Literatura

„Zulejka otwiera oczy”: stalinizm oczami kobiety

Guzel Jachina urodziła się w 1977 r. w Kazaniu. „Zulejka otwiera oczy” to jej literacki debiut.
Le Courier de Russiec/Mat. Pras.
Ta powieść, bardzo popularna w Rosji, ale już i na świecie. Ukazuje stalinizm oczami kobiety.

Akcja rozpoczyna się w 1930 r. w Tatarstanie przemianowanym na kolejną republikę radziecką. Największe miasto w obwodzie to Kazań, zamieszkane przez licznych muzułmańskich Tatarów, których Sowieci tępili nie mniej niż prawosławie. Od 1918 r. życie tu stanowiło ciąg rekwizycji i represji, zamieniając los przymierających głodem chłopów w koszmar.

Murtaza, mąż tytułowej Zulejki, jest jednym z nich. W napadzie desperackiego szału zabija swą ostatnią krowę. Nie chce oddać jej żywcem rekwizytorom. Potem rzuci się na nich z siekierą, a 30-letni Ignatow, janczar bolszewizmu, zastrzeli go. Zulejka trafia do więzienia, a potem jako żona kułaka zostaje przesiedlona nad syberyjską rzekę Angarę.

Wydawałoby się, że historia niedoli tatarskiej chłopki to opowieść dla etnografów i wielbicieli narracji łagrowo-zsyłkowych, których jest coraz mniej. Tym bardziej w putinowskiej Rosji, która nie kojarzy się z państwem rozliczającym się ze zbrodni przeszłości. Tymczasem „Zulejka otwiera oczy" Guzel Jachiny stała się w Rosji jedną z głośniejszych powieści ostatnich lat. Od premiery w 2015 r. sprzedała się w nakładzie 120 tys. egzemplarzy. Autorka zdobyła prestiżowe nagrody: Bolszaja Kniga oraz Jasnej Polany im. Lwa Tołstoja. Niedługo będzie miała premierę serialowa ekranizacja powieści, którą wydano już w 24 krajach w 16 językach. W 2018 r. ukaże się też po angielsku.

Trudno wskazać polską powieść, która byłaby tak szybko i masowo tłumaczona. Tym bardziej warto sięgnąć po książkę Guzel Jachiny napisaną przejrzystym, wysmakowanym stylistycznie językiem. Opowieść o zesłaniu z perspektywy kobiety łączy się tu z melodramatem i powieścią etnograficzną.

Historia babki

Guzel Jachina urodziła się w Kazaniu w 1977 r. w tradycyjnej rodzinie tatarskiej i języka rosyjskiego nauczyła się dopiero w publicznym przedszkolu. Obecnie mieszka w Moskwie. Przed debiutem pracowała m.in. jako specjalistka od promocji i PR.

Na pytanie, czy bardziej czuje się pisarką rosyjską czy tatarską, odpowiada „Rzeczpospolitej", że przede wszystkim czuje się pisarką kazańską.

– Stolica Tatarstanu jest dla mnie symbolem tolerancji narodowościowej i religijnej, pokojowego współistnienia kultury tatarskiej i rosyjskiej – tłumaczy i dodaje, że na terytorium kazańskiego kremla stoją obok siebie meczet i prawosławny sobór, a odsetek małżeństw mieszanych wynosi już od czasów sowieckich ok. 30 procent. Sama w takim żyje, bo jej mąż jest Rosjaninem.

Historię Zulejki oparła na opowieści swej babki, którą jako siedmioletnią dziewczynkę zesłano z rodziną na Syberię. Podobny los spotkał w tamtym okresie 6 milionów chłopów z Rosji.

– Dzieciństwo i młodość babcia s pędziła na zsyłce. Tam ukończyła technikum pedagogiczne i w 1946 r. wróciła do rodzinnej wsi po 16 latach spędzonych na Syberii. Potem została nauczycielką – mówi Jachina.

– Z początku zainteresowałam się tematem stalinowskich represji, by zrozumieć, co przeżyła na zsyłce. Później pojawił się pomysł na książkę. Nie udało mi się nagrać wspomnieć babci za jej życia, sporo jednak zapamiętałam. Opowiadała o lądowaniu nad brzegiem Angary w samym środku tajgi z rozkazem budowy osady. Wyczerpani ludzie musieli kopać ziemianki, w których potem żyli i umierali. Ale wiosną pojawiały się kwiaty i w tajdze zbierano maliny, zresztą niezbyt smaczne. Chciałam pokazać przerażający trud życia w syberyjskiej tajdze, ale też jaśniejsze momenty – wyjaśnia pisarka.

Jedna z najbardziej wstrząsających scen w powieści również została oparta na wspomnieniu babki. To zatonięcie na środku syberyjskiej rzeki barki z kilkuset więźniami zamkniętymi w ładowni. – Reszta pochodzi ze wspomnień osób wysiedlonych i przepuszczonych przez gułagi, a także z rozpraw naukowych i dokumentów – podkreśla pisarka.

Przemiana kobiety

Jednak „Zulejka otwiera oczy" to nie powieść biograficzna. – Bohaterka nie przypomina babci, bo ta pojechała na Syberię jako dziewczynka i tam dorastała. Mnie bardziej interesowała opowieść o przemianie dorosłej już kobiety – mówi autorka.

Na początku powieści Zulejka ma 30 lat. Seria tragicznych wydarzeń paradoksalnie doprowadza do jej wewnętrznego wyzwolenia. Z osoby uległej i bezbronnej, traktowanej przez męża i teściową jak popychadło, staje się mocną kobietą i matką.

– Poprzez tragedie i rozpaczliwą walkę o życie chciałam pokazać, jak Zulejka wygrzebuje się z pogańskiej świadomości, tkwiącej w archaicznym świecie. Uczy się być wolna i kochać – dodaje.

Oczywiście nie dzieje się tak za sprawą ideologii komunistycznej i reżimu, ale raczej pomimo nich. Siłę Zulejki buduje duch braterstwa, o którym słyszała od babci: – Do końca życia korespondowała z ludźmi, których poznała na zsyłce. Była to więź silniejsza od pokrewieństwa. Osada sportretowana w powieści to taka Arka Noego. Chłopi, przestępcy, inteligencja, muzułmanie i chrześcijanie, poganie i ateiści. Wszyscy zmuszeni trzymać się razem, aby przetrwać. Na granicy życia i śmierci narodowości czy klasy tracą znaczenie. Są ludzie pozostawieni samym sobie.

Jak zauważa w przedmowie inna pisarka, Ludmiła Ulicka, powieść Jachiny nawiązuje do tradycji literatury małych narodów Rosji: „Mieliśmy wspaniałą plejadę pisarzy dwóch kultur, którzy należeli do jednego z narodów imperium, ale pisali w języku rosyjskim. Fazil Iskander, Jurij Rytcheu, Czingiz Ajtmatow (...) Wydawało się, że ów kierunek nie będzie miał kontynuacji, że to zaginiony ląd". Porywająca i pięknie napisana powieść 40-letniej Tatarki udowadnia, że niekoniecznie.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL