fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Literatura

O jedną nogę za daleko. Komiks Tomasza Grządzieli

materiały prasowe
Tomasz Grządziela w „Przygodach Stasia i Złej Nogi” zajmuje się ludźmi skazanymi na przegraną

Mało który komiks wywarł na mnie takie wrażenie – a czytałam już powieści graficzne o śmierci, nowotworze, depresji i innych nieszczęściach, z którymi ludzie borykają się najczęściej w pojedynkę. Jednak samotność bohaterów „Stasia i Złej Nogi” jest szczególnie dotkliwa, okrutna i wywołująca wewnętrzny sprzeciw: tak nie powinno być!

Tomasz „Spell” Grządziela, młody artysta z Gdańska, dał się poznać dwa lata temu debiutanckim „Ostatnim przystankiem” - albumem bez słów. Wówczas nie sposób było ocenić nie tyle jego plastyczne możliwości (te były w porządku), co umiejętności narracyjne, jako że tom składał się z wyrywkowych obserwacji, skeczów, migawek.

Tym razem dostaliśmy pracę dojrzałą pod każdym względem. Wprawdzie "Spell" znów buduje fabułę z jednoplanszowych scenek zawartych w czterech kadrach, lecz akcja rozwija się chronologicznie, a postaci ze strony na stronę zyskują wyrazistość, ich losy zaczynają wciagać, oni sami stają się bliscy. Świetny rysunek idzie w parze z poruszającą opowieścią, podaną lekko, miejscami żartobliwie, bez epatowania dramatem.

Niemal cartoonowa stylistyka oraz pogoda ducha tytułowego Stasia jeszcze bardziej podkręcają rażącą moc tej historii. Bo jak roztkliwiać się nad kimś, kto nie zauważa własnych mankamentów, a nawet robi z nich atut? I kto wcale nie martwi się tym, że urodził się z jedną nogą dłuższą, co skazuje go na poruszanie się na wózku inwalidzkim. Ograniczona ruchliwość sprawia, że nie jest szczupły, w dodatku jedną z niewielu jego przyjemności jest jedzenie.

Grządziela celowo łagodzi wizualny aspekt kalectwa groteskowym przedłużaniem kończyny w wężowy, wijący się kształt. Buzia Stasia jest zabawna, cała sylwetka miękko-obła, jak u Puchatka.

Tylko dlaczego misiek ma przechlapane u kolegów w szkole? Dlaczego nikt nie chce z nim siedzieć w ławce, bawić się, odwiedzić w domu?

Tak naprawdę, Staś miał do tyłu od momentu narodzin: tata na widok felernego syna dyskretnie ulotnił się, pozostawiają mamusię z tym kłopotem tudzież brakiem pieniędzy. Matka, jak to matki – daje radę, bo musi. Walczy o chłopaka, zapewnia mu rehabilitanta, umieszcza w normalnej szkole. Ma niestety nałóg: pali, nieustająco. Ma też psychiczną skazę – nie umie płakać ani uśmiechać się. "Spell" niezwykle trafnie sportretował mamę Stasia: mroczna młoda kobieta z podbitymi oczyma, zapewne kiedyś atrakcyjna. W jej przypadku autor nie stosuje karykaturalnych przerysowań ani surrealistycznych grepsów. Upraszcza, lecz trzyma się realu.

No i ten mały. Tragicznie samotny, tak bardzo, że… zaprzyjaźnia się z własną chorą nogą. Nadaje jej osobowość, rozmawia z nią, bawi się. Ta jednak nie odpłaca chłopcu równie pozytywnym uczuciem. Przyprawia go o ból. Bo to Zła Noga.

Czytając/oglądając pracę "Spella", przypomniałam sobie słynnego Mikołajka i jego przygody. Mniej więcej równolatkowie, obydwaj obdarzeni wyobraźnią, wrażliwością, otwartością na świat. Nie ma takiej siły, żeby wyrównać im szanse. Staś przepadnie, Mikołajek zawsze będzie symbolem super fajnego dzieciaka. Co więcej, zapewne większość odbiorców będzie chciała czym prędzej zapomnieć o istnieniu takich Stasiów i Stasiowych mam. Postaci z komiksu bez trudu można zignorować. Mamy przecież dość własnych kłopotów – po co nam cudze?

Przygody Stasia i Złej Nogi. Rysunki i scenariusz – Tomasz „Spell” Grządziela. Wyd. Kultura Gniewu, Warszawa 2016

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA