fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Katastrofa smoleńska

Tomasz Krzyżak: Smoleńsk może zaważyć

Fotorzepa, Piotr Guzik
Obecność prezydenta i premiera na miejscu katastrofy – w samym środku kampanii – byłaby ważna. Ale opory Rosjan też można przekuć w sukces. Nic tak nie mobilizuje elektoratu jak wspólny wróg.

Jeszcze półtora tygodnia temu wydawało się, że w kampanii prezydenckiej nikt nie odważy się grać „nutą smoleńską”. Kiedy dzień po oficjalnym ogłoszeniu terminu wyborów Szymon Hołownia pokazał spot, w którym wystąpił na tle brzozy, a na ekranie pojawił się papierowy samolot, oburzyła się lewa i prawa strona sceny politycznej. Hołownia się pokajał, przeprosił tych, którzy poczuli się urażeni, i zapewnił, że przez myśl mu nie przeszło, by naigrawać się z katastrofy smoleńskiej.

A jednak wszystko wskazuje na to, że temat Smoleńska będzie w tej kampanii jednym z istotniejszych. Dobrze rozegrany, może być jednym z ważniejszych punktów przesłania Andrzeja Dudy. Tyle tylko, że prezydent nie może przegiąć.

Przeczytaj także: Macierewicz: 10 kwietnia w Wielki Piątek. Trzeba będzie główne uroczystości przesunąć

Być może nikt nie chciał, by temat wracał. PiS wyciszyło przecież wszystkie komisje, które pracowały nad wyjaśnieniem katastrofy z 10 kwietnia 2010 r., a Antoniego Macierewicza schowano w cień. Comiesięczne msze w intencji ofiar wciąż są w stołecznej katedrze odprawiane, ale nie ma już przemarszu pod Pałac Prezydencki, nie ma płomiennych przemówień Jarosława Kaczyńskiego czy Andrzeja Dudy. W Warszawie stoi pomnik ofiar katastrofy, a także prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Prawie każda miejscowość w kraju ma zaś ulicę jego imienia.

Możliwe, że konflikt na linii Polska–Rosja w sprawie obecności najważniejszych naszych polityków 10 kwietnia 2020 r. w Smoleńsku jest tylko przykładem na nieudolność rodzimej dyplomacji, która zapomniała o 80. rocznicy mordu polskich oficerów w Katyniu i 10. rocznicy katastrofy TU-154M, a przypomniano sobie o tym na dwa miesiące przed rocznicą. Prawdą mogą być jednak zapewnienia resortu spraw zagranicznych, że przygotowania do wizyty rozpoczęto przed dwoma laty, ale opór strony rosyjskiej jest tak silny, że wszystko stoi w miejscu.

Tak czy inaczej temat wraca. W bardzo delikatnym momencie. Teoretycznie skorzystać może tylko PiS i kandydat tej partii na urząd prezydenta. Obecność premiera i prezydenta w Smoleńsku – w samym środku kampanii – byłaby ważna. Na pewno wizerunkowo pomogłaby walczącemu o reelekcję prezydentowi Dudzie. Ale opory Rosjan też można przekuć w sukces. Oto zły prezydent Rosji, który próbuje narzucić światu swoją wizję historii II wojny światowej i wmawia nam, Polakom, różne rzeczy, teraz odcina nas od naszej martyrologii i nie pozwala nam uczcić pamięci naszych bliskich. Nic tak nie mobilizuje elektoratu jak wspólny wróg.

Taki scenariusz jest naprawdę bardzo prawdopodobny. Ale Władimir Putin wie, że Polaków do Smoleńska wpuścić musi. Gdyby tego nie zrobił, zaszkodziłby sobie na arenie międzynarodowej. Będzie zwlekał, próbował zmusić naszych polityków do ukorzenia się, jakichś ustępstw, ale ostatecznie się zgodzi. I strona polska też o tym wie. Najważniejsze wydaje się teraz powstrzymanie emocji. Z tym jednak nasi politycy mają ogromny problem.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA