fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Koronawirus SARS-CoV-2

Ekipy filmowe ostrożnie wracają na plan

Zdjęcia do „M jak miłość” powinny rozpocząć się w czerwcu, by serial jesienią wrócił na antenę Na razie najłatwiej kręcić sceny pleinerowe
materiały prasowe
Ekipy filmowe mogą zacząć pracę. Kręcone są reklamówki, wkrótce zaczną się zdjęcia do seriali. Ale obaw jest wiele.

Powrót nie jest prosty. Producenci jednego z seriali, przygotowując się do rozpoczęcia zdjęć, zarządzili testy dla ponad 50 osób z ekipy i aktorów. Jak dotąd cztery z nich wyszły dodatnio, choć nikt nie miał objawów choroby.

Testy będą zapewne wykonywane często, choć nie są bezwzględnie obowiązkowe, jak rygory sanitarne takie jak wszędzie: maseczki, dezynfekcja, utrzymanie odpowiedniego dystansu. Reszta zabezpieczeń jest jedynie zalecana. Tylko jak ma to wyglądać w praktyce?

– Pierwsza zasada to odpowiedzialność. Nie mogą do pracy przychodzić osoby z niepokojącymi objawami chorobowymi czy z podwyższoną temperaturą – mówi przewodniczący Polskiej Akademii Filmowej, producent i reżyser Dariusz Jabłoński. Ale przecież część osób przechodzi Covid-19 bezobjawowo.

Charakteryzatorzy muszą mieć osobne narzędzia i kosmetyki dla każdego aktora, główni wykonawcy powinni współpracować tylko z własnym makijażystą. Kostiumy należy codziennie dezynfekować, można też prać. W czasie zdjęć w pomieszczeniach zamkniętych liczbę osób trzeba ograniczyć do minimum. Nawet reżyser może pracować zza przesłony czy wręcz zdalnie. Każdy aktor będzie miał własny mikrofon lub zapewne znów wrócą tyczki, które trzyma się w pewnej odległości od aktorów. A wśród postulatów jest i ten, by na planie obowiązywała cisza, bo w czasie rozmów dochodzi do rozsiewania wirusa.

Zdjęcia w plenerze wydają się z pozoru łatwiejsze. Ale pytań jest więcej niż odpowiedzi. I jak mówi dyrektor PISF Radosław Śmigulski, powstanie pewnie nowy filmowy zawód: sanitariusz od mierzenia temperatury, odkażania rąk, dezynfekcji sprzętów.

Czas nagli telewizję

Jako pierwsze wrócą na plan seriale. – Wierzę, że plany filmowe można próbować kontrolować: pracujemy z wirusologiem, reorganizujemy dzień zdjęciowy, „ukameralniamy" wielkie sceny, wprowadzamy dziesiątki rygorów sanitarnych oraz testy – mówi producent Jan Kwieciński. W lipcu chciałby powrócić do serialu, który dla Netfliksa reżyserują Piotr Domalewski i Kalina Alabrudzińska.

Grupa ATM zapowiada wznowienie prac przy „Pierwszej miłości",„Policjantkach i policjantach", „Sprawiedliwych – wydziale kryminalnym" i „Świętym". Mają ruszyć seriale TVN, choćby produkowana w Aktiv Media Violetty Furmaniuk-Zaorskiej „Chyłka" czy „Przyjaciółki" realizowane dla Polsatu przez Akson. Właściciel tego ostatniego studia Michał Kwieciński podkreśla, że zachowanie koniecznych reguł sanitarnych i zabezpieczeń podniesie budżety.

Przygotowuje się do zdjęć Tadeusz Lampka, producent „Na dobre i na złe", „M jak miłość", „Barw szczęścia". Jeśli nie zacznie pracy w czerwcu, nie zdąży bowiem na czas nakręcić następnych sezonów. Zatrudnia wirusologa, dysponuje wystarczającą liczbą pomieszczeń z klimatyzacją, jest gotowy zapewnić ekipie posiłki dostarczane do specjalnie postawionych namiotów.

– Najpierw będziemy realizować sceny plenerowe – zapewnia. – Spotkanie w restauracji można kręcić z daleka, w planie ogólnym, a potem rejestrować każdego aktora osobno, montując scenę rozmowy.

Tadeusz Lampka przyznaje, że to aktorzy, którzy nie mogą w czasie zdjęć nosić maseczek, są najbardziej narażeni. – Chcemy im zapewnić maksymalne bezpieczeństwo – mówi. – Ale jeśli ktoś będzie miał obiekcje, zrozumiem. Od niektórych aktorów słyszę, że chcą wrócić do pracy dopiero pod koniec czerwca, bo mają żonę w ciąży, dzieci, starego ojca. Nie chcą przynieść do domu choroby. Zresztą aktor, który jest niespokojny czy boi się, dobrze nie zagra.

Bez scen zbiorowych

Wiele produkcji epidemia przerwała, przy innych w ogóle nie rozpoczęto zdjęć. Zwykle kino wymaga bowiem rozmachu, swobody opowieści. Na wyjście na plan czeka sporo projektów, ale to producenci biorą na siebie pełną odpowiedzialność: firmy ubezpieczeniowe nie chcą ubezpieczać filmowców.

Joanna Kos-Krauze, która szykowała się do realizacji filmu „Maestro" i dostała dotację na rozwój projektu, nie zaczyna dokumentacji. – Jako reżyserka chciałabym wyjść na plan, jako producentka się tego boję – mówi mi. Nie chce ryzykować zdrowia współpracowników. Sama po ośmiu latach spędzonych w Afryce ma obniżoną odporność.

O obawach mówił podczas wirtualnego spotkania w Polskiej Akademii Filmowej Robert Więckiewicz. Przecież wraca się z planu do domu, do rodziny. Najbliższy okres będzie więc sprzyjał filmom kameralnym. Trudno sobie wyobrazić realizację scen zbiorowych, z udziałem dużej liczby aktorów i statystów.

„Po dwóch godzinach, a bardziej wytrwali po dwóch dniach wyrzucą maseczki albo będą je nosili na brodzie pomiędzy jednym a drugim dymkiem" – napisał na Facebooku producent „Bożego Ciała" Leszek Bodzak. A na moje pytanie o rozpoczęcie zdjęć do bardzo oczekiwanego filmu „Żeby nie było śladów" Jana Matuszyńskiego o Grzegorzu Przemyku odpowiada:

– Na razie analizujemy i sprawdzamy sytuację pod kątem dostępności lokacji (obecnie jedno z większych wyzwań) oraz kosztów i zasad wdrożenia środków bezpieczeństwa. Na pewno będziemy robić testy dla ekipy z odpowiednim wyprzedzeniem. Dużym problemem są sceny ze statystami, analizujemy kilka możliwości w tym zakresie, m.in. opcję wykorzystania na szerszą skalę CGI.

Joanna Kos-Krauze zwraca też uwagę na rzecz fundamentalną: Czy wszystkie projekty pasują do dzisiejszego czasu? O czym trzeba opowiadać, gdy przechodzimy przez trudne doświadczenie, jakim jest autoizolacja, zagrożenie, obcowanie ze strachem i śmiercią?

Filmowcy chcą pracować, ale łatwo nie będzie. Niewiadomych wciąż jest wiele.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA