fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Handel

Skok inwestycji w kosmetykach

Fotorzepa/Rafał
Polskie firmy kosmetyczne na wyścigi stawiają nowe fabryki i linie produkcyjne. Powód: rosnąca sprzedaż krajowa i jeszcze szybszy wzrost eksportu.

W miniony poniedziałek Irena Eris wmurowała kamień węgielny w fundamenty nowej hali fabrycznej, która pod koniec roku stanie przy siedzibie spółki w Piasecznie. Ta największa inwestycja w dotychczasowej historii rodzinnej spółki (budowa hali to dopiero początek) pochłonie do 2019 r. 45 mln zł i umożliwi podwojenie mocy produkcyjnych Laboratorium Kosmetycznego (LK) Dr Irena Eris. – Będziemy mogli produkować co najmniej 60 mln sztuk kosmetyków rocznie – podkreśla prezes firmy Henryk Orfinger.

Budują i przejmują

Kilka dni przed ogłoszeniem inwestycji LK Dr Irena Eris swoim najnowszym przedsięwzięciem pochwaliła się Spółdzielnia Inwalidów (SI) Świt mająca 73-letnią tradycję w produkcji kosmetyków. Kupiła od koncernu Avon nieczynny już zakład w Garwolinie, gdzie w przyszłym roku postawi nową linię i uruchomi produkcję perfumerii i aerozoli.

To kolejny zakup spółdzielni, która wiosną 2016 r. przejęła w pełni wyposażoną fabrykę koncernu Colgate-Palmolive w Halinowie. Jak ocenia prezes SI Świt Waldemar Siwak, w ciągu czterech lat, do końca 2018 r., spółdzielnia zainwestuje w sumie ok. 50 mln zł, kilkakrotnie zwiększając swoje moce produkcyjne – do ok. 120 mln sztuk kosmetyków rocznie.

Na ok. 100 mln zł szacuje łączną wartość inwestycji w rozbudowę swojej firmy Krzysztof Pałyska, współwłaściciel grupy Bell, jednego z największych krajowych producentów kosmetyków do makijażu. Firma, która w tym roku chce uzyskać ponad 200 mln zł przychodów ze sprzedaży, przeniesie latem do nowej hali produkcję opakowań do kosmetyków. Do końca roku zainstaluje jeszcze nowe linie technologiczne w gotowych już budynkach, kończąc kilkuletni cykl intensywnych inwestycji.

Inwestycyjny bodziec

Na początku takiego cyklu jest największy krajowy producent kosmetyków Ziaja Ltd. Spółka, która w zeszłym roku postawiła nowe biuro, za kilka tygodni rozpoczyna rozbudowę i automatyzację magazynu. Ma to kosztować ok. 10 mln zł i uwolnić teren pod budowę nowego działu produkcyjnego o powierzchni ok. 10 tys. mkw.

– To będzie naprawdę duża inwestycja, warta 60–70 mln zł, która otworzy nam ogromne możliwości produkcyjne – zapowiada Zenon Ziaja, prezes firmy Ziaja Ltd, która wytwarza obecnie ok. 70 mln kosmetyków i produktów farmaceutycznych rocznie.

Do skokowego wzrostu mocy szykuje się też Oceanic, właściciel marki AA. – Planujemy budowę nowej hali do produkcji kosmetyków, co pozwoli na dwukrotny wzrost naszych mocy – mówi Leszek Kłosiński, prezes spółki, która rocznie wytwarza ok. 30 mln sztuk kosmetyków, wysyłając je do prawie 40 krajów świata. W minionym roku spółka zwiększyła eksport produktów markowych o ponad 80 proc.

Szefowie krajowych firm nie kryją, że bodźcem do obecnych i planowanych inwestycji jest perspektywa znacznego przyspieszenia rozwoju w kolejnych latach. Liczą na rozwój krajowego rynku, który ma w tym roku urosnąć o 5 proc., do 23 mld zł, oraz na jeszcze szybszą ekspansję za granicą. Tak jak robi to Inglot, który firmowe sklepy ma już w 80 krajach, a dzięki inwestycjom planuje zwiększenie produkcji o 40 proc.

Cenna pomoc rządowa

Wartość polskiego eksportu kosmetyków wzrosła w ub.r. o 16 proc., do 11,8 mld zł – wynika z danych GUS. Co prawda w eksporcie dominują wyroby zagranicznych spółek, ale jak szacują analitycy Banku Zachodniego WBK, udział producentów z krajowym kapitałem sięga już 25–30 proc. i nadal powinien rosnąć.

Rodzime firmy dopiero teraz na większą skalę zaczną odcinać kupony od kilkuletnich zabiegów o zagraniczne rynki, w czym od 2013 r. wspiera je rządowy program promocji branży.

– Świat stoi dzisiaj otworem przed polskimi firmami kosmetycznymi – mówi Henryk Orfinger, dodając, że LK Dr Irena Eris ma coraz większe plany zagranicznej ekspansji. Zeszłoroczny, ponad 13-proc. wzrost przychodów firmy był w dużej mierze zasługą eksportu, który sięga już 20 proc. sprzedaży. W pięciu najbliższych latach jego udział powinien dalej rosnąć, nawet do 50 proc. To ułatwi spółce osiągnięcie do 350 mln zł przychodów.

Katarzyna Furmanek, prezes firmy Floslek, która ubiegły rok zakończyła z 30-proc. wzrostem przychodów, ocenia, że to dopiero początek przyspieszenia. Jego lokomotywą ma być eksport, a napędem nowa fabryka w Piasecznie, dokąd w czerwcu ub.r. Floslek przeniósł całą produkcję. Jak podkreśla Katarzyna Furmanek, warta ok. 20 mln zł inwestycja trzykrotnie zwiększy moce produkcyjne. Floslek chce je wykorzystać do przyspieszenia ekspansji za granicą.

Firma, która w ostatnich pięciu latach zwiększyła eksport od zera do jednej piątej przychodów (w ub.r. sprzedaż zagraniczna wzrosła o 90 proc.), wysyła kosmetyki do 40 krajów. – Nawiązanie kontaktów na targach to dopiero początek wejścia na nowy rynek, co wymaga czasu i sporych inwestycji. Badania i rejestracja produktów trwają niekiedy półtora roku – wyjaśnia Katarzyna Furmanek.

Siła zakupów młodych Polek

Rosnąca zamożność polskiego społeczeństwa i tendencja do częstego używania kosmetyków sprawia, że nasz kraj jest jednym z bardziej obiecujących rynków w Europie. W tegorocznym badaniu GfK aż 44 proc. Polaków przyznało, że ważny jest dla nich dobry wygląd (w skali całej Europy twierdzi tak 29 proc. badanych). Produkty do pielęgnacji twarzy, włosów i do makijażu kupuje 70 proc. badanych polskich konsumentów, co wspiera krajowy rynek kosmetyków, który rośnie o ok. 5 proc. rocznie, a więc szybciej od PKB. Według danych GfK koniunkturę na tym rynku nakręcają kobiety w wieku 18–29 lat. Stanowią najważniejszą grupę konsumentek dla niemal wszystkich kanałów dystrybucji kosmetyków, na czele z drogeriami i e-sklepami.

Opinia

Blanka Chmurzyńska-Brown, dyrektor generalna Polskiego Związku Przemysłu Kosmetycznego

Wyraźnie widać przyspieszenie inwestycji w polskich firm kosmetycznych. Jednym z czynników, które mają na to wpływ, jest dynamiczny wzrost eksportu. Jego udział w produkcji niektórych firm sięga nawet 80 proc. Na zwiększenie inwestycji wpływa także rozwój rynku krajowego. Bardzo dobrze, że pod koniec 2016 r., po kilku miesiącach niepewności, została rozbrojona mina i zrezygnowano z wprowadzenia w życie zakazu sprzedaży kosmetyków w aptekach. Zakaz mocno uderzyłby w krajowy rynek, szczególnie w producentów kosmetyków pielęgnacyjnych, w tym dermokosmetyków. Wielu z nich musiałoby zrezygnować z planów rozwoju produkcji.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA

WIDEO KOMENTARZ

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA