fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Literatura

„Od »Bez końca« do końca”. Filmowe życie adwokata

Krzysztof Piesiewicz , Mikołaj Jazdon Kieślowski. Od „bez końca” do końca Wielka Litera 2021
materiały prasowe
Ćwierć wieku po śmierci Krzysztofa Kieślowskiego o swej pracy z reżyserem opowiada jego scenarzysta Krzysztof Piesiewicz.

Książka „Od »Bez końca« do końca" ma charakter chronologicznie prowadzonej rozmowy-rzeki, w której pytania Krzysztofowi Piesiewiczowi zadaje filmoznawca Mikołaj Jazdon. Na pierwszym spotkaniu powiedział do niego: „Będę tak rozmawiał z panem, jak gdyby z nami również rozmawiał Krzysztof. To znaczy chciałbym także z nim rozmawiać".

Pytając wieloletniego współpracownika i przyjaciela Kieślowskiego, docieka, na czym polegał przełom, który dokonał się, gdy reżyser i adwokat dzięki Hannie Krall spotkali się w 1982 r. w kawiarni „Świtezianka" na Marszałkowskiej.

Kieślowski miał wtedy 41 lat, Piesiewicz – 37. Był adwokatem zaangażowanym w obronę więźniów politycznych: „należałem chyba do tych najbardziej aktywnych i występujących w najgłośniejszych procesach w tamtym okresie", ale i „dobrze wspominam klientki uprawiające najstarszy zawód świata. Lojalne i uprzejme. Terminowo uiszczały rachunki".

Znał tylko dwa jego filmy: „Personel" i „Z punktu widzenia nocnego portiera". A Kieślowski „był człowiekiem smutnym, patrzącym w przyszłość jak w czarną chmurę".

Celem spotkań była realizacja filmu o procesach stanu wojennego. „Bez końca" był pierwszą współpracą: „uczyłem się wtedy od Kieślowskiego tego, czego teraz sam uczę studentów daleko od ojczyzny". Sedno ich pracy pisarskiej stanowiło „opowiadanie plamami".

Ustalił się sposób pracy – spotkanie co trzy dni po trzy godziny. Przychodził do Kieślowskiego „z gotową koncepcją – opowieści, postaci, sceny czy dalszego ciągu czegoś, co już było w trakcie pisania", „omawialiśmy tę koncepcję, a Kieślowski zapisywał w swoim notesie wiecznym piórem różne istotne szczegóły", a „potem wprowadzał to do scenariusza albo wykorzystywał podczas kręcenia filmu". Za każdym razem najważniejsza była nieustanna wymiana poglądów, spostrzeżeń.

Piesiewicz wyznaje: „w spotkaniach z Krzysztofem odnajdywałem jakąś szansę na opowiedzenie o bardzo wielu sprawach, o których nie mogłem krzyczeć jako adwokat". To nim powodowało, kiedy pojawił się z pomysłem „Dekalogu". Piesiewicz naładowany historiami ze swojego życia chciał mu je wtedy opowiedzieć. „Przy »Podwójnym życiu Weroniki« chciałem opowiedzieć o swoich marzeniach, odczuciach, dziwnych sytuacjach, dla których wyartykułowania brakuje możliwości".

Po śmierci Kieślowskiego nadal pisał scenariusze, ale z innymi reżyserami: „byłem bardziej scenarzystą, który przekazuje reżyserom swój utwór jak towar", tylko z Kieślowskim: „od pierwszego zdania do ostatniej sklejki". W kinie tworzonym przez nich obu była tajemnica. Czy ta książka pomaga ją zgłębić – to pytanie, na które każdy musi odpowiedzieć sobie sam.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA