fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kraj

Kto chce broni atomowej w Polsce

Adobe Stock
Prawica widziałaby w Polsce broń atomową, lewica jest temu przeciwna, rząd stara się balansować, ale to nie oznacza, że odrzuca politykę NATO w zakresie odstraszania nuklearnego.

Sugestię przeniesienia broni atomowej z Niemiec do Polski, która pojawiła się we wpisie na Twitterze ambasador USA Georgette Mosbacher, można potraktować jako formę nacisku na Niemcy, i tak nieoficjalnie jest interpretowana przez przedstawicieli naszego rządu. MSZ i MON nie odpowiedziały nam na pytanie, czy o przesunięciu broni A trwają rozmowy.

„Popieramy działania Sojuszu i USA w kwestiach nuklearnych, których celem jest zapewnienie zdolności odstraszania, a jednocześnie stanowią element gwarancji bezpieczeństwa państw Sojuszu" – czytamy w stanowisku MSZ i MON, które otrzymała „Rzeczpospolita". „Polska wspiera wszelkie działania pozwalające zachować efektywne porozumienia i mechanizmy z zakresu polityki nuklearnej NATO. Są one fundamentalne z punktu widzenia relacji transatlantyckich i bezpieczeństwa euroatlantyckiego" – dodają.

Rząd nie zamyka sobie zupełnie drogi do podjęcia takich kroków. W Strategii Bezpieczeństwa Narodowego podpisanej niedawno przez prezydenta Andrzeja Dudę znalazło się zdanie o aktywnym uczestnictwie „w kształtowaniu polityki odstraszania nuklearnego Sojuszu Północnoatlantyckiego".

Czy to oznacza, że Polska jest gotowa, aby uczestniczyć w systemie Nuclear Sharing? Z naszych informacji wynika, że nie ma o tym rozmowy.

Warto dodać, że wojsko polskie nie jest przygotowane do przenoszenia takiej broni i do jej magazynowania. Dziś system NATO Nuclear Sharing opiera się na bombach typu B61, które znajdują się w bazach w Niemczech, Belgii, we Włoszech, w Turcji i Holandii. Są one własnością USA, ale w przypadku konfliktu część mogłaby być przekazana innym państwom sojuszu.

Opinie opozycji na temat przesunięcia broni jądrowej są podzielone, w sytuacji podjęcia kroków w tym zakresie mielibyśmy do czynienia z ostrym sporem. Przeciwko jest Robert Biedroń, lider Lewicy, „za" z kolei Paweł Tanajno oraz Krzysztof Bosak z Konfederacji – jego zdaniem to „realnie podnosiłoby nasz poziom bezpieczeństwa militarnego" i sensu „nabrałby zakup od USA myśliwców wielozadaniowych F-35".

Szymon Hołownia przypomina, że Polska w ramach NATO należy do Grupy Planowania Nuklearnego. „W naszym interesie leży utrzymywanie zdolności NATO do tzw. odstraszania nuklearnego, które jest jednym z zasadniczych czynników w relacjach z Rosją. To jest istotne dla Polski" – twierdzi kandydat na prezydenta. Dodaje, że „jesteśmy sygnatariuszem traktatu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej. Zakłada on redukcję potencjałów i przeciwdziałanie proliferacji broni jądrowej". Rozmieszczenie takiego systemu uzbrojenia oznaczałoby – dodaje – konieczność poradzenia sobie z kwestiami logistycznymi, organizacyjnymi i ekologicznymi. „To również oznaczałoby trudne dziś do oszacowania koszty. Pamiętajmy, że zapewne nie moglibyśmy samodzielnie dysponować tym potencjałem, dodatkowo stalibyśmy się celem planowanych uderzeń potencjalnego oponenta sojuszu czy Stanów Zjednoczonych" – uważa Hołownia. Jego zdaniem najlepszym rozwiązaniem byłoby utrzymanie status quo.

Władysław Kosiniak-Kamysz uważa, że „jakiekolwiek kroki w tym zakresie powinny być przedmiotem wnikliwej analizy i ponadpartyjnej dyskusji – bezpieczeństwo narodowe powinno być wyjęte z politycznego sporu". – Jako prezydent takie decyzje będę podejmował razem z Radą Bezpieczeństwa Narodowego – zapewnia lider PSL.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA