i zielonym wodorze. Miałoby określić cele dla upowszechnienia infrastruktury ładowania ze szczególnym uwzględnieniem węzłów miejskich.

W całej UE należałoby postawić ok. 40 tys. ładowarek dla samochodów ciężarowych – w centrach logistycznych oraz miejscach dostępnych publicznie. Taka liczba punktów ładowania umożliwiłaby obsługę 500 tys. e-ciężarówek. T&E szacuje, że dzięki temu udział bezemisyjnych kursów w łącznej liczbie przejazdów mógłby w ciągu najbliższych dziesięciu lat wzrosnąć do 43 proc.

– Elektryczne ciężarówki są czyste, tańsze w eksploatacji i dostępne już dziś. Jednak brak europejskiej strategii odnośnie do infrastruktury do ładowania i niedostateczna podaż pojazdów blokują ten segment rynku – twierdzi Lucien Mathieu, analityk ds. transportu i elektromobilności T&E.

Według Rafała Bojczuka z Fundacji Promocji Pojazdów Elektrycznych ważnym elementem promocji zeroemisyjnych ciężarówek będzie ustanawianie w polskich miastach stref czystego transportu. – Jeśli takie strefy zostaną wyznaczone, stworzymy popyt na takie pojazdy. Budowa infrastruktury ładowania w centrach logistycznych będzie wtedy o wiele bardziej efektywna – podkreśla Bojczuk.

Pod napięciem

Elektryczne ciężarówki już jeżdżą. W 2018 r. swoje pierwsze modele pojazdów wyposażonych w napęd elektryczny wprowadziło na rynek Volvo Trucks. Mają ładowność od 16 do 27 ton i zasięg do 300 km. Pod koniec 2020 r. ma wejść do produkcji elektryczny ciągnik siodłowy Tesla Semi. W marcu tego roku produkcję elektrycznych ciężarówek rozpoczęło Renault Trucks, a do seryjnej produkcji elektrycznego modelu Actros przymierza się Daimler.

W Niemczech rozważa się m.in. budowę sieci trakcyjnej na 3,2 tys. km tras, w której ciężarówki mogłyby ładować baterie. Inwestycja kosztująca ok. 7 mld euro przyczyniałaby się do zmniejszenia emisji CO2 o jedną piątą, gdyby z trakcji korzystali tylko niemieccy kierowcy. Doliczając e-ciężarówki z innych krajów, redukcja emisji byłaby większa.

W ub. roku w Hesji otwarto pierwszy testowy odcinek autostrady dla ciężarówek napędzanych prądem z biegnących górą przewodów.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA