fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Katalonia

Hiszpania: Bunt Katalonii da sukces prawicy

Sondaże wskazują, że lider Partii Ludowej Pablo Casado ma największe szanse zostać nowym premierem Hiszpanii. W wielu obszarach jego poglądy są bardziej prawicowe niż Jarosława Kaczyńskiego
AFP
W Madrycie władze zapewne przejmie najbardziej konserwatywny rząd od Franco. To zmieni także całą Unię.

Poszło o konflikt w secesjonistami z Barcelony. Sanchez, w przeciwieństwie do swojego poprzednika, konserwatywnego premiera Mariano Rajoya, próbował wypracować z Katalończykami kompromis, zmieniając konstytucję i przekształcając królestwo w federację. Ale szef katalońskiego rządu regionalnego Quim Torra oświadczył, że nie będzie wspierał rządu w Madrycie, jeśli prowincja nie uzyska prawa do zdecydowania, czy chce być niezależna.

Duma z flagi Hiszpanii

– To pokerowa zagrywka separatystów, strategia: im gorzej, tym lepiej. Liczą, że wybory wyłonią bardzo konserwatywny rząd w Madrycie, który ukróci autonomię Katalonii. A to wywoła bunt w społeczeństwie prowincji, zapewni większość na rzecz niepodległości, której teraz nie ma – mówi „Rzeczpospolitej" madrycki politolog Alberto Madrigal. – Ale mogą też przestrzelić, jeśli katalońscy wyborcy nie zrozumieją, dlaczego Torra doprowadził do upadku przychylnego Katalończykom Sancheza.

Planom Torry na razie sprzyja zbieg okoliczności: właśnie rozpoczął się proces kilkunastu działaczy niepodległościowych, którzy półtora roku temu zorganizowali nielegalne referendum w sprawie oderwania prowincji. Zastępca premiera ówczesnego regionalnego rządu Oriol Junqueras zgodził się dotąd odpowiedzieć w nim tylko na pytania swojego adwokata, kreując się na więźnia politycznego. Grozi mu 25 lat więzienia. W niedzielę w obronie Junquerasa i jego towarzyszy odbyła się w Barcelonie manifestacja, w której zdaniem policji wzięło udział 200 tys. osób (pół miliona zdaniem organizatorów), najwięcej od dorocznego święta Katalonii 11 września (Diady).

Ale ostra gra Katalończyków wywołuje też patriotyczną reakcję w pozostałej części kraju. Zainicjowało ją stanowcze przemówienie króla Filipa V w październiku 2017 r. w odpowiedzi na próbę secesji prowincji przy pogwałceniu zapisów konstytucji.

– Znów jesteśmy dumni z naszej flagi, z naszego kraju – mówi „Rzeczpospolitej" hiszpański dziennikarz z Madrytu.

I rzeczywiście, jak teraz w Barcelonie, tak kilkanaście dni temu tłum wyszedł na ulice Madrytu pod morzem flag królestwa.

Wcześniej po raz pierwszy od upadku dyktatury socjaliści zostali odsunięci od władzy w rządzie regionalnym w Andaluzji. Zastąpiła ich koalicja konserwatywnej Partii Ludowej (PP) i centrowej Ciudadanos wspieranej przez nową ultraprawicową Vox.

Teraz taka sama koalicja ma największe szanse na zwycięstwo w przedterminowych wyborach, które odbędą się 28 kwietnia. Sondaże pokazują, że PP może liczyć na 21 proc. głosów, Ciudadanos – na 18 proc., a Vox – na 11 proc.

– Teoretycznie Ciudadanos mógłby wejść w koalicję z PSOE (24 proc.), to partia centrowa. Ale głównym tematem tej kampanii jest jedność kraju. A w tej sprawie Albert Rivera (lider liberałów) zajmuje bardzo konserwatywne stanowisko – mówi Madrigal.

Układy z separatystami

I faktycznie, już w piątek Rivera oświadczył, że „od tej pory los kraju musi znaleźć się w rękach tych, którzy go kochają. Pedro Sancheza trzeba odesłać do opozycji. Wchodzić w układy z separatystami nie jest żadnym rozwiązaniem, to jest pogłębianie problemu".

Gabinet Sancheza trwał zaledwie 8,5 miesiąca, najkrócej w historii demokratycznej Hiszpanii. Powstał nie w wyniku wyborów, ale skandalu korupcyjnego w ramach PP. Katalońscy separatyści pomogli wówczas obalić znienawidzonego Rajoya.

Ale mimo iż PSOE miała tylko 85 deputowanych na 350 w Kortezach, Sanchez zdołał jednak zasadniczo zmienić kierunek rozwoju kraju. Po latach twardych reform rynkowych, dzięki którym Rajoy zapobiegł bankructwu Hiszpanii i przywrócił jej konkurencyjność, Sanchez uruchomił szeroki strumień subwencji publicznych. Radykalnie (do 900 euro miesięcznie) podniósł pensje minimalne, w górę poszły też pensje urzędników i minimalne emerytury, choć zdaniem wielu ekonomistów kraju, który ma drugie (po Grecji) najwyższe bezrobocie w Unii, na to nie stać.

Sanchez nie bez racji próbował też doprowadzić do wyprowadzenia prochów Franco z wykutej niewolniczą pracą republikańskich więźniów w górach Sierra de Guadarrama bazyliki w Valle de los Caidos. Ale sporu w tej sprawie z rodziną dyktatora, który musi rozstrzygnąć Sąd Najwyższy, nie uda się już rozwiązać przed wyborami.

Na razie wiele wskazuje na to, że nowym premierem królestwa będzie 38-letni lider PP Pablo Casado. To bardziej konserwatywny lider Partii Ludowej nawet od Jose-Marii Aznara, który wraz z Polską wsparł iracką interwencję George'a W. Busha. Jego poglądy w wielu obszarach są też na prawo od PiS. A przecież ewentualną koalicję jeszcze bardziej w kierunku konserwatywnym będzie przeciągał Vox.

– Casado natychmiast przejmie bezpośrednią kontrolę nad Katalonią, zawieszając jej autonomię. Cofnie też reformy cywilizacyjne, ograniczając (choć nie zakazując) prawa do aborcji czy odbierając nazwę „małżeństwo" dla związków homoseksualnych – mówi Madrigal. Lider PP zapowiada także powrót do reform rynkowych Rajoya, ograniczając wydatki państwa i podatki.

Ale przejęcie władzy przez prawicową koalicję na miesiąc przed wyborami do europarlamentu może też znacząco zmienić układ się w Unii. To będzie moment, w którym już powinien nastąpić brexit i we Wspólnocie pozostanie tylko pięć dużych krajów. W takim układzie w trzech z nich, poza Hiszpanią – we Włoszech i Polsce – u władzy byłyby mocno konserwatywne i ostrożne wobec integracji ugrupowania.

W Hiszpanii wielu źle przyjęło odmowę Niemiec i Belgii wydania lidera katalońskich secesjonistów Carlesa Puigdemonta. Okazało się, że między krajami UE nie ma nawet podstawowej lojalności.

– Hiszpanie wyraźnie zobojętnieli wobec integracji. Spodziewam się bliskiej współpracy Casado z Polską i Włochami w niektórych obszarach, np. polityce migracyjnej – przyznaje Madrigal.

Nowy układ sił może też uratować polskich spedytorów drogowych tak, jak rok temu, gdy był u władzy Rajoy, udało się dzięki wsparciu Hiszpanii korzystnie dla Polski rozwiązać spór o pracowników delegowanych. W sprawie warunków pracy kierowców Sanchez na razie wolał grać z Francją i Niemcami.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA