Odbierając honoris causa Uniwersytetu Opolskiego w 2009 r., Wiesław Myśliwski powiedział: „Piszę, bo nie wiem (…) literatura jest bowiem dla mnie próbą samopoznania, a tym samym świata w sobie i poprzez siebie. Próbą dramatyczną, jako że tajemnica naszego »ja« nie będzie nam nigdy do końca dostępna. Lecz poza tym własnym »ja« pisarz nie ma innej własności”.
Odbierając doktorat honoris causa Uniwersytetu Jagiellońskiego w 2022 r., wyznał: - Patrząc na swoje życie z perspektywy 90 lat sądzę, że to literatura nauczyła mnie wolności.
Czytaj więcej
W wieku 94 lat zmarł Wiesław Myśliwski, uważany za jednego z najwybitniejszych polskich pisarzy. Był dwukrotnym zdobywcą Nagrody Literackiej „Nike”.
Myśliwski, bohater kina i teatru
Spieszmy się czytać wielkich pisarzy, tak szybko odchodzą – można po śmierci Wiesława Myśliwskiego sparafrazować wiersz ks. Twardowskiego, ponieważ autor „Kamienia na kamieniu” był postacią wyjątkową również na tle ostatnich premier książkowych. Jeśli odkryciem dla Polek i Polaków, których miarą jest gigantyczna sprzedaż książki „Chłopki. Opowieść o naszych babkach” Joanny Kuciel-Frydryszak, warto przypomnieć, że Myśliwski świat polskiej wsi i jej przemian portretował od debiutu, a wcześniej jako redaktor Ludowej Spółdzielni Wydawniczej. Warto do jego utworów wracać, ponieważ każda powieść czy sztuka stawała się nie tylko wydarzeniem literackim, społecznym, czytelniczym, ale też inspiracją dla filmu i teatru. Zanurzone w rzeczywistości polskiej wsi nie są jedynie literaturą wiejską, lecz opowieścią o nieprzewidywalnym ludzkim losie, miłości i śmierci. To moralitety osadzone w polskich realiach XX wieku, ale nietracące przez nie uniwersalności.
To dlatego po „Klucznika” sięgnął Wojciech Marczewski, a w filmie grali wielki Tadeusz Łomnicki i Wirgiliusz Gryń, tworząc mroczną opowieść o rewolucji społecznej, która zaprzecza sobie. „Drzewo”, w którym z poziomu rozłożystych konarów główny bohater gawędził o Polsce i świecie, zamówił i wystawił w Teatrze Polskim Kazimierz Dejmek. „Kamień na kamieniu” wyreżyserował Ryszard Ber. „Widnokrąg” zainspirował Izabellę Cywińską do telewizyjnego spektaklu „W poszukiwaniu zgubionego buta”, a na podstawie „Traktatu o łuskaniu fasoli” zrealizowała „Saksofon” z kreacjami Janusza Gajosa i Janusza Radziwiłowicza.
Myśliwski jak mało kto dowartościował literacko polską wieś i wywodzących się z niej bohaterów. O ile Jarosław Iwaszkiewicz żegnał świat szlacheckich dworów na progu PRL cyklem „Sława i chwała”, o tyle Myśliwski podjął własnym językiem opowieść o tych, których nowa Polska miała uczynić bohaterami awansu społecznego. A jednocześnie żegnał się ze światem dawnej polskiej wsi.
Wyjątkowość pisarstwa Myśliwskiego polega również na tym, że nie kategoryzował historycznych wydarzeń, tak jakby rozgrywały się poza czasem i emocjami bohaterów. Zawsze przecież jest jakiś system i jakaś partia rządząca. I tylko natura życia się nie zmienia. Dlatego twórczość Myśliwskiego ma charakter moralitetu, który rozgrywa się i powtarza w rytuałach codzienności. Takich jak choćby jedzenie rosołu. Tyle że pisarz potrafi nadać mu rangę „realizmu magicznego” dzięki swojej niepowtarzalnej gawędzie.
W ostatniej powieści „Ucho igielne” z 2018 r., o której pisał na łamach „Rzeczpospolitej” Janusz Drzewucki, opowiadał o tajemniczym spotkaniu bohatera z samym sobą, do którego doszło na stromych schodach, przechodzących przez tzw. Ucho Igielne w Sandomierzu, niegdysiejszą furtę dominikańską. Powieść to powtórka z historii Polski drugiej połowy XX wieku – przeżytej w dzieciństwie wojny, pamięci Holokaustu, wkroczenia wojsk radzieckich, stalinizmu i odwilży.
Wcześniej, w 2013 r., ukazała się powieść „Ostatnie rozdanie”. Motywem głównym jest notes z nazwiskami, adresami, numerami telefonów prowadzony przez życie narratora – idealny klucz do powieści o przemijaniu."
„Widnokrąg" i dwie Nagrody Nike
Pozycję pisarza umocnił po przełomie 1989 r. „Widnokrąg” z 2006 r., nagrodzony Nike. To zapis jednostkowej, jak i zbiorowej pamięci tego, co przez lata budowało społeczność chłopską w Polsce. Dzieciństwa, dojrzewania, pierwszej miłości, małżeństwa i rodziny, której zupełnie inną przyszłość zapewniają urodziny syna w nowej sytuacji społecznej. Matka Piotra, głównego bohatera, modli się przy każdej kapliczce, ale namawia syna do przyjęcia partyjnej legitymacji. Jedyny z rodziny na wsi pozostał wujek Władek. Potem ukazał się „Traktat o łuskaniu fasoli” (2006), również uhonorowany Nagrodą Nike.
Ostatnio rozmawialiśmy przy okazji premiery dzienników Henryka Berezy, którego cenił, z którym się przyjaźnił od czasu, gdy pracował jako redaktor w Ludowej Spółdzielni Wydawniczej. Wspominał swój debiut. „Nagi sad” Julian Przyboś nazwał „nadzwyczajnym debiutem”. Nagrodę im. Piętaka wręczał Jarosław Iwaszkiewicz.
Piszę, bo nie wiem (…) literatura jest bowiem dla mnie próbą samopoznania, a tym samym świata w sobie i poprzez siebie.
– Kiedy napisałem swój debiut „Nagi sad” w 1967 r., Henio znał mnie wyłącznie jako redaktora i pracownika wydawnictwa – wspominał. - Poszedłem do niego do domu, bo bywaliśmy też u niego w domu, i powiedziałem „Henio, napisałem powieść”. A on na to: „Matko Boska!”. Przeraził się, że będzie mnie musiał oceniać. Prawdopodobnie krył się w tym jakiś rodzaj niewiary. Przeląkł się, że redaktor napisał powieść, będzie musiał ją ocenić i skończy się nasza przyjaźń, jak mu książka się nie spodoba. Nie bardzo miał chęć przeczytać tę moją książkę, ale go do tego zmusiłem. Książka mu się bardzo spodobała. Powiedział mi to z ulgą! Z ulgą! Napisał później recenzję w „Tygodniku Kulturalnym", ale nie był pierwszym recenzentem mojego debiutu. Potem wyjątkowo szybko, jak na mnie, napisałem drugą książkę „Pałac” i „Pałacem” był zachwycony, a nawet napisał w recenzji, przedrukowanej potem w jego książce, że mam największą szansę na literacką karierę. „Kamień na kamieniu” też przyjął z entuzjazmem. Jeszcze przed ukazaniem się książki napisał tekst do „Twórczości", która zresztą wydrukowała całą powieść „Kamień na kamieniu”. Henryk miał również bardzo szerokie europejskie rozeznanie. Bardzo wysoko cenił Thomasa Bernharda. Właściwie pod wpływem Henryka przeczytałem wszystko, co napisał.
Wiesław Myśliwski i jego credo
Ostatnią książkę pisarz złożył dla Znaku w 2022 r. – „W środku jesteśmy baśnią”. Dziś można powiedzieć, że to ważne credo Myśliwskiego.
Przemowy i wywiady składają się na biograficzną mozaikę pisarza, który urodził się w Dwikozach, liceum ukończył w często opisywanym Sandomierzu. W PRL po skończeniu studiów na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim trudno było o pracę, ale dzięki rodzinnej pomocy – dziadek był w PSL, mama, piękna i światła kobieta, działała w Związku Młodzieży Wiejskiej – od 1956 r. przez dwadzieścia lat pracował w Ludowej Spółdzielni Wydawniczej.
Czytaj więcej
Dramaty Wiesława Myśliwskiego sprawdzają się doskonale nie tylko na scenie, ale także podczas intymnej lektury.
Wokół niej zgromadzili się Urszula Kozioł, Tadeusz Nowak, Marian Pilot. Odszedł z wydawnictwa, gdy kolejny prezes domagał się socjalizmu... w poezji miłosnej. Plon był wystarczający. Po zwycięstwach w konkursach literackich objawiały się talenty Juliana Kawalca i Edwarda Redlińskiego, zaś Myśliwski nawiązał ważne przyjaźnie z Julianem Przybosiem i Romanem Turkiem. „Z tych chłopskich inspiracji czerpie i moja twórczość. Jakbym słuchał Romana Turka, a nauki pobierał u Juliana Przybosia”.
Jak sam Myśliwski przyznaje, debiutował późno, mając trzydzieści pięć lat. „Jako wydawca przyjmowałem lub odrzucałem książki innych autorów, a jako autor zanosiłem swoje teksty – naturalnie do innego wydawcy – i z niepokojem czekałem na werdykt. Dzięki tej dwustronności zrozumiałem, jak wielkie ryzyko kryje się w uprawianiu literatury i pokładanych w niej nadziejach”.
Od 1976 r. prowadził kwartalnik „Regiony”. Nigdy nie stosował strategii, nie zastanawiał się, kto będzie odbiorcą książki. „Powołanie literatury widzę nade wszystko w dążeniu do zrozumienia człowieka, kimkolwiek on jest”.
Nie ma takiego tematu jak wieś. Literatury, co oczywiste, nie da się podzielić na wiejską i miejską
Książka rozwiewa mit „wiejskiego pisarza”. Myśliwski urodził się na wsi i zdążył się nią nasycić, ale ten świat na jego oczach przestał istnieć. Wygłosił nawet coś w rodzaju mowy pogrzebowej pod tytułem „Kres kultury chłopskiej”. Podkreślał: „nie ma takiego tematu jak wieś. Literatury, co oczywiste, nie da się podzielić na wiejską i miejską. (…) W trakcie pisania pierwszej powieści nie temat mnie absorbował, a więc nie wieś, nie życie jej mieszkańców ani żadne przemiany, nawet cywilizacyjne, chłopskiej zbiorowości”. Nie ma „ani wiejskiego, ani miejskiego losu”. Los jest ponad pochodzeniem i każdy dopomina się, „aby ujrzeć w nim człowiecze uniwersum”.
W wywiadach tłumaczy, że koncentrował się na relacjach rodzinnych ojciec–syn ponieważ ojca stracił absurdalnie, bo tuż po zakończeniu wojny, gdy miał 13 lat. Ale to ojciec Julian przynosił mu książki, które podczas wojny pożyczał też z biblioteki. Ojciec wywodził się z rodziny mieszczańskiej z Ćmielowa, był oficerem, brał udział w wojnie polsko-bolszewickiej w 1920 r. a po demobilizacji został urzędnikiem.
Mamę brunetkę, niemieccy żandarmi dwukrotnie sprawdzali, czy nie jest Żydówką. Żona Wacława była szkolną miłością na całe życie. Kiedy zobaczył roześmianą szesnastolatkę pomyślał: „Będzie moją żoną”.
Dziedzictwo Myśliwskiego
Rozmówcy przypominają największe sukcesy. Po „Kamień na kamieniu” (1984), książkę o stawianiu czoła losowi, pisaną przy muzyce Schuberta, ustawiały się kolejki, 50 tysięcy egzemplarzy sprzedało się w dwa miesiące. Nagrodzony Nike „Widnokrąg” pisarz nazywa książką o miłości, enigmatycznej, zaznaczonej kilkoma kreskami. „Traktat o łuskaniu fasoli”, którego bohaterem jest saksofonista, został zainspirowany filmem „Serenada w Dolinie Słońca” z Glennem Millerem i Charliem Parkerem, ulubionym jazzmanem. „Moje książki są improwizacjami” – wyznawał.
W autorefleksji Myśliwskiego ważne miejsce zajmuje Ludwig Wittgenstein, który w „Traktacie logiczno-filozoficznym” stwierdził: „Jestem moim światem”. Myśliwski podkreśla, że austriacki filozof nie był „myślicielem zamkniętym w wieży z kości słoniowej”, lecz oficerem armii austriackiej, piszącym swój dziennik przepisany w „Traktat” na frontach I wojny światowej. To cenny przykład, pozwalający zrozumieć wyjątkowość autora „Kamienia na kamieniu”. Cenimy go przecież za to, że potrafił być sobą, zachowując niezależność od politycznych i systemowych zmian, uznając, że opętanie polityką wyjaławia z energii. („Nie bardzo wierzę w ogólną, zbiorową historię i zbiorowe doświadczenie. Wierzę w to, że każdy człowiek inaczej historię przeżywa”.)
Patrząc na swoje życie z perspektywy 90 lat sądzę, że to literatura nauczyła mnie wolności.
Innymi wzorcami dla Myśliwskiego są pisarze niedoceniani za życia, czyli Marcel Proust i Franz Kafka. Wyznaczyli nową drogę powieści, w której człowiek przestaje być częścią zbiorowości i historii. „Jest przede wszystkim sobą” – podkreśla Myśliwski na przekór czasom, gdy hołdowano różnym determinizmom.
- Wiesław Myśliwski po „Uchu igielnym” nie oddał do druku żadnej powieści, tym bardziej cieszę się, że dał się namówić na wydanie wszystkich dramatów, w ten sposób jego dzieło w Znaku domknęło się – powiedział Wojciech Bonowicz, redaktor Wiesława Myśliwskiego i jego przyjaciel. W tomie dramatów znalazł się „Złodziej” (1973) i „Klucznik” (1978), „Drzewo” (1988), „Requiem dla gospodyni" (2000).