W kontekście żołnierzy, którzy zostali skierowani do bieżącej aktualizacji bazy danych o wolnych łóżkach w Polsce w związku z zarzutami, że niektóre szpitale ukrywają wolne łóżka, Cholewińska-Szymańska powiedziała, że żołnierze przydaliby się jako pomoc, by "dźwignąć pacjenta z łóżka, który waży 130 kg, a trzeba go przewieźć do rentgena". Dodała, że żołnierze mogliby pomóc przy transporcie chorych.
- Bardzo chętnie skorzystalibyśmy z takiej pomocy - podkreśliła.
Ordynator w wojewódzkim szpitalu zakaźnym w Warszawie mówiła o deficycie "jedynego leku antywirusowego, o którym możemy powiedzieć, że jest skuteczny opierając się też na polskich doświadczeniach" (chodzi o remdesivir - red.).
- On nie jest powszechnie dostępny, jest reglamentowany przez Ministerstwo Zdrowia. Zakupy nie są dostosowane do potrzeb - ubolewała.
Lekarka przyznała, że w związku z tym trzeba "selekcjonować pacjentów, którym podany będzie lek".
- Musimy zacieśniać kryteria selekcyjne - dodała.
Jednocześnie dr Cholewińska-Szymańska wskazywała, że niektórych zakażonych koronawirusem, którzy wrócą do zdrowia "trudno jest wypisać po zakończeniu leczenia", bo "mają tyle różnych obciążeń", że nie można ich wypisać do domu.
- Ale nie ma gdzie relokować takiego pacjenta na inny oddział - kardiologiczny czy neurologiczny - dodała tłumacząc to przesuwaniem łóżek z tych oddziałów na oddziały COVID-owe.