fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Bogusław Chrabota: Razbury tiurmy mury

Fot. Łukasz Kamiński
Może nie powinienem ujawniać kulis tegorocznych obrad kapituły Nagrody Giedroycia, ale myślę, że niewiele zdradzę, pisząc, iż mało kto miał wątpliwości co do tego, kto w tym roku powinien być laureatem.

Nie chodziło rzecz jasna o nazwisko, tylko o narodowość. Białorusinka bądź Białorusin. Nie potrafiliśmy oderwać się od pomysłu wskazania kogoś, kto by symbolizował słuszny bunt tak bliskiego nam narodu. Nie mam wątpliwości, że taki wybór poparłby sam zmarły 20 lat temu Redaktor paryskiej „Kultury". W jego myśli bowiem i dziedzictwie nie było ważniejszej sprawy niż związki wolnej, demokratycznej ojczyzny z wywodzącymi się z jagiellońskiego dziedzictwa sąsiadami. Zbuntowana Białoruś przywracająca biało-czerwono-białą flagę z herbem Pogoni byłaby mu, urodzonemu w Mińsku, szczególnie bliska.

Wśród wielu godnych kandydatów kapituła wybrała poetę, tłumacza i „budowniczego mostów", jak go nazwała wygłaszająca laudację red. Agnieszka Romaszewska, Andreja Chadanowicza. To naprawdę wspaniała postać. Prezes białoruskiego Pen Clubu, wybitny poeta, tłumacz przekładający na język białoruski także naszych klasyków: Mickiewicza, Gałczyńskiego, Miłosza, Herberta, na równi z Baudelaire'em i Mallarmém. Wielbiciel tradycji Wielkiego Księstwa Litewskiego i, co dziś szczególnie ważne, człowiek, który ofiarując Białorusinom tłuczenie „Murów" Jacka Kaczmarskiego, tchnął w ich bunt dodatkową siłę.

Słynną pieśń polskiego barda nagrał i przetłumaczył już kilka lat temu. Aż po ukradzionych przez Łukaszenkę Białorusinom wyborach znalazła swoje miejsce i czas. Tę pieśń zna dziś na Białorusi każdy. Jednym zagrzewa serca do walki, innych przeraża siłą milionów gardeł. Sam Chadanowicz mówi, że to song, który jak kiedy przeniósł nasiona wolności z Katalonii nad Wisłę, tak teraz niesie je z Warszawy na Białoruś.

Miałem honor poinformować telefonicznie laureata o jego sukcesie. Małodusznie czułem obawy, czy aby się od nagrody nie zdystansuje, nie przerazi represji, których po jej otrzymaniu mógłby doświadczyć. Nie doceniłem go. W słuchawce odpowiedział głos pełen dumy, radości i wzruszenia. Tak brzmi współczesna Białoruś i niech ci, co nie chcą tego głosu słuchać, naprawdę zaczną się bać. Bo to naród, który kiedyś do końca zburzy „tiurmy mury", jak już je zburzył Andrej Chadanowicz.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA