Mieszkaniowe

O budowie zdecydują radni

Propozycja ministerstwa jest taka, by inwestor zgłaszał wniosek o budowę do prezydenta miasta, a ten kierował go do rady.
AdobeStock
Jest nowa wersja projektu specustawy mieszkaniowej.
Ministerstwo Inwestycji i Rozwoju zdecydowało się pójść na rękę samorządom i zmieniło projekt specustawy mieszkaniowej. Teraz to rady miast będą decydować, czy na ich terenie wolno wybudować bloki czy nie. Projekt nadal wywołuje jednak kontrowersje. Wątpliwości mają zarówno prawnicy i eksperci, jak i deweloperzy.

Wojewoda na aucie

Chodzi o projekt ustawy w sprawie ułatwień w przygotowaniu i realizacji inwestycji mieszkaniowych oraz inwestycji towarzyszących, czyli tzw. specustawy mieszkaniowej. Przewiduje on szybką ścieżkę pozyskiwania gruntów pod nowe budynki wielorodzinne, ale tylko w granicach administracyjnych miast. Obecnie brakuje terenów pod budownictwo mieszkaniowe. Pierwotnie projekt przewidywał, że wojewoda będzie wydawał decyzje lokalizacyjne w sprawie budowy bloków. Władze miasta miały jedynie wydawać opinię inwestorowi w tej sprawie. Swoją decyzję wojewoda miał prawo wydać, nawet jeżeli miejscowy plan przewidywał całkowicie inne przeznaczenie dla danej działki.
Ministerialna propozycja przewiduje, że to rada gminy (miasta), a nie wojewoda, zdecyduje, czy można w danym miejscu postawić bloki czy też nie. W tym celu inwestor ma złożyć wniosek do wojewody (burmistrza, prezydenta miasta), a ten przekaże go radzie gminy (miasta). Wcześniej musi go zamieścić w biuletynie informacji publicznej na stronie internetowej urzędu. Przez 21 dni można wnosić uwagi do wniosku – na papierze lub online. Wójt (burmistrz, prezydent miasta) ma obowiązek przekazać wniosek do zaopiniowania wszystkim zainteresowanym instytucjom, m.in. wojewódzkiemu konserwatorowi zabytków etc. Następnie wniosek trafi do radnych i to oni zdecydują w formie uchwały, czy na danym terenie wolno pobudować bloki. Na podjęcie uchwały mają mieć 60 dni od złożenia wniosku przez dewelopera. Projekt przewiduje również długą listę warunków, jakie musi spełnić dana inwestycja, by radni się na nią zgodzili. Wśród nich jest m.in.: dostęp do mediów, do drogi publicznej, do komunikacji miejskiej, przedszkola i szkoły. Te ostatnie trzy warunki projekt przewidywał już wcześniej. Nowością jest to, że wymagana od inwestora odległość ma zależeć od wielkości miasta. W miastach powyżej 100 tys. mieszkańców odległość między nowymi blokami a przystankiem powinna wynosić nie więcej niż 500 m, a w mniejszych – kilometr. Podobne rozróżnienie jest przewidziane dla szkół i przedszkoli. W miastach powyżej 100 tys. mieszkańców te placówki powinny leżeć w odległości do 3 km od osiedla, a w pozostałych – 1,5 km. Projekt nadal zezwala na wydawanie decyzji sprzecznych z ustaleniami miejscowych planów. Muszą być one jednak zgodne ze studium. Od tej zasady będzie wyjątek w wypadku gruntów kolejowych, poprzemysłowych czy pocztowych. Tam będzie można budować nawet wtedy, gdy zabrania tego studium.

Będzie brzydziej?

Polski Związek Firm Deweloperskich ma mieszane odczucia co do nowej wersji projektu. – Cieszymy się, że będą ułatwienia w pozyskiwaniu gruntów pod budownictwo mieszkaniowe. Mamy nadzieję, że deweloperzy będą mogli z nich korzystać – mówi Konrad Płochocki, dyrektor generalny Polskiego Związku Firm Deweloperskich. – Nadal negatywnie oceniamy propozycję zezwalającą na realizację inwestycji wbrew miejscowym planom. Wiąże się z nią ogromne ryzyko, że przestrzeń wokół nas przestanie być przewidywalna. Dziś plan daje poczucie bezpieczeństwa, że wiemy, co powstanie w najbliższej okolicy – tłumaczy dyrektor Płochocki. Podobnego zdania jest Mariola Berdysz, dyrektor fundacji Wszechnica Budowlana.– Specustawa zezwala też na nadbudowę i rozbudowę istniejących już budynków wbrew ustaleniom miejscowego planu. Oznacza to, że nagle na osiedlu willowym zacznie się nadbudowywać o kilka pięter domy. I nie będzie to miało nic wspólnego wspólnego z ładem przestrzennym. Gdzie w tym wszystkim ochrona krajobrazu, dbałość o estetykę? – zastanawia się Mariola Berdysz. Projekt chwali Bogdan Dąbrowski, radca prawny w Urzędzie Miasta w Poznaniu. Zwraca jednak uwagę, że łatwo będzie można zablokować przekwalifikowanie gruntów. – Nowa wersja projektu jest o wiele lepsza od poprzedniej. Ale... Od uchwały rady będzie można się odwołać. Będzie mógł to zrobić nie tylko inwestor, ale i osoby trzecie – tłumaczy mec. Dąbrowski. Polskiemu Związkowi Firm Deweloperskich nie podoba się również propozycja dotycząca odrolnienia gruntów rolnych. – Wszystkie grunty rolne położone w granicach administracyjnych miast powinny zostać odrolnione z chwilą wejścia w życie tych przepisów, a nie tylko inwestycje mieszkaniowe realizowane w trybie specustawy. Dzięki temu ograniczony zostałby problem rozlewania się miast – przekonuje dyrektor Płochocki. ©?
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL