fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Literatura

Jedyna książka dla dzieci Jarosława Iwaszkiewicza

Jarosław Iwaszkiewicz,
Rzeczpospolita
2 grudnia trafi do księgarń „Kocia książka" Jarosława Iwaszkiewicza, odkryta po 80 latach w Stawisku.

– Trafiłam na nią przypadkiem – mówi „Rzeczpospolitej" Anna Król, założycielka Oficyny Wydawniczej Wilk & Król – kiedy pracowałam nad książką „Rzeczy. Iwaszkiewicz intymnie" i przekopywałam się przez archiwa. Znalazłam wtedy teczkę, w której była domowej roboty książka z wierszami i ilustracjami dla dzieci, nigdy niepublikowana. Pokazałam ją pani Marii Iwaszkiewicz, córce pisarza. Pamiętała, jak rysowała jedną z ilustracji razem z siostrą. Wiersze napisał ojciec w czasie wspólnej zabawy z córkami.

To jedyna książka Jarosława Iwaszkiewicza dla dzieci, która powstała w latach 1932–1934 podczas pobytu pisarza i jego rodziny w Kopenhadze, gdzie Iwaszkiewicz pracował w dyplomacji jako sekretarz ambasady Rzeczypospolitej Polskiej. Żartobliwie do tego miejsca nawiązuje adnotacja na karcie tytułowej oryginału „Wydane w Kocienhadze". Bohaterką wierszyków ręcznie zapisanych w eleganckim zeszycie jest kotka Bukasia, mieszkająca wówczas z rodziną. Ale można też widzieć w niej wcielenie samego autora, bo przecież zachowały się listy Iwaszkiewicza do córek – Marii i Teresy – pisane „w imieniu" ich ukochanej kotki.

W „Kociej książce" znajdziemy też wers, który uprawnia wieloznaczność interpretacji: „Czy to człowiek, czy to pies, czy to małpa, czy to jeleń, czy kot?".

Książka Iwaszkiewicza składa się z pięciu części. Otwiera ją „Kocia ballada", potem pojawiają się żartobliwe pytania, m.in. czy koty są głupie? A po tych wierszowanych kawałkach, na zakończenie – komentarz prozą do zdjęcia wyciętego z kopenhaskiej gazety.

Ukazująca się „Kocia książka" nie jest reprintem, mimo że zachowuje tytuł, fragmenty rękopisu, oryginalnej szaty graficznej oraz ilustracje z pierwowzoru, ale jednocześnie dodaje współczesne rysunki Alicji Rosé.

– Zależało mi, by „Kocia książka" była trochę staroświecka, a trochę nowoczesna, przywołująca coś z dawnych lat, pozwalająca nam na odrobinę nostalgii, ale niepopadająca w zbytnią powagę – wyjaśnia ilustratorka. – Stworzone przeze mnie ilustracje, rysowane odręcznie, ołówkiem i kredkami, przypominają te dawne. Wyglądają podobnie surowo jak ze szkicownika.

Powstała niezwykła publikacja, nowoczesna, a zarazem retro, adresowana do małych czytelników, ale także ciekawa dla rodziców, którzy będą ją czytać swoim dzieciom.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA

WIDEO KOMENTARZ

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA