Reklama

Szułdrzyński: Tu nie chodzi o PiS. Amerykanie są po prostu konsekwentni

Zarówno lewa jak i prawa strona z wielkimi emocjami przyjęła środową deklarację ambasador Stanów Zjednoczonych, Georgette Mosbacher, która uprzedziła posłów, że atak władz na wolność mediów może popsuć relacje polsko-amerykańskie. Spotkanie nie było rejestrowane przez media, więc informację o słowach ambasador natychmiast zacytowali w mediach społecznościowych politycy opozycji. Ich intencja była jasna – oto pani USA dają prztyczka w nos „dobrej zmianie”.
Szułdrzyński: Tu nie chodzi o PiS. Amerykanie są po prostu konsekwentni

Foto: Flickr/HarvardCPL

Posłowie PiS przyznawali, że Mosbacher mówiła posłom, że jeśli pojawią się projekty prawa, które maja godzić w wolność mediów, to nie będzie w stanie Polsce pomóc. „Ale kontekst tej wypowiedzi był szerszy” – zastrzegała posłanka Małgorzata Wypych (PiS) cytowana przez portal wpolityce.pl.

Dla polityków prawicy ta wypowiedź może być problemem. Po pierwsze co chwilę ktoś z obozu władzy podszczypuje media, co jakiś czas powraca jako straszak ustawy dekoncentracyjnej, repolonizacyjnej itp. Po drugie prawica wiele sobie obiecywała po nowej ambasador. Zadowoleni ze współpracy z nią byli prezydent, premier i prezes PiS. W obozie dobrej zmiany zapanowało przekonanie, że ponieważ jest nastawiona na sukces, skupiać się będzie na tym, co może realnie polepszyć wzajemne relacje: zniesienie wiz, zwiększenie amerykańskiej obecności wojskowej w Polsce, kontrakty energetyczne i infrastrukturalne, zamiast się „wtrącać” w wewnętrzne sprawy.

Czytaj dalej bez ograniczeń – kup dostęp w ofercie specjalnej

Teraz miesięczna subskrypcja już od 9,90 zł (zamiast od 19 zł)

Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji:

  • dostęp do wszystkich treści na serwisie RP.PL
  • Plus Minus – treści publicystyczno-reporterskie
Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama