fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Katastrofa smoleńska

Smoleński wyrzut sumienia PiS

Antoni Macierewicz twierdził, że trzy osoby przeżyły katastrofę
Fotorzepa, Robert Gardziński
Ugrupowanie Kaczyńskiego złamało najważniejsze obietnice.

Przed każdą rocznicą katastrofy smoleńskiej pojawiają się nowe „rewelacje" mające podgrzać atmosferę polityczną wokół tragicznego wydarzenia z 10 kwietnia 2010 roku. Zawsze tego typu informacje, jak ta o odkryciu przez brytyjskich naukowców trotylu na wraku tupolewa, mają jeden cel – przekonać opinię społeczną, że prezydent Lech Kaczyński, wraz z towarzyszącą mu delegacją, został zamordowany. Bez względu na fakty.

Bo przecież nieistotne, że wcześniej Centralne Laboratorium Kryminalistyczne Policji również wskazało na obecność materiałów zawierających cząstki materiałów wysokoenergetycznych i że mogą one służyć równie dobrze do produkcji farb czy past do butów. Nieistotne, że nie podaje się, jakie było stężenie i skąd miał pochodzić rzekomy trotyl. Nieistotne też, że od ponad trzech lat nadzór nad prokuraturą ma polityk obozu władzy. „Rewelacje" mają wzbudzić podejrzenia i potwierdzić teorie spiskowe, które politycy Prawa i Sprawiedliwości snuli, będąc w opozycji.

Jednak to co, pomijając kwestie moralne i etyczne, politycznie uchodziło ugrupowaniu będącemu w opozycji, już nie uchodzi ugrupowaniu rządzącemu, mającemu wszystkie instrumenty w ręku, chwalącemu się, że na arenie międzynarodowej Polska za ich rządów wstała z kolan, a prokuratura jest niezależna i niepoddana presji politycznej. Przez ponad trzy lata swoich rządów PiS miał wystarczająco dużo czasu, środków i możliwości, żeby w kwestiach smoleńskich zbliżyć się całkowicie do prawdy, co zapowiadał przez 96 miesięcznic smoleńskich Jarosław Kaczyński. Tym bardziej że będąc w opozycji, PiS ustami swoich najważniejszych polityków złożył szereg obietnic w kwestii wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej.

Już w czerwcu 2010 r. Antoni Macierewicz i Anna Fotyga przekazali amerykańskiemu kongresmenowi Peterowi Kingowi listę z podpisami 300 tys. Polaków domagających się powołania międzynarodowej komisji do zbadania przyczyn katastrofy smoleńskiej. Dwa lata później prezes PiS zapowiedział: „Poprosimy inne państwa o pomoc. Będziemy się starali dowiedzieć, co się stało w Smoleńsku i kto odpowiadał za błędy w śledztwie".

Już po zwycięskich dla PiS wyborach Witold Waszczykowski zapowiadał, że nowy rząd sprowadzi ekspertów międzynarodowych, którzy mieliby zająć się audytem dotychczasowych ustaleń w sprawie katastrofy. Ówczesny szef MSZ zapowiadał również: „Polska zwróci się w tej sprawie do trybunałów rozjemczych". Zapowiedzi polityków PiS, że po wygranych wyborach sprowadzą wrak i czarne skrzynki do Polski oraz wyjaśnią przyczyny katastrofy smoleńskiej, było bez liku. Nie mniej padało mocnych słów, niepozostawiających złudzeń co do tego, co wydarzyło się feralnego kwietniowego poranka w drodze do Katynia.

W listopadzie 2012 roku Jarosław Kaczyński mówił: „zamordowanie 96 osób to jest zbrodnia", i dodawał, że wszystko wskazuje na zamach. Kiedy kilka miesięcy wcześniej, w kwietniu tego samego roku, rozmawiałem z prezesem PiS, mówił: „Lech Kaczyński naraził się tym, którzy nie chcą, żeby Polska była skuteczna w swojej podmiotowości".

I jeszcze: „Wszystko wskazuje na to, że skończyło się zamachem. Mam poczucie, że prezydent Lech Kaczyński został zamordowany. W Polsce jak i za granicą były osoby, które mogły skorzystać na śmierci Lecha Kaczyńskiego. I skorzystały. Nie ukrywam swojego negatywnego stosunku do Donalda Tuska. Jeśli to był »tylko« wypadek, to tym bardziej ponosi odpowiedzialność za śmierć Lecha Kaczyńskiego i całej delegacji prezydenckiej".

Kiedy tego samego roku rozmawiałem z Andrzejem Dudą, twierdził: „Niestety, nikt nie udowodnił mi jeszcze, że pan prezydent zginął przypadkowo. (...) Samoloty z prezydentami nie rozbijają się w Europie ani w innych cywilizowanych częściach świata. Nigdy nie uwierzę w żadne bzdurne koncepcje o naciskach czy brawurze pilotów". Pominę wszelkie wypowiedzi Antoniego Macierewicza, który mówił, że „po trzech latach badań mogę powiedzieć, że są dowody świadczące, że trzy osoby przeżyły katastrofę smoleńską", różne wariacje byłego szefa MON na temat teorii zamachu, efekty ustaleń prac podkomisji przy MON, które są strzeżone niczym złoto w Forcie Knox, jak również oskarżenia o zmowę Donalda Tuska z Władimirem Putinem.

Pozostają pytania, tym razem do rządzących polityków PiS. Dlaczego wciąż nie ma winnych zamachu? Dlaczego wciąż brak dowodów na zamach? Dlaczego nie powstała zapowiadana przez PiS sejmowa komisja śledcza ws. katastrofy smoleńskiej? Dlaczego nie powstała zapowiadana przez prezesa Kaczyńskiego ustawa dotycząca wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej? Dlaczego rząd nie wyegzekwował nagrań i zdjęć satelitarnych od USA? Dlaczego prezydent Duda i władze nie umiędzynarodowiły śledztwa? Dlaczego rządzący nie naciskają na zwrot wraku i czarnych skrzynek, przy wsparciu USA i państw UE?

Za rok, na chwilę przed dziesiątą rocznicą smoleńską, pewnie poznamy nowe „rewelacje" dotyczące „zamachu" na prezydenta. A że będzie to rok wyborów prezydenckich, to jeśli wystartuje w nich Donald Tusk, na pewno przeczytamy niemało o jego udziale w „zbrodni". Teorie spiskowe będą mnożone, przeciwnicy polityczni stygmatyzowani.

Tylko rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej szkoda. Prawda o podejściu PiS do katastrofy smoleńskiej jest taka, że ugrupowanie Jarosława Kaczyńskiego używa Smoleńska, kiedy mu wygodnie. Liczy się doczesna korzyść polityczna. A fakty? A spełnienie obietnic? Praca prokuratury? Trawestując klasyka, w sprawie katastrofy smoleńskiej PiS u władzy zachowuje się, jakby chodziło o włamanie do garażu.

Nic się nie zmieniło.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA