Konflikt Polska-Izrael

Publicysta "The Guardian": Polacy ratujący Żydów to wyjątki

Pacyfikacja warszawskiego getta
Autor nieznany, Domena publiczna
"W Polsce debata na temat najczarniejszej karty w historii XX wieku może przesunąć się z sal wykładowych i łamów gazet do sądów, a nawet do więziennych cel. A wszystko z powodu nowego prawa, które czeka na podpis prezydenta, które nakłada karę do trzech lat więzienia dla każdego kto wini 'naród polski' za Holokaust" - pisze publicysta "The Guardian" Jonathan Freedland.

Publicysta pisze o nowelizacji ustawy o IPN jako o posunięciu "nacjonalistycznym" autorstwa "twardo prawicowego PiS". Dodaje jednak, że cała sytuacja każe stawiać pytanie o to, jak stać na straży prawdy.

Freedland odnotowuje, że ustawodawcy w Polsce chcą walczyć przede wszystkim z określeniem "polskie obozy śmierci", które - jak tłumaczy - Polacy uznają za niedopuszczalne ponieważ obozy "chociaż istniały na polskiej ziemi" (tak w artykule - red.) zostały założone i były prowadzone przez niemieckich nazistów.

"To niemieccy oficerowie SS, a nie Polacy, kierowali nimi. Polaków nie było też wśród strażników, ani personelu obozowego, który często składał się z Ukraińców. Co więcej, ponad 2 miliony Polaków nie będących Żydami zostało zamordowanych przez nazistów" - podkreśla publicysta.

Freedland zauważa jednak, że nowe prawo obejmuje znacznie szersze spektrum, niż tylko problem określenia "polskie obozy". "To (prawo) przewiduje sankcje za każdą sugestię, że 'naród polski', niezdefiniowany, był 'odpowiedzialny lub współodpowiedzialny za zbrodnie popełnione przez III Rzeszę" - pisze.

Następnie publicysta ocenia, że jest to sposób na pokazanie Polaków jako pozbawionych jakiejkolwiek winy za zbrodnie II wojny światowej. A potem przypomina o zbrodni w Jedwabnem, gdzie "połowa miasteczka wymordowała drugą połowę" - wyjaśniając, że Polacy zamordowali tam swoich żydowskich sąsiadów. "Zamordowano 1600 osób, przeżyło tylko 7 żydowskich mieszkańców" - pisze.

"Jedwabne to pojedynczy przypadek, ale spośród 3,2 mln Żydów zamordowanych w Polsce, pokaźna liczba zginęła nie z rąk niemieckich nazistów, ale Polaków" - pisze Freedland powołując się na szacunki Jana Grabowskiego, który wylicza, że Polacy mogli zamordować ok. 200 tys. Żydów. Cytując badania Grabowskiego publicysta pisze o Żydach, którzy zdołali uciec z gett, po czym byli wydawani nazistom przez polskich chłopów. Wymienia nawet nazwisko jednego kolaboranta, Bronisława Przędziała z Bagienicy, który za wydanie dwóch Żydów Niemcom otrzymał 2 kilogramy cukru od okupantów.

"Oczywiście byli odważni, prawi Polacy, którzy ryzykowali życie by ratować Żydów" - podkreśla publicysta "The Guardian", który przypomina, że 6706 Polaków znalazło się na liście Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata. "Ale niewygodna prawda jest taka, że ratujący Żydów byli wyjątkiem" - pisze. 

Publicysta przypomina też o istnieniu w czasie okupacji polskiej policji (tzw. granatowej), która pilnowała m.in. by nikt nie wydostał się z getta.

Następnie Freedland wyraża obawę, że debata na temat takich przypadków będzie utrudniona po wejście w życie nowelizacji ustawy o IPN. "Nowe prawo robi wyjątek dla historyków. Ale kto zdefiniuje kto jest historykiem?" - pyta. I pyta co np. stanie się z dziennikarzem, który zrecenzuje badania historyka Grabowskiego.

Publicysta kończy swój artykuł przekonaniem, że prawo nie powinno przewidywać kar ani za kłamstwo oświęcimskie, ani za mówienie o zbrodniach Polaków. "Nie dlatego, że nie uważam takich kłamstw za złe: uważam" - pisze. Dodaje jednak, że "prawda jest rośliną, która nie może być chroniona murami i kwitnąć w cieniu prawa". "Prawda rozkwitnie tylko w otwartej przestrzeni" - przekonuje.

Źródło: The Guardian

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL