Podziwiam optymizm i determinację prezesa Kaczyńskiego. Bo przecież scenariusz, który narysował piątkowej nocy, może się ziścić tylko w sytuacji, kiedy koszmar pandemii, jeśli się nie skończy, to przynajmniej przygaśnie. Właśnie wtedy, na schodzącej fali zachorowań, już niemal całkiem bezpiecznie starcy bądź ich pełnomocnicy będą mogli rzucić się w objęcia listonoszy, ustawić w kolejkach na poczcie, słać w zaklejonych kopertach zaznaczone druki do komisji wyborczych, a te, przedłużając swój zbiorowy wysiłek, już bez strachu będą otwierać przesyłki i skrzętnie odnotowywać głosy. A przypomnijmy, ludzi, którym otworzono ścieżkę korespondencyjnego głosowania, jest dobrych kilka milionów. Jakieś osiem do dziewięciu, o ile się nie mylę.