fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Konfederacja

Program Konfederacji: Czekolada nadziewana śledziem

YouTube
Program Konfederacji jest jak pudełko czekoladek o którym mówił Forrest Gump – nigdy nie wiadomo co z niego wypadnie. Problem jednak w tym, że finalne zestawienie owych czekoladek okazuje się dość mało strawne.

Oto bowiem sięgamy do pudełka i wyciągamy pierwszy punkt tzw. piątki Konfederacji – a więc rdzenia programu zaprezentowanego na konwencji z 21 września. – czyli tzw. programu 1000+. Propozycja smakowita dla tych, którzy uważają, że państwo ma im przede wszystkim nie przeszkadzać. Podniesienie kwoty wolnej od podatku do poziomu 12-krotności minimalnego wynagrodzenia (od 2020 roku byłoby to więc ponad 30 tys. zł), duża obniżka akcyzy i innych danin „wpisanych” w cenę benzyny (Konfederacja obiecuje, że będzie ona kosztować trzy złote), a także pełna dobrowolność jeśli chodzi o płacenie składki ZUS – to pakiet dla tych, którzy chcą wziąć sprawy w swoje ręce. Drugą stroną tego medalu musiałoby być jednak znaczne ograniczenie wszelkiego rodzaju programów socjalnych i zapaść państwowego systemu emerytalnego. Wszyscy ci, którzy uznali program 500plus za krok w dobrym kierunku, skrzywią się więc z niesmakiem.

Czytaj także:

Korwin-Mikke o poparciu dla PiS: Durnych jest więcej

Chwilę później – przy punkcie czwartym piątki, dotyczącym bezpieczeństwa narodowego, zadławić się mogą drobni i średni przedsiębiorcy, którzy rozsmakowali się w punkcie pierwszym. Oto bowiem przedstawiający ów punkt Witold Tumanowicz z Ruchu Narodowego przypomina, że owa wolnościowa Polska z punktu pierwszego to Polska dla Polaków. - Stop z masową imigracją – przekonuje Tumanowicz, a przedsiębiorca zastanawia się skąd w takim razie ma wziąć pracowników do realizowania obiecanego mu polish dream.

Z kolei przy punkcie piątym – dotyczącym zdrowego życia – niesmak poczuje wiele przedsiębiorczych kobiet, które ze dziwieniem skonstatują, że jedną z fundamentalnych zmian w zakresie poprawy ochrony zdrowia w Polsce, ma być zaostrzenie przepisów aborcyjnych. – Feministki zgadzają się, by najbardziej bezbronne kobiety były mordowane – mówił na konwencji Krzysztof Bosak nie pozostawiając złudzeń, ze wolność z punktu pierwszego jest w tej akurat kwestii silnie ograniczona przez względy ideologiczne.

Ból brzucha wielu osób mogą wywołać też zapowiedzi dotyczące polityki zagranicznej, które sprowadzają się do tego, że w przeciwieństwie do PiS-u - twardego wobec UE i opierającego się o amerykański filar polskiego bezpieczeństwa – polityka zagraniczna Konfederacji „nie będzie prowadzona na kolanach wobec nikogo” (ergo – będzie konfrontacyjna wobec wszystkich), a sojusze będą tylko dodatkiem do polskiego bezpieczeństwa, którego filarem ma stać się silna polska armia wspierana przez obywateli, którzy uzyskają powszechny dostęp do broni. Pierwszym krajem, który przychodzi na myśl przy tak zarysowanej polityce zagranicznej i polityce bezpieczeństwa jest suwerenna do bólu Korea Północna.    

A przecież w pudełku czekoladek jakie oferuje Konfederacja jest jeszcze i Justyna Socha (twarz ruchu antyszczepionkowego w Polsce), i wzywający do wyniesienia Chrystusa na Polski tron Grzegorz Braun, i Janusz Korwin-Mikke, który na konwencji z 21 października przekonywał, że kobieta „ma prawo do bogatego męża” i Robert Winnicki na tej samej konwencji przekonujący, że „z polskiej przestrzeni publicznej raz na zawsze można wykopać LGBT”.

Przedstawiciele Konfederacji przekonują, że ich głównym problemem jest ignorowanie ich przez media zarówno z lewa, jak i z prawa. Wydaje się jednak, że znacznie większym problemem jest fakt, iż proponuje ona mieszankę, której bardzo mało wyborców oczekuje. Wyborcy chcący suwerennej polityki zagranicznej, walki z gender i LGBT, niechętni imigrantom i przywiązani do chrześcijańskich korzeni Polski – mają w PiS reprezentanta tak silnego, że osłabianie jego wyniku przez głosowanie na balansującą na granicy progu wyborczego Konfederację tylko dlatego, że byłaby ona pod tym względem PiS-em do kwadratu, większość uzna za nieracjonalne. Zwłaszcza, że w pakiecie mogą dostać cofnięcie programów socjalnych przez wolnościowe skrzydło Konfederacji.

Z kolei wielu wyborców wolnościowych słysząc Grzegorza Brauna, który skromnie prostuje słowa prowadzącego konwencję i podkreśla, że nie należy go określać mianem jednego z liderów, ponieważ „wodzem nam Jezus w hostii ukryty”, może mieć uzasadnione obawy, że z tak egzotycznym sojusznikiem realizacja ambitnego planu obniżania podatków może być karkołomna.

A trzeba jeszcze dodać do tego fakt, że Konfederacja, aby zrealizować swój program, musiałaby zdobyć w Sejmie większość bezwzględną. Dlaczego? Cóż, politycy Konfederacji wielokrotnie podkreślali w czasie konwencji, że wszystkie inne partie to w zasadzie jedno i to samo, a słowo złodzieje to najłagodniejsze określenie, jakim można ich przedstawicieli określić. To zaś dość trudny punkt wyjścia do rozmów o ewentualnej koalicji.

Reasumując – Konfederacja to pudełko czekoladek dla koneserów bardzo wyrazistych smaków, w rodzaju słodkiej czekolady nadziewanej śledziem. Pewnie niektórzy powiedzą, że całe życie szukali tego smaku – ale trudno spodziewać się, by była to liczna grupa.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA