fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Lotnictwo

Piloci masowo pozywają Boeinga za ukrywanie wad samolotu

Bloomberg
Ponad 400 pilotów, którzy latali za sterami boeingów 737 MAX, złożyło pozwy przeciwko producentowi za ukrywanie wad tego modelu.

Na razie wiadomo jedynie, że jeden ze skarżących pilotów jest Kanadyjczykiem, ale nie chce ujawnić swojego nazwiska z powodu obaw o zemstę ze strony Boeinga. Pozostali mają pracować w jednej z największych linii lotniczych na świecie — informuje Australian Broadcasting Corporation. Mogą to więc być albo zatrudnieni w American Airlines, albo w Southwest Airlines. 

Piloci w pozwie obwiniają Boeinga również o straty finansowe, ponieważ maszyny zostały uziemione, więc oni nie mają pracy, a także i o to, że muszą się borykać z niepewnością co do swojej przyszłej pracy. Nie są przy tym jedynymi, którzy pozwali Boeinga po 2 katastrofach w Indonezji oraz w Etiopii i dołączyli do linii lotniczych oraz rodzin 346 ofiar, które zginęły w katastrofach 29 października 2018 r., kiedy samolot Lion Air spadł do Morza Jawajskiego i 10 marca, kiedy Ethiopian Airlines runął na ziemię tuż po starcie z lotniska w Addis Abebie.

Czytaj także: Boeing pójdzie za radą Trumpa? Rozważa zmianę nazwy MAX 

400 pilotów, którzy chcą odszkodowań od Boeinga, reprezentują dwie kancelarie prawne - australijska i amerykańska z siedzibą w Chicago, gdzie Boeing ma swoją centralę. Zdaniem prawników w odszkodowaniach mówi się o „milionach dolarów”, ponieważ uziemienie MAX-ów po marcowej katastrofie Ethiopiana negatywnie wpłynęło na rozwój kariery pilotów oraz poważnie ograniczyło ich zarobki. Pozwy zostały złożone w ostatni piątek, jeszcze podczas paryskiego Międzynarodowego Salonu Lotniczego, tak aby całej sprawie nadać większy rozgłos. Piloci uważają, że ze strony Boeinga doszło do bezprecedensowego ukrywania wad w maszynach dostarczonych przewoźnikom. Tymczasem te wady właśnie były powodem obu katastrof.

Zdaniem kanadyjskiego pilota, który w dokumentach występuje jako „Pilot X”, oprogramowanie MAXów (MCAS) doprowadziło do poważnych kłopotów w manewrowaniu maszyną. Jako błąd uznaje on również dostarczania pilotom informacji na podstawie danych z jednego tylko czujnika prędkości. Zresztą wadliwy system MCAS był wskazywany we wszystkich wstępnych raportach, jako nie poddający się kontroli pilotów. 

Natomiast Boeing wprawdzie ubolewa z powodu obu katastrof, ale utrzymuje, że maszyna została zaprojektowana prawidłowo, chociaż z drugiej strony zobowiązał się do naprawy wadliwego oprogramowania, które sprawi, że MAX po ponownej certyfikacji stanie się jedną z najbezpieczniejszych samolotów na świecie. Zmiany mają polegać między innymi i na tym, że MCAS będzie korzystał nie z jednego, ale z dwóch czujników prędkości. Niemniej jednak Boeing nadal utrzymuje, że poleganie na jednym tylko czujniku, było absolutnie prawidłowe.

Piloci krytykują także komunikację z Boeingiem, który nie informował ich o potencjalnych kłopotach z tą maszyną, ani o konieczności obsługi MCAS. Amerykanie chcieli, aby MAXy zaczęły latać jak najszybciej, czego zresztą domagali się również przewoźnicy.

Obecna krytyka producenta nie jest niczym nowym, poza tym, że zaowocowała pozwami sądowymi. Już wcześniej, tuż po katastrofie Lion Air, piloci American Airlines zgłaszali pretensje do Boeinga, że nie uprzedził ich o wadliwym działaniu MCAS. —Przecież ci nieszczęśnicy nie mieli nawet pojęcia o tym, że ten fatalny system został zamontowany w maszynach, zresztą nikt z nas o tym nie wiedział — mówił jeden z pilotów American Airlines. A „Pilot X” ponformował teraz, że zamierza złożyć pozew również przeciwko Fderalnej Agencji Lotnictwa, która jego zdaniem nieprawidłowo certyfikowała MAXy dając zbytnią samodzielność Boeingowi.

To dlatego dla Boeinga niesłychanie ważne jest teraz podpisanie kontraktu na dostawy 200 MAXów dla International Airlines Group. Na razie jest jedynie list intencyjny, pierwszy od marcowej katastrofie Ethiopiana. A naprawdę bezcenne było oświadczenie prezesa IAG, Williego Walsha, zresztą pilota, który zadeklarował, że do MAXów ma zaufanie i gdyby trzeba było wsiąść do tej maszyny, to z pewnością natychmiast by to zrobił. Wartość ewentualnej dostawy dla IAG, to 24 mld dolarów. Inna sprawa ile ostatecznie Willie Wlsh za nie zapłaci.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA