fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Literatura

Nowa powieść Szczepana Twardocha: Ludzie są zaborczy jak państwa

Szczepan Twardoch (ur. 1979) autor m.in. „Morfiny”, „Dracha”, „Króla”, laureat wielu nagród literackich
Zuza Krajewska/warsaw Creatives/mat. pras.
Nowa, intrygująca powieść Szczepana Twardocha opowiada o społecznym wykluczeniu, życiowym fatum i próbie wyleczenia się z kompleksów.

Oczekiwanie na premierę podgrzewały entuzjastyczne recenzje w „The Times” i „The New York Times” angielskiego tłumaczenia „Króla”, najlepszej książki Twardocha o żydowskim bokserze z przedwojennej Warszawy, rozprawiającego się z oenerowskimi bojówkami. W renomowanym hamburskim teatrze Thalia inscenizowała „Króla” z sukcesem Ewelina Marciniak, zaś w stołecznym Polskim Monika Strzępka. Teraz telewidzów bombardują trailery serialowej wersji „Króla”, która ma szansę także poza Polską.

Dla porządku warto przypomnieć, że piórem Jerzego Haszczyńskiego pisaliśmy o licznych podobieństwach „Króla” do powieści „Aniołowie umierają od naszych ran”, której autorem jest Yasmina Khadra, zaś potem niezbyt pochlebnie o „Królestwie”, sequelu „Króla”, w realiach II wojny światowej.

W czasie pandemii Twardoch tworzył na cztery ręce wraz z Łukaszem Orbitowskim znakomitą internetową prozę w odcinkach „Na zarazę Zarazek” i jeśli wcześniej pisał raczej monumentalnie, melodramatycznie lub z mizogińską brutalnością, tym razem dał popis poczucia humoru, pastiszu i ironii.

Społeczna drabina

Nowa powieść opowiada o śląskim ziomku Aloisie, którego losy koncentrują się na tle I wojny światowej i powojennej walki o przynależność Śląska. Tytułowe nazwisko jest znaczące. Wychowany w prostej górniczej rodzinie Alois musi wiele ścierpieć, by zostać oficerem pruskiej armii, gdy jego liczne rodzeństwo skazane jest na robotę w kopalni.

Twardoch już nie raz dowiódł, że w sprawach śląskich jest ekspertem, także lingwistycznym, i ambasadorem. „Dracha”, sagę rodziny Magnorów, napisał z fragmentami „śląskiej godki”.

Śląski outsider z szyderczym podejściem do polskiej tromtadracji był też bohaterem nagradzanej „Morfiny”. Po śmierci Kazimierza Kutza Twardoch najmocniej opisuje odrębność Ślązaków, ich skomplikowaną historię, dumę, zagubienie i rozdarcie na zakrętach historii.

Podobnie jest w „Pokorze”. Przodek głównego bohatera służył u polskiego szlachcica, który w czasie rozbiorów przeszedł na stronę pruskiego króla, zaś ojciec walczy w 1870 r. przeciwko Francji. Potem haruje „na grubie”, czyli w kopalni, i płodzi dzieci. Alois jest inny. Proboszcz funduje chłopakowi edukację, w tym studia filozoficzne. To prezent od losu, a może również pułapka. Na pewno zaproszenie do podróży przez wielkie wydarzenia historyczne i klasy społeczne. Ludzie okazują się równie zaborczy jak państwa.

Alois nadrobi z nawiązką brak doświadczeń erotycznych, jednak wzdycha do Agnes, femme fatale o skłonnościach sadystycznych z bogatego gliwickiego domu, co stanowi wehikuł narracyjny wszystkich motywów książki aż do zaskakującego, dramatycznego finału. Pnąc się po drabinie społecznej, Pokora jest upokarzany, poczynając od szkoły, gdzie biją go chłopcy z bogatszych rodzin. Na studiach w Breslau styka się z polskimi patriotami. To kanwa frapującego, bo chyba również autoironicznego rozliczenia Twardocha z własnym młodzieńczym nacjonalizmem. O tym, że ten etap jest zamknięty, świadczy, że był ulubionym pisarzem Krzysztofa Bosaka, który w czasie kampanii prezydenckiej wyznał z żalem, że Twardoch już pisarzem polskim nie jest.

Berliński Babilon

Autor „Pokory” rozprawia się z dawnymi propolskimi mrzonkami Ślązaków i nie ma się co dziwić: chodzi o żenujące wywyższanie się Polaków, fatalną politykę sanacji, jakiej finałem było zamęczenie w więzieniu Wojciecha Korfantego, który przyłączał Śląsk do II RP. Ale Pokora zdaje sobie sprawę, że i z imperialnymi Niemcami mu nie po drodze.

U podłoża tego doświadczenia legło przerażenie wojną. Książkę otwiera gotowy wręcz filmowy scenariusz zmagań na froncie, gdzie Alois stracił wielu kamratów, a sam cudem uszedł z życiem. To powojenne zaczyna, wychodząc ze szpitala z licznymi pruskimi krzyżami za odwagę, a jednocześnie bez grosza i głodny.

Tak zaczyna się berlińska odsłona powieści, którą zajawia okładka książki z reprodukcją obrazu Georga Grosza. Można ją uznać za element promocji prequelu największej niemieckiej produkcji filmowej – serialu „Babilon Berlin”. Jest w książce aż nazbyt szczegółowy opis stolicy Niemiec i emocjonujące walki rewolucjonistów z nacjonalistami o zamek Hohenzollernów.

Najbarwniejsze jest to, że organizuje bojówki mniejszości seksualnych, które widzą szansę w rewolucji. Twardoch podjął temat LGBT, który w Polsce zdecydował o rezultacie kampanii prezydenckiej. Mamy też spotkanie z komunistami – Różą Luksemburg i Karolem Liebknechtem, do których syn robotnika ma dystans.

Nie zdradzając zaskakujących zwrotów akcji, trzeba wspomnieć, że powieść dotykająca problemów narodowościowych, religijnych i społecznego wykluczenia oraz próby wyzwolenia się z kompleksów – ma wśród bohaterów księdza, który spłodził dziecko i nie wierzy w Boga oraz arystokratę macho, a de facto kryptogeja. Sceptycyzm Twardocha wyraża się również w przekonaniu, że bez tak zwanego dobrego pochodzenia, protekcji albo kamuflażu czy hipokryzji w życiu jest pioruńsko trudno, a gdy się już zajrzy w kulisy środowisk żyjących w dobrobycie – zieje pustką.

Rekwizyty bogactwa pomagają sobie z nią radzić, zaś „Pokora” ma do nich słabość, trochę jak autor, który nie szczędzi sobie w tym względzie autoironii. Ratunkiem bywa talent. Ale najważniejsze jest szczęście. Pech ukazany jako społeczne fatum. Może zniszczyć wszystko.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA