fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Literatura

Linda Polman o związkach kobiet z mężczyznami w teksańskich celach śmierci

Linda Polman (ur. 1960), autorka m.in. „Karawany kryzysu” o przemyśle pomocy humanitarnej.
Czarne/mat. pras.
Linda Polman, holenderska reporterka, autorka „Laleczek skazańców", opowiada Marcinowi Kube o związkach kobiet z mężczyznami w teksańskich celach śmierci.

Rzeczpospolita: Jak skazaniec w celi śmierci może nawiązać kontakt ze światem zewnętrznym?

Linda Polman: Korespondencyjnie. Pracując nad książką, nie miałam innego wyjścia i też do nich pisałam. Bardzo szybko próbowali mnie wciągnąć w swoje życie, nawiązać silną relację. Ale trudno ich winić, to są techniki przetrwania. A przy tym niektórzy są naprawdę samotni, urwały im się kontakty, rodzina i przyjaciele porzucili ich.

Kobiety nie obawiają się, że mogą mieć do czynienia z psychopatami?

Wiele rozpoczyna korespondencję, by potem ją przerwać. Wyczuwają, że coś jest nie tak albo że to nie dla nich, ta relacja jest zbyt intensywna. Z drugiej strony są kobiety, które przyciągają niebezpieczni mężczyźni. Charles Manson miał wiele fanek.

Jak pani trafiła na ten temat?

Pewna kobieta bombardowała telefonami i mailami holenderskie pismo reportażowe, twierdziła, że walczy o życie niewinnego człowieka w USA. Zbierała pieniądze na pomoc prawną i pisała wszędzie tam, gdzie drukowano teksty zaangażowane społecznie. Znajomy redaktor poprosił, żebym przyjrzała się sprawie. Szybko zorientowałam się, że jest w tym coś więcej. Ona ewidentnie była w nim zakochana. Co więcej, ta kobieta była częścią większej grupy, specyficznej wspólnoty kobiet związanych ze skazańcami.

Zdołała ocalić ukochanego?

Nie, wyrok wykonano, ale wcześniej zostawił ją dla młodszej, która jeszcze mocniej i wytrwalej walczyła w jego sprawie i zbierała pieniądze.

Co łączyło te kobiety?

Wszystko byłoby prostsze, gdyby miały jedną cechę wspólną. Tymczasem każda z nich miała inną historię życiową. Pewne podobieństwa potrafię jednak wskazać. Choćby takie, że większość kobiet, które spotkałam, nie były już najmłodsze. Zazwyczaj liczyły powyżej 45 lat.

Jak to pani interpretuje?

Kobiecie w tym wieku trudniej nawiązać trwałą relację i spotkać mężczyznę, który ją pokocha. Stąd się biorą m.in. podróże wakacyjne kobiet z zachodniej Europy do Afryki. Rzadziej jeżdżą tam młodsze dziewczęta, które mogą nawiązać romans na miejscu. Podobny mechanizm działa z celą śmierci. Łatwiej tam znaleźć romans niż w domu.

Czuły się zaniedbywane?

To druga cecha. Zazwyczaj były nieszczęśliwe lub znudzone swoimi związkami. Ich dzieci powyjeżdżały już z domu, mężowie ignorowali. A mężczyzna w celi śmierci całą swą uwagę kieruje na kobietę. Trzecią cechą było poszukiwanie przygody. To wymaga niezwykłej odwagi, by mieszkając w Londynie, podjąć się walki o życie mężczyzny za oceanem. Nauczyć się obcowania ze strażnikami więziennymi, zdobywać pieniądze. Wielka przygoda i adrenalina.

Pisze też pani o biologicznym podłożu tych fascynacji.

Dla części kobiet „źli chłopcy" mogą wydawać się atrakcyjni, tak jak dla innej części atrakcyjni się wydają mężczyźni w mundurach, a dla jeszcze innej muskularni faceci z rozrośniętym torsem. Kobiety może również przyciągać bezbronność mężczyzn w celach śmierci, chcą ich ocalić. Tym niemniej rozmaite takie interpretacje mogą być prawdziwe, ale nie będą pasować do wszystkich kobiet. Ludzie to istoty skomplikowane, często noszą w sobie przeciwieństwa. Facet w celi może mieć powierzchowność goryla, a być bezbronny jak dziecko.

Odniosłem raczej wrażenie, że to świetni manipulatorzy.

Za wszelką cenę usiłują przetrwać, bo bez kontaktu z kimś z zewnątrz nie będą mieli nic. Nawet dolara na puszkę coli, batona czy witaminy, pieniędzy na znaczek i kopertę. To ktoś z zewnątrz może założyć im profil na portalu społecznościowym i opisać ich sprawę, przekonywać o niesłusznym wyroku itd. Tytułowe „laleczki" są dla nich wszystkim.

Kara śmierci wywołuje emocje w USA?

W Teksasie nie, po prostu tam jest i większość ludzi ją aprobuje.

Jednak poparcie dla niej stopniowo maleje.

Na początku lat 90. ok. 80 proc. Amerykanów ją popierało. Teraz ten wskaźnik wynosi ok. 65 proc., choć w Teksasie jest wyższy. To jest sprawa bardzo lokalna i nie ma na nią wpływu Waszyngton.

Co sprawia, że narastają wątpliwości wobec egzekucji?

Choćby historie niesłusznie skazanych, których zabito i nie ma odwrotu. Swoje robią też przypadki nieudanych egzekucji. Źle zbilansowana dawka trucizny powodowała, że skazańcy umierali w męczarniach. Horror, który daje do myślenia.

Gdzie w tym wszystkim jest miejsce na ofiary ich zbrodni?

Wiem, że nie wolno o nich zapominać. W celach śmierci zobaczyłam psychopatów, masowych morderców i zbrodniarzy, ale też wielu mężczyzn było innych. Mieli koszmarne dzieciństwo pełne przemocy domowej, narkotyków i alkoholu. Robili głupią, bardzo złą rzecz i nagle w wieku 17–18 lat lądowali w celi śmierci.

Wierzy pani w ich resocjalizację?

Zasłużyli na więzienie, ale nie zasłużyli, by umrzeć. Im dłużej obserwowałam system penitencjarny w USA, tym bardziej byłam zszokowana, jak jest niesprawiedliwy, oparty na pieniądzach, podziale rasowym, wypełniony kiepskimi prawnikami i źle zarządzany. W celach śmierci nie ma ludzi bogatych, są tylko biedni. ©?

Czekając na wyrok

„Laleczki skazańców" w przekładzie Małgorzaty Dideren-Woźniak opublikowane w Serii Amerykańskiej wydawnictwa Czarne przedstawiają historie kobiet, które związały się ze skazańcami, czekającymi na wyroki śmierci w więzieniach, głównie w Teksasie. Linda Polman to doświadczona holenderska reporterka. Jej „Karawanę kryzysu" wydało w 2016 r. również Czarne. Podtytuł tamtej książki brzmiał: „Za kulisami przemysłu pomocy humanitarnej", i dobrze oddawał kontrowersyjną zawartość reportażu Holenderki.

Jej najnowszy reportaż „Laleczki skazańców" również biegnie w poprzek myślowych schematów i poprawnościowej retoryki. Opowiada niezwykłe historie kobiet i próbuje odnaleźć źródła motywacji swoich bohaterek. Nie kreśli naiwnego, melodramatycznego rysunku „romansów penitencjarnych", tylko dostrzega liczne powiązania społeczno-polityczne oraz luki w systemie jurysdykcyjnym.

Powstał reportaż nieoczywisty, prowokacyjny i przenikliwy. Pełen empatii, której nie należy mylić z naiwnością. ©? —mku

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA