fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Lotnictwo

Gepard w fotelu, koty do klonowania, hektolitry szampana. Tak latają najbogatsi

Adobe Stock
Podczas pandemii COVID-19 ogromną popularność, zwłaszcza w bogatych krajach zyskały podróże wynajętymi samolotami. Wiadomo, że taka podróż jest znacznie bardziej kosztowna, niż lot normalnym rejsowym samolotem.

Ale praktycznie jest gwarancja, że dolecimy na czas, a rejs nie zostanie odwołany. No i w ten sposób ludzie, których na to stać unikają tłoku na lotniskach i zagrożenia zarażenia się COVID-19.

Bloomberg zebrał opowiadania pilotów i pracowników pokładu linii lotniczej zajmującej się wynajmowaniem samolotów. Kto nimi lata? Gwiazdy filmu, sportu, biznesmeni, którzy nie mają własnych maszyn, ale także osoby zamożne, które nawet normalnie poleciałyby zwyczajną linią lotniczą, ale mają coś nadzwyczajnego do przewiezienia.

Maska tlenowa dla pilota

Dziennikarz Bloomberga dołączył do załogi amerykańskiego JetSuite i przelatał z nimi tydzień. Co go najbardziej zdziwiło? Że seks na pokładzie nie jest niczym nadzwyczajnym. Że piloci muszą zakładać maski tlenowe, kiedy stewardesa smaży steki, bo cały dym idzie do kokpitu. I to w jakim stanie zostawia kabinę większość pasażerów. Oraz oczywiście zwierzęta na pokładzie. Takie, jak chociażby serwal, który nie mógł lecieć rejsowym lotem, bo nie było takiej klatki, w której mógłby rozprostować nogi. Trafił się również pies, którego właściciele zapłacili 175 tys. za lot Gulfstreamem G450. Leciał razem ze swoją nianią. Jego właściciele polecieli pierwszą klasą British Airways. Do często latających pasażerów JetSuite zalicza się pies rasy golden retriever, który nie może podróżować pod pokładem, bo strasznie się boi podróży lotniczych i uspokaja go jedynie, kiedy może położyć łapę na kolanie swojej właścicielki. Wyjątkowym pasażerem był też kot, który leciał przez Pacyfik do Korei do specjalisty od klonowania. Kilka miesięcy później, takim samym lotem, tyle że w odwrotnym kierunku, podróżowały kocięta wyglądające identycznie, jak ich bura matka.

Wnętrze luksusowego samolotu saudyjskiego księcia Al-Walida ibn Talala
Bloomberg

Największym wyzwaniem w transporcie zwierząt była dla załogi JetSuite podróż rodziny, która przemieszczała się z Zachodniego Wybrzeża USA na Hawaje i wiozła ze sobą cały zwierzyniec: 15 kotów, 8 psów, 5 papug i 6 fretek. Kiedy indziej leciał szczur Bob The Rat. Szczurek zazwyczaj podróżował razem ze swoją właścicielką albo siedząc jej na ramieniu, bądź w koszyku z jej ubraniami. Raz nie mogła go wziąć ze sobą na pokład, zostawiła Boba w domu z weterynarzem jako opiekunem, który co godzinę przysyłał zdjęcie szczurka. Na ostatnim nie wyglądał najlepiej. I rzeczywiście zdechł. Właścicielka Boba wymogła na załodze, żeby na płycie lotniska, po wylądowaniu czekał na nią nowy Bob. I czekał.

Bez czekolady i jagód

Każda podróż ze zwierzętami na pokładzie wymaga od zarządzających lotami zorganizowania szybkiego sprzątnięcia i odkażenia pokładu. Dodatkowy koszt w takim wypadku wynosi 1000 dolarów. Załogi przyznają jednak, że znacznie większe spustoszenie potrafi zrobić kilkoro dzieci. Podczas jednego z rejsów „poszli całym Picasso", porysowali i pomalowali wszystkie ściany i meble. Koszt odnowienia wnętrza kabiny? Ponad 25 tys. dolarów.

Kabinę łatwo też jest zapaćkać jedzeniem. Dlatego przygotowujący menu starają się unikać umieszczania w nim jagód, czekolady i sosu sojowego, a potrawy dobierane są tak, aby raczej pasowało do nich białe, a nie czerwone wino. Nie zawsze się to udaje, bo pasażerowie często wybierają sushi, a jeden z ważnych biznesmenów z Doliny Krzemowej uparcie polewał sosem sojowym rybę z ryżem, trzymając wysoko butelkę. W drugiej ręce trzymał kieliszek pełen caberneta. Jakby tego było mało, to jeszcze najbardziej lubił jeść na leżąco. Załoga JetSuite z ulgą przyjęła wiadomość, że temu panu ostatnio interesy poszły fatalnie i nie będzie przez jakiś czas latał prywatnymi odrzutowcami.

Jeden z pracowników JetSuite zapytany czy takie zachowanie należy do rzadkości, powiedział, że zdecydowanie nie. — Większości właścicieli start-upów przewraca się w głowach, kiedy zobaczą pierwsze duże pieniądze. Wtedy także robią się agresywni i roszczeniowi — mówił.

Wnętrze luksusowego Dassault Aviation SA Falcon 8X
Bloomberg

Kto jest najgorszy

Najgorsi pasażerowie latają jednak do Las Vegas. Mimo, że na pokładach, także prywatnych lotów, obowiązuje całkowity zakaz palenia, rzadko jest on przestrzegany. Hazardziści potrafią zachowywać się chamsko, fatalnie traktują załogi. Piloci i stewardzi przyznają, że są gotowi zrezygnować z zarobku, załatwić sobie zwolnienie lekarskie, żeby tylko ich nie wozić i nie obsługiwać. Natomiast ulubionymi pasażerami są najczęściej aktorzy i piosenkarze. Zdarza się, że dla gwiazd samoloty JetSuite są wynajmowane na całe tournée. Amy Zdrakas, stewardesa w tej linii przypomina sobie, że jedną z takich gwiazd tak polubiła, że kiedy okazało się, że diva zostawiła misia w samolocie, bez problemu zawiozła go do hotelu. Bo diva bez misia nie mogła zasnąć.

— Ale — zastrzega się Amy Zdrakas — o ile artyści potrafią być przemili, o tyle ich asystenci potrafią nieźle zajść za skórę. To ludzie najczęściej w wieku ok. 30 lat i sprawiają wrażenie stale niezadowolonych. W 85 procentach przypadków ich zachowanie pogarsza sytuację jeszcze bardziej. Rozumiem, że kiedy ekipa wsiada do samolotu, to chcą mieć lampę z dyskoteki, czy też cały pokład podświetlony na niebiesko. To wszystko jest do zrobienia. Ale nie cierpią, kiedy mi się mówi, że jako pracownik pokładu nie mam prawa patrzyć gościom w oczy — dodaje.

No i oczywiście są jeszcze wymagania dietetyczne. Organizatorzy lotu dowiadują się np. że w menu nie może być węglowodanów czy glutenu. A potem gość wsiada i domaga się pizzy. Wiadomo również, że jeśli jeden z aktorów podróżuje bez żony, to najchętniej zje hamburgera z frytkami. Jeśli leci z żoną wszystko musi być beztłuszczowe, bezglutenowe, bezcukrowe.

Kolejny kłopot, to bagaż. Na takich lotach limitowany jest jedynie udźwigiem samolotu i wielkością luku. Kiedyś pilotów JetSuite zdziwiło, że mają zostawić pasażera w środku Arizony, gdzie nie było jakichkolwiek osiedli, tylko pas startowy. I z tego samego miejsca odebrać go po tygodniu. Wielkie było ich zdziwienie, kiedy pasażer pojawił się tam z nieżywym łosiem i domagał się załadowania zwierzęcia na pokład. Łoś ważył ponad 300 kilo i trzeba go było na płycie poćwiartować, żeby mógł zmieścić się do luku bagażowego.

Zdarza się również, że prywatne odrzutowce wykorzystywane są do przeprowadzek. Pilot JetSuite, Andrew Adair wspomina podróż z rodziną, która leciała z Teksasu do Cabo w Meksyku i na pokład wniosła wysokiej klasy telewizor, mikser, żelazka, kuchenki mikrofalowe, a nawet druciane wieszaki na ubrania. — Rozumiem, że telewizor wysokiej klasy w Meksyku może być trudno kupić, ale czy naprawdę nie ma tam ani żelazek, ani wieszaków? Nie taniej było to wszystko wysłać FedExem?

Dlaczego tak drogo

W USA catering na rejsach prywatnymi odrzutowcami zdominowany jest przez jedną firmę Air Culinaire Worldwide. To prawdziwa sztuka samolotowego jedzenia, ale i ceny są niebotyczne. Zacznijmy od tego, że zwykła cytryna dostarczona przez ACW kosztuje 18 dolarów. Dlaczego jest tak drogo? Wcale nie dlatego, że ACW ma monopol, tylko przepisy amerykańskie nie zezwalają na wwożenie jakiejkolwiek świeżej żywności na swoje terytorium, więc wszystko, co zostało na pokładzie (a jest zawsze za dużo, bo nie może zabraknąć) musi zostać zniszczone. To, dlatego śniadanie dla dwóch osób składające się z płatków, świeżego soku pomarańczowego, czterech muffinków, soku pomidorowego i kawy, to wydatek 380 dol. Śniadanie i lunch dla podróżujących 9 osób? — 6,8 tys. dol. Butelka szampana kosztuje 10 razy tyle, ile na półce sklepowej.

A dlaczego loty samolotami do wynajęcia kosztują tak drogo? Bo jest to bardzo skomplikowany biznes. Wystarczy, że na pokładzie zepsuje się ekspres do kawy, samolot jest uziemiony. Czasami musi stać na ziemi i czekać na klienta. Wtedy nie zarabia. A bardzo często trafiają się załogom tzw. empty legs, czyli rejsy bez pasażerów, bo kogoś odwieźli, a nikt nie chciał wracać. Stąd ceny są wysokie, a zyski niekoniecznie.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA