fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Medycyna i zdrowie

Liczba plemników maleje. To wina tworzyw sztucznych?

AdobeStock
Z badania przeprowadzonego przez naukowców z Nottingham University wynika, że substancje chemiczne w środowisku niszczą jakość plemników.

Biolodzy z Nottingham University odkryli, że substancje chemiczne powszechnie występujące w środowisku domowym, szkodzą jakości nasienia zarówno mężczyzn, jak i psów. Chodzi o ftalan dietyloheksylu (DEHP), wykorzystywany do uelastycznienia nowych tworzyw sztucznych oraz polichlorowany bifenyl 153 (PCB153), występujący w starszych tworzywach sztucznych i sprzęcie elektrycznym. Produkty z PCB przestano produkować pod koniec lat siedemdziesiątych ze względu na zagrożenie dla zdrowia, w tym zwiększone ryzyko zachorowania na raka, zaburzenia hormonalne, uszkodzenia wątroby i deficyty behawioralne lub poznawcze u dzieci narażonych na działanie substancji chemicznych w macicy. Substancja ta wciąż utrzymuje się jednak w środowisku.

Badanie naukowców z Nottingham jest tylko jednym z wielu badań wskazujących, że ilość męskiego nasienia maleje i jest ono coraz gorszej jakości. Badania sugerują, że w ciągu ostatnich 50 lat liczba plemników spadła o połowę oraz, że są one coraz bardziej „powolne” lub obarczone wadami genetycznymi.

Dokładna przyczyna tego spadku nie jest do końca wyjaśniona, ale jednym z negatywnych czynników może być coraz bardziej niezdrowy styl życia. W grę wchodzą tu te same czynniki, które wpływają także na ogólny stan naszego zdrowia - palenie tytoniu, stres i alkohol lub choćby rekreacyjne zażywanie narkotyków. Badacze podejrzewają jednak, że ??jedną z przyczyn mogą być również pozostałości chemiczne w środowisku. Wyniki badań pokazały, że ekspozycja na substancje chemiczne w środowisku zmniejsza ruchliwość plemników i przenoszoną w nich fragmentację DNA. - Liczba próbek nasienia w badaniu, dziewięć od mężczyzn i jedenaście od psów, jest zbyt mała, aby wyciągnąć wnioski na temat przyczyny i skutku - powiedział główny autor badania, Richard G. Lea, profesor biologii reprodukcyjnej na Uniwersytecie Nottingham. - Oczywiście, musimy być ostrożni opierając badania na tych liczbach. Jednak nasze dane zwiększają wagę dowodów na to, że chemikalia w środowisku domowym szkodzą nasieniu - podkreślił. Jak zaznaczył, „ze względu na to, że psy mieszkają w naszych domach, narażone są na te same zanieczyszczenia chemiczne, co ludzie”. Dodał również, że w badaniu nasienia zebranego od psów reprodukcyjnych w 2016 roku, zespół naukowców odkrył, że liczba dobrej jakości plemników zmniejszyła się o 30 proc. w ciągu 26 lat. - Zmniejszająca się liczba plemników jest wskaźnikiem, że w naszym nowoczesnym środowisku lub stylu życia jest coś bardzo złego - powiedział dr Hagai Levine, naukowiec z Izraela. - Musimy zidentyfikować przyczyny i to naprawić. W przeciwnym razie jest to niebezpieczne dla naszej przyszłości i może to być nieodwracalne - dodał. 

Zdaniem badaczy, jednym z problemów jest z pewnością sposób, w jaki obecnie pracujemy i żyjemy. Zaznaczają oni, że stres i siedzący tryb życia nie mają dobrego wpływu na nasienie. Dodatkowo, szkodliwe jest także palenie papierosów, picie alkoholu lub zażywanie narkotyków. Jedno z badań wykazało, że regularne palenie marihuany (częściej niż raz w tygodniu) obniża liczbę plemników u młodych mężczyzn, a efekt ten nasila się, gdy zażywają oni także inne narkotyki.

Istnieje również coraz większa zgoda co do tego, że niektóre substancje chemiczne występujące w produktach codziennego użytku, takich jak plastikowe butelki, metalowe puszki na żywność, detergenty, żywność, zabawki, czy kosmetyki, mogą wpływać na zdrowie reprodukcyjne człowieka. Te substancje chemiczne, określane jako „substancje zaburzające gospodarkę hormonalną”, zakłócają naturalny układ hormonalny organizmu, na przykład blokując produkcję lub działanie testosteronu. - Negatywne efekty mogą rozpocząć się już wtedy, gdy niemowlęta wciąż rozwijają się w łonie matki - zaznaczył Niels Skakkebak, profesor Uniwersytetu w Kopenhadze. Jak podkreślił, słaba jakość plemników wiąże się ze zwiększonym ryzykiem raka jąder, a także z ryzykiem wrodzonych wad reprodukcyjnych. Jedna z teorii głosi, że wszystko to związane jest z narażeniem kobiety w ciąży na zanieczyszczenia środowiska, gdy rozwijają się organy płciowe dziecka. 

Substancje zaburzające gospodarkę hormonalną mogą wpływać jednak również na plemniki u dorosłych mężczyzn.

Substancje chemiczne z tworzyw sztucznych są szczególnie groźne, gdyż są wszechobecne. Około dwie trzecie wyprodukowanego plastiku zostało uwolnione do środowiska. Pojawia się on w postaci drobnych cząstek w powietrzu, wodzie i glebie, a tworzywa te zbierają się później w tkankach i płynach w naszych organizmach. Lea podkreślił, że skupił się na dwóch związkach, które „konsekwentnie pojawiały się” w jego analizie. - Prawda jest taka, że ??patrzyłem tylko na dwie substancje chemiczne, ale żyjemy w mieszance zanieczyszczeń - zaznaczył. 

W ubiegłym roku naukowcy, urzędnicy ds. zdrowia publicznego i lekarze z całego świata wydali oświadczenie wzywające rządy, środowiska naukowe i medyczne oraz organizacje, aby zwrócono szczególną uwagę na znaczenie męskiego zdrowia reprodukcyjnego. Apelowano również o przydzielenie zasobów na badanie tych problemów. 

- Najbardziej oczywistym problemem związanym ze spadkiem liczby plemników jest niepłodność. Nawet przy spadku liczby plemników większość mężczyzn ją zachowuje - powiedział Skakkebak. - Ale liczba urodzeń spada w krajach uprzemysłowionych od dziesięcioleci. Nie jest jasne, czy jest to całkowicie z wyboru - dodał. - Najnowsze badania sugerują, że 20-30 proc. młodych mężczyzn ma dziś liczbę plemników, która może już wiązać się ze zmniejszoną płodnością - zaznaczył. 

Obecnie szacuje się, że około 12-18 proc. par ma problemy z zajściem w ciążę. Nie ma jednak dobrych danych, które wskazują, jak to się zmienia w czasie. Większość badaczy postrzega spadek liczby ludności w krajach zachodnich jako niepokojący trend. Nie ma dowodów naukowych, które wiązałyby to konkretnie ze spadkiem jakości i ilości nasienia. - Widzę analogię do zmian klimatu w tym sensie, że mamy wyraźne naukowe oznaki problemu, bardzo poważny problem, który zagraża ludzkości - podkreślił Levine. - Nie podejmujemy jednak niezbędnych kroków, aby to odwrócić, a nawet po prostu zacząć rozumieć, co się dzieje - dodał. 

Źródło: The Guardian
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA