fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Lotnictwo

Mimo kryzysu LOT nadal bez pomocy publicznej

Fotorzepa, Robert Gardziński
W związku z pandemią europejskie linie lotnicze dostały od swoich państw w sumie 50 mld euro pomocy. Dlaczego wśród nich nie ma LOT-u?

Z nieoficjalnych informacji wynika, że wniosek o taką pomoc dla PLL LOT do Brukseli jeszcze z Warszawy nie został wysłany. Nie wiadomo także, jakie straty przyniosła polskiemu przewoźnikowi pandemia Covid-19.

W odpowiedzi na pytanie o wysokość strat związanych z uziemieniem samolotów biuro prasowe firmy odpowiada: „LOT nie publikuje cząstkowych wyników finansowych. Wskazywane przez »Rzeczpospolitą« dane będą publikowane po zaudytowaniu w sprawozdaniu finansowym za 2020 r.". Nie są również znane wyniki finansowe za 2019 rok, nad którym ciążył kryzys związany z uziemieniem B737 MAX i konieczność napraw silników Rolls Royce w dreamlinerach.

Z wypowiedzi Jacka Sasina, ministra aktywów państwowych, wynika, że rząd czeka nie tylko na zakończenie negocjacji LOT-u z firmami leasingowymi, ale i daleko posunięte cięcie kosztów w samej spółce. Trwają negocjacje z personelem pokładowym i pilotami zatrudnionymi na etatach. Zatrudnieni na zasadzie B2B już latają na nowych warunkach.

Przez ten etap przeszła już większość linii w Europie, które zmniejszyły zatrudnienie i odstawiły flotę, a co się dało, oddały firmom leasingowym. Norwegian w zamian za spłatę rat oddał leasingodawcom udziały w firmie.

Czytaj także: Po co powstało LOT Polish Airlines. LOT dementuje plotki

– Dzisiaj nic jeszcze nie wiadomo na pewno, a pandemia się jeszcze nie zakończyła. Decyzja o wystąpieniu do Komisji Europejskiej o zgodę na pomoc publiczną powinna zostać podjęta, kiedy będą znane straty, jakie poniósł przewoźnik i ile jest w stanie oszczędzić – mówi Jacek Krawczyk, ekspert lotniczy. – Jeśli spółka nadal może finansować działalność z zapasów gotówki bądź z innych źródeł, to jest to zachowanie racjonalne – dodaje.

LOT traci na rejsach krajowych, ale zarabia na repatriacyjnych i wozi nie tylko Polaków. W ostatnią niedzielę zawiózł z Warszawy do Tajpej, stolicy Tajwanu, ponad 100 Tajwańczyków pracujących w Polsce. Tego samego dnia dreamliner poleciał na Sri Lankę i tam wozi cargo.

– Gdyby pieniędzy LOT potrzebował natychmiast, zapewne rząd z takim wnioskiem by wystąpił. W zasadzie pomoc publiczna powinna być jednorazowa, a nie rozciągnięta w czasie. Nie jestem pewien, czy rzeczywiście nie będzie drugiej fali pandemii – podkreśla Jacek Krawczyk.

Z tą opinią zgadza się Adrian Furgalski, ekspert rynku lotniczego. – Nie sądzę, by chodziło o pieniądze, bo tyle, ile potrzebuje LOT, z pewnością by się znalazło w formie gwarancji bądź innych metod wsparcia. Moim zdaniem linia ma jeszcze pieniądze. Choćby z tego, że dysponuje gotówką klientów, bo wiele osób czeka na zwrot biletów na rejsy, które się nie odbyły. Sam jestem w takiej sytuacji – mówi Furgalski. Jego zdaniem decyzja założenia 29 maja przez Polską Grupę Lotniczą spółki LOT Polish Airlines jest próbą nacisku na kooperantów, zwłaszcza na firmy leasingujące. Negocjuje z nimi nie tylko LOT, a leasingodawcy nie są skorzy do zmniejszania rat czy jakichkolwiek wakacji.

– Negocjacje leasingowe są podstawą w działalności linii lotniczej. Ale też trzeba pamiętać, że LOT ma umowy długoterminowe i budowa dobrych relacji opiera się na wieloletnich kontaktach. Takie relacje można sobie bardzo łatwo zepsuć – mówi Krawczyk. – Świat leasingodawców nie jest duży i bardzo łatwo można tam trafić na czarną listę, której oficjalnie nie ma, ale na tym rynku wszyscy wszystkich znają. Wywierać presję? Tak, ale nie w taki sposób, by wybiegała poza ramy negocjacyjne. Bo na tym rynku nie zostałoby to dobrze przyjęte, więc może się okazać kosztowne – ostrzega.

Zdaniem Adriana Furgalskiego stworzenie tej spółki jest formą nacisku na kooperantów LOT-u, którzy nie chcą rozmawiać. – To nie jest niczym nadzwyczajnym w świecie lotniczym. Wydaje mi się jednak, że wszystkie scenariusze trzeba mieć na biurku rozpatrzone i w odpowiednim momencie użyć scenariusza właściwego. Nie ma jednak podstaw do tego, żeby samoloty z żurawiem na ogonie przestały latać – uważa Adrian Furgalski.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA