fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Literatura

Jurata: Kurort prezydencki, czyli polskie Palm Beach

Anna Tomiak, „Jurata. Cały ten szpas” Wydawnictwo Czarne, 2019
materiały prasowe
Zbudowana od zera, miała być jak Palm Beach i stanowić konkurencję dla niemieckiego Sopotu. Jej historię opowiada Anna Tomiak w książce „Jurata. Cały ten szpas”.

Nazwę ta popularna i snobistyczna od zarania miejscowość, której linia brzegowa wynosi niespełna dwa kilometry, otrzymała w wyniku konkursu. Wygrała go nauczycielka, zaproponowawszy imię starosłowiańskiej morskiej bogini Juraty.

30 pociągów

Najciekawsze były przedwojenne początki przypadające na rok 1929, gdy spółka akcyjna Jurata postanowiła zarobić na przedsięwzięciu „uzdrowisko” i stworzyć raj dla zamożnych. Nowoczesne bungalowy dla nich wyposażone były w spiżarnię i alkowę dla służącej.

Mimo wielkiego zainteresowania ekskluzywnym wypoczynkiem ówcześni deweloperzy zdecydowali o niewznoszeniu hoteli wyższych niż trzypiętrowe. A w początkach lat 30. na Hel w sezonie wakacyjnym kursowało w ciągu dnia 20 dalekobieżnych pociągów z Warszawy i południa Polski.

W drewnianej, letniej rezydencji Muszelka prezydent Ignacy Mościcki odbywał wakacyjne narady i przyjmował gości. Przyjeżdżał też minister Józef Beck. A król czekolady Jan Wedel miał w Juracie swój dom, podobnie jak malarz Wojciech Kossak, spędzający tu długie tygodnie z żoną i córkami (Maria Jasnorzewska-Pawlikowska i Magdalena Samozwaniec).

Ówczesnym celebrytom przygrywała orkiestra taneczna Artura Golda i Jerzego Petersburskiego (prosto z warszawskiej Adrii). W gronie stałych bywalców byli m.in.: Jadwiga Smosarska, Loda Halama, Eugeniusz Bodo, lekkoatletka Halina Konopacka. Oprócz licznych rozrywek był też zakład hydroterapii.

Od Cafe Casino nad Bałtykiem do molo i przystani żaglówek nad zatoką wiódł dukt spacerowy zwany międzymorzem. I pewnie trwałaby ta niezmącona niczym sielanka jeszcze długo, gdyby nie II wojna światowa. Wprawdzie nie zniszczyła budynków, z których korzystali Niemcy, ale później rękami szabrowników ukradła Juracie blask i przepych bogactwa. Całości zniszczenia dopełniła siermięga PRL, która Juratę z elitarnej przemieniła w egalitarną.

Najszybciej odnaleźli się artyści, którzy z upodobaniem celebrowali tu wakacje i tarasowe spotkania. O swoim bywaniu opowiadają w książce m.in. Jerzy Gruza, Magda Zawadzka, Joanna Szczepkowska. Jan Englert pamięta, że: „mówili na nas: warszawka”. Ewa Wiśniewska opowiada o performansie, jakim było ogłoszenie zaręczyn z Dudkiem Dziewońskim: „woleliśmy żartować, niż rozmyślać nad absurdalnością świata”.

Czasy Bryzy

W latach 70. w Domu Zbiorowym spędzali wakacje potomkowie dawnych właścicieli, przestrzegając tradycji – codziennie witali na peronie przyjeżdżających i żegnali odjeżdżających. Nowy rozdział nastał z latami 80. i pojawieniem się pierwszego prywatnego luksusowego hotelu – Bryza. Na nowo względy zyskał prezydencki ośrodek wypoczynkowy (autorka książki nazywa go: polskie Camp David), który ulubili sobie najpierw państwo Kwaśniewscy, a potem Kaczyńscy, goszcząc w nim prominentnych polityków ze świata.

„Juraty nie zniszczyła komuna, lecz wolna Polska” – diagnozuje autorka historii kurortu, przypominając, że na miejscu pensjonatu z historią – Fregata – deweloper stawia cztery betonowe bloki – Willa Cztery Żywioły. Dziewięć lat tylko działało (2005–2014) Towarzystwo Przyjaciół Juraty, nie czując wsparcia ze strony mieszkańców i bywalców.

Autorka książki jest zaprzyjaźniona z Juratą od dziecka i stworzyła kronikarski zapis dziejów kurortu, w którym odbija się nasza historia. Rozdziały dotyczące współczesnej Juraty stają się jednak niebezpiecznie publicystyczne, kradnąc ducha opowieści. Bywalcy i tak przeczytają.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA