fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Szułdrzyński: Czy można aż tak lekceważyć prawo

AdobeStock
Jeśli organizatorzy wyborów będą chcieli działać zgodnie z przepisami, wybory prezydenckie są nie do przeprowadzenia 10 maja ze względów technicznych. Chyba że urzędnicy państwowi będą przygotowywać wybory bez odpowiedniej podstawy prawnej. Pytanie, czy chcemy żyć w takim kraju?

Sejmowy spór o powszechne głosowanie korespondencyjne jest, mówiąc wprost, bezprzedmiotowy. I nie chodzi o to, czy przepisy są dobre czy złe, ale o wnioski płynące z zapoznania się z... kalendarzem. Zgodnie z prawem wybory mają się odbyć, licząc od wtorku, za 33 dni. Nawet po przyjęciu tej ustawy przez Sejm senatorowie będą mieli 30 dni na pracę nad zmianą przepisów. Jeśli wykorzystają cały ten czas, ustawa wróci do Sejmu (chyba że senatorowie nie wniosą poprawek), a potem trafi do prezydenta. Jeśli natychmiast ją podpisze, ustawa wejdzie w życie 7 maja, w czwartek przed wyborami. Zgodnie z prawem, dopiero gdy ustawa wejdzie w życie, minister aktywów państwowych określi wzór karty do głosowania i kopert, do których będzie je można włożyć. Dopiero wówczas będzie mógł ruszyć zgodnie z prawem ich druk. Do daty wejścia nowej ustawy obowiązują stare przepisy. I tylko na ich podstawie można przygotowywać wybory.

Kodeks zakłada, że wyborca może zgłosić chęć głosowania dwa tygodnie przed wyborami, a sześć dni przed dniem wyborów otrzymać pakiet wyborczy. Jeśli więc organizatorzy wyborów będą chcieli działać zgodnie z prawem, wybory prezydenckie są nie do przeprowadzenia 10 maja ze względów technicznych. Chyba że urzędnicy państwowi będą łamać prawo, przygotowując wybory bez odpowiedniej podstawy prawnej. Stałoby to w sprzeczności z zasadą legalizmu, która stanowi, że urzędnikom wolno tylko to, na co zezwalają przepisy. Przygotowanie wyborów na podstawie przepisów, które jeszcze nie zostały przyjęte, byłoby jawnym złamaniem tej reguły.

I nie zmieni tego nawet poprawka dająca marszałkowi Sejmu prawo przesunięcia wyborów na 17 maja, bo taką decyzję będzie mogła podjąć dopiero dziesięć dni wcześniej. Teraz rozumiemy, dlaczego PiS już wprowadził przepis, który mówi, że urzędnik państwowy przekraczający w okresie epidemii kompetencje lub niedopełniający obowiązków, nie będzie odpowiadał za to karnie. Pytanie, czy chcemy żyć w kraju, w którym można aż tak lekceważyć przepisy? W dodatku przy okazji tak niezwykle ważnej dla demokracji procedury jak wybory prezydenckie.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA