fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Historia

Czy w Krakowie stanie pomnik ku czci Armii Czerwonej?

W byłych demoludach tendencja jest odwrotna. Latem zdecydowano o usunięciu pomnika Iwana Koniewa w czeskiej Pradze
MATEJ BATCHA
Kraków musi się odwdzięczyć Armii Czerwonej – twierdzą prorosyjscy działacze.

– Przede wszystkim zależy nam na dotarciu do prawdy – mówi Jerzy Tyc, szef Stowarzyszenia Kursk. W związanym z Kremlem portalu informacyjnym Sputnik ogłosił, że wystąpi do władz Krakowa o zgodę na budowę pomnika upamiętniającego sowieckich i polskich saperów, którzy rozminowali miasto w 1945 roku.

Idea prosto z Moskwy

Stowarzyszenie dotąd było najbardziej znane z opieki nad cmentarzami żołnierzy Armii Czerwonej i z remontu sowieckich pomników. Pomysł, by zajęło się budową nowego, narodził się w Moskwie. Tam w siedzibie Rosyjskiego Stowarzyszenia Wojskowo-Historycznego odbyła się debata „Rola radzieckich saperów i polskich członków ruchu oporu w rozminowaniu Krakowa zimą 1945 roku". Tyc był jedynym gościem z Polski.

W rozmowie z „Rzeczpospolitą" mówił, że nigdy nie badał sprawy wyzwolenia Krakowa i nie jest w stanie z pełną odpowiedzialnością stwierdzić, jak było naprawdę. Jednak nie ukrywa, że przekonują go argumenty, które usłyszał podczas spotkania w Moskwie.

– Wybraliśmy jednego rosyjskiego historyka Antona Żełagina, który przyjrzy się archiwom i porozmawia ze świadkami. Jego zadaniem będzie udokumentowanie, że wydarzenia okazywane w PRL rzeczywiście miały miejsce – mówi Jerzy Tyc.

Legenda komunistów

A w PRL historia rzekomo cudownego ocalenia Krakowa była wyjątkowo nagłaśniana przez propagandę. W stolicy Małopolski stanął pomnik marszałka Iwana Koniewa, autora „specjalnego manewru", który pozwolił ochronić skarby architektury. Sam marszałek w swoich wspomnieniach pisał, że celem natarcia jego wojsk było „uratowanie miasta" i jego „drogocennych zabytków" przed „całkowitym zniszczeniem", jako że „większość budynków była zaminowana".

Rzekome zaminowanie Krakowa również było często akcentowane przez propagandę. Powtarzała ona m.in. historię o detonatorze, ukrytym w forcie Pasternik, którego uruchomienie miało obrócić w gruzy m.in. Wawel, Sukiennice, Teatr Słowackiego czy kościół na Skałce. Na szczęście kabel odkopali sowieccy saperzy. O tym, że zniszczenie Krakowa było realne, mogli też przekonać się widzowie filmu propagandowego „Ocalić miasto".

Z takimi tezami po 1990 roku szybko zaczęli walczyć historycy. – Wymysłem stalinowskiej propagandy są bajki o zaminowaniu Wawelu, Sukiennic, kościoła Mariackiego itp. Wymysłem tej samej propagandy jest rozminowanie tych obiektów, tak jak manewr dla ratowania dóbr polskiej kultury – mówi dr Maciej Korkuć z krakowskiego Instytutu Pamięci Narodowej. – Nigdy w PRL nie wskazano miejsc, w których miałyby być te ładunki. Bo ich nie było – dodaje.

Zauważa, że nieprawdą okazała się też legenda o rzekomym detonatorze w forcie Pasternik. – Jewgienij Bieriezniak, celebrowany jako sowiecki dywersant, który przeciął „centralny kabel", sam przed śmiercią przyznał, że to propagandowa bzdura. Mimo to jest celebrowany w Rosji i na Ukrainie (również dziś) jako ten, co „uratował Kraków" – mówi dr Korkuć.

Polemika z Kurskiem

Krakowski IPN wystosował już pismo do Stowarzyszenia Kursk, w którym m.in. odpowiada na zarzuty, dlaczego nie pojawił się na spotkaniu w Moskwie. „Wpłynęło do nas Państwa pismo pozorujące zaproszenie do udziału w bliżej nieokreślonym »okrągłym stole«, w bliżej nieokreślonym miejscu (»w Moskwie« – bez podania adresu), bez jakichkolwiek konkretnych informacji o domniemanych organizatorach ani uczestnikach. Tego rodzaju korespondencja jest odległa od elementarnych standardów obowiązujących w życiu publicznym" – napisał.

Gdzie miałby stanąć pomnik? Jerzy Tyc mówi, że nie jest to jeszcze pewne. – Najpierw zależy nam na zorganizowaniu w Krakowie kolejnego okrągłego stołu. Mam nadzieję, że tym razem historycy z IPN będą odważniejsi – mówi. Dodaje, że jeśli badania udowodnią tezy o rozminowaniu miasta, jego stowarzyszenie rozpocznie zbiórkę publiczną.

O tym, że w Krakowie pomnik nie powstanie, jest przekonany dr Jerzy Bukowski z działającego w tym mieście Porozumienia Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych. – Obecny prezydent miasta Jacek Majchrowski jako wojewoda zdecydował w 1997 roku o rozebraniu pomnika Wdzięczności Armii Czerwonej koło Barbakanu. Nie sądzę, by pomysł podchwycił ktokolwiek z rady miasta. Ta cała inicjatywa służy tylko temu, by móc narzekać na „niewdzięcznych Polaków" – mówi.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA