fbTrack

Konflikt na Ukrainie

Kolejna wpadka kremlowskiej propagandy

Mieszkaniec Mińska Jurczenko udaje w rosyjskiej telewizji, że wraz ze swym kotem marznie w Krzywym Rogu na Ukrainie
www.youtube.com
Rosjanie wynajęli Białorusina, by udawał Ukraińca.

- Mnie osobiście Majdan nic nie dał. (...) Zostaliśmy bez ogrzewania, z drożejącą energią, i nie wiadomo kiedy to wszystko się skończy – mówił w programie informacyjny „Wiesti" pierwszego kanału rosyjskiej telewizji marznący w swym mieszkaniu osobnik, którego dziennikarze przedstawili jako mieszkańca ukraińskiego Krzywego Rogu Kiriłła Czubenko.

W piątą rocznicę początku ukraińskiej Rewolucji Godności 21 listopada rosyjska telewizja przekonywała, że Ukraina zamarza bez taniego, rosyjskiego gazu.

- Jest mi strasznie wstyd. Chciałbym prosić o przebaczenie wszystkich, którzy to widzieli; i tych co nie widzieli też – powiedział białoruskiej „Naszej Niwie" mieszkaniec Mińska Witalij Jurczenko, który w rosyjskiej telewizji udawał, że marznie na Ukrainie.

Po zakończeniu studiów na wydziale prawa mińskiego uniwersytetu Jurczenko znalazł pracę w agencji obsługującej różne telewizje i operatorów telewizyjnych. Firma dostała zamówienie z Moskwy, by sfilmować ukraińską rodzinę, która w Krzywym Rogu cierpi z powodu braku rosyjskiego gazu. Nie wiadomo, dlaczego marznący mieli być akurat stamtąd. Mińszczanie, by nie utrudniać sobie życia, postanowili nigdzie nie jeździć i nakręcić wszystko u siebie - mieszkania są w końcu podobne do siebie: czy w Mińsku, czy w Krzywym Rogu. Jurczence, jako najmłodszemu stażem w agencji, kazali udawać Ukraińca.

Ale po dwóch tygodniach wybuchła afera. Rosyjską telewizję oglądają również na Białorusi i pechowy aktor został rozpoznany przez znajomych. Ich reakcja była powolna, ale ostra – konta Jurczenki w sieciach społecznościowych zostały zasypane niecenzuralnymi wpisami.

W końcu sam zgłosił się do białoruskich dziennikarzy i wszystko opowiedział. A z pracy zwolnił się.

Nie wiadomo, ile takich reportaży o Ukrainie nadała rosyjska telewizja w ciągu ostatnich pięciu lat. Ich najsłynniejsza wpadka miała miejsce jeszcze w połowie lipca 2014 roku, gdy ten sam pierwszy kanał rosyjskiej telewizji pokazał opowieść kobiety przedstawionej jako mieszkanka ukraińskiego Słowiańska, Galina Pyszniak. „Wzięli chłopca, jakieś trzy latka, w koszulce i majteczkach. I jak Jezusa przybili do tablicy ogłoszeń. Jeden przybijał a dwóch trzymało" - opowiadała o bestialstwach ukraińskich żołnierzy w Słowiańsku, bardzo przekonująco, płacząc.

Tyle, że ta sama „Galina" w tej samej telewizji w styczniu 2015 roku równie przekonująco opowiadała o ukraińskim ostrzale cywilnego autobusu w Wołnowasze - udając miejscową mieszkankę. Potem wystąpiła jako mieszkanka Doniecka, gdzie tym samym drżącym głosem oskarżała Ukraińców o ostrzelanie miejskiego trolejbusu. A potem jeszcze jako mieszkanka Odessy. Aż w końcu zaczęła jej szukać ukraińska policja i zniknęła z rosyjskich ekranów.

Rosyjskim propagandzistom czasami udaje się nawet niechcący nakręcić komedię. Jesienią 2014 roku nadano w telewizji pięciominutowy film „Wojna o wolność", sławiący „bohaterów Noworosji" (rosyjska, propagandowa nazwa wschodniej i południowej części Ukrainy).

W filmie wystąpili umundurowani i uzbrojeni „ochotnicy" opowiadający o walkach z „najemnikami junty" (czyli ukraińską armią), pokazano lekcję w szkole w pobliżu Doniecka, gdzie nauczycielka mówi uczniom o „obronie Donieckiej Republiki Ludowej przed faszystami".

Tyle, że w napisach końcowych znalazły się podziękowania dla członków klubu paintballowego z ... Arzamasu (w obwodzie niżnienowgorodzkim, 400 kilometrów na wschód od Moskwy) oraz dyrekcji miejscowej szkoły.

Mieszkańcy zapuszczonego miasteczka na rosyjskiej prowincji odegrali rolę doniecczan.

Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL